Reklama

Jak Skald zamienił wódkę na różaniec

15/11/2016 16:04

– Jeszcze nic wtedy nie wskazywało, że zamienię źródło swoich natchnień z marihuany i alkoholu na różaniec i tabernakulum – wspomina przełomowe w swoim życiu wakacje 1984 r. Jan Budziaszek, perkusista zespołu Skaldowie.

– Z żoną mieliśmy taką umowę: w lipcu nie koncertuję i zabieram dzieci na wakacje. W 1984 roku malowaliśmy mieszkanie. Żona przed wakacjami powiedziała do mnie: w tym roku ja zabiorę dzieci. Stwierdziłem, że chce się wymigać ze sprzątania. Powiedziałem: jedź, ja sobie poradzę – opowiada.

Nie chodził co tydzień do kościoła, ale w pewną niedzielę pod koniec lipca coś go tknęło i poszedł na mszę. – W ogłoszeniach słyszę, że wychodzi pielgrzymka do Częstochowy i jest prośba do parafian, żeby przenocowali pielgrzymów, którzy przyjadą dzień wcześniej. Pomyślałem, że mam duże mieszkanie, to co mi zależy, niech sobie przenocują – wspomina.

Reklama

Cztery dni przed wyjściem krakowskiej pielgrzymki dostał telefon z duszpasterstwa, że przyjeżdża 17 osób z Niemiec, które chciałyby mieszkać razem. Zgodził się je przyjąć. – Bardzo się przez te cztery dni zaprzyjaźniliśmy – mówi.

 

W klapkach do Częstochowy

– Gdy 8 sierpnia wychodziła krakowska pielgrzymka, żal mi było się z nimi rozstawać, więc powiedziałem, że odprowadzę ich na Wawel. Tam przychodzi mi myśl: zostań na mszy, w czasie mszy kolejna, żeby przejść się z nimi kawałek przez miasto i wrócić autobusem – opowiada wydarzenia sprzed 32 lat.

Reklama

I tak z każdym kolejnym krokiem przedłużał sobie punkt docelowy swojej podróży. W końcu doszedł do pierwszego noclegu w Smardzowicach. O tej porze nie miał czym wrócić. Na kontynuowanie pielgrzymki przygotowany też nie był: wyszedł w klapkach, podkoszulku i spodenkach. Jakiś kleryk załatwił mu nocleg. Rano pomyślał: dojdę do jakiegoś skrzyżowania i wrócę do Krakowa autostopem. I tak szedł, cały czas myśląc: do następnego skrzyżowania. – To było sześć dni wyjętych z życiorysu. Nie szedłem się modlić, nie miałem żadnej intencji, bez szczoteczki do zębów, bez kromki chleba. Po sześciu dniach stanąłem przed cudownym obrazem na Jasnej Górze i pomyślałem: co ja tutaj robię? – wspomina. – Teraz rozumiem, że to Maryja mnie tam przyprowadziła – dodaje.

 

Reklama

Było mi dobrze

Rok później też poszedł na pielgrzymkę, ale był już przygotowany. Co się zmieniło przez te 12 miesięcy? – Jeszcze nic wtedy nie wskazywało, że zamienię źródło swoich natchnień z marihuany i alkoholu na różaniec i tabernakulum, ale tak mi było dobrze w czasie tego pielgrzymowania, że pojawiło się marzenie, żeby za rok też pójść – opowiada.

Postanowił, że po powrocie każdego dnia będzie mu towarzyszyć jedna tajemnica różańcowa. Nie chodziło tylko o to, żeby odmówić dziesiątek. Starał się rozważać i przekładać wydarzenia z życia Maryi na swoje własne. Nauczył się dziękować Bogu za wszystko, co go spotyka. – Choćby wola Boża nie zgadzała się z moją, zawsze jest dla mnie najlepsza i zbawienna. Nieważne, czy spotka mnie dzisiaj coś smutnego, czy radosnego, jest to dla mnie dobre – zapewnia. Czy jest przekonany, że to, co go spotyka zawsze pochodzi od Boga? – Jeśli wzywasz imienia Maryja, szatan nie ma do nas dostępu. Wystarczy je wzywać i nie ma się co bać – odpowiada.

Reklama

 

Alkohol to sztuczny duch

Przed pamiętnym 1984 r. jego życie wyglądało zupełnie inaczej. W Krakowie miał ksywę „Jan Budziaszek wytwórnia flaszek”. Dzisiaj nie ma problemu z dostępem do alkoholu o każdej porze dnia i nocy. Wtedy było inaczej. A Budziaszek zawsze miał odłożoną flaszkę, sam pędził bimber. Po jego nawróceniu koledzy buntowali się. Nagle stracili człowieka, który, jak była bieda, nad ranem mógł ich poratować. Niektórzy przestali się do niego odzywać, gdy go mijali, przechodzili na drugą stronę ulicy. To trwało 7 lat. – Każdy, kto zbliża się do Pana Boga, musi przez to przejść. Jeśli ktoś nie czuje tak jak ty, jesteś dla niego obcy – mówi.

Zawodu jednak nie porzucił. Muzycy nadal chętnie z nim grali. – Dziwili się tylko, że nie było dyżurnej flaszki – przyznaje.

– Nieraz ktoś mówi: szwagier przyjeżdża, muszę kupić flaszkę, bo o czym będziemy gadać. Alkohol to jest sztuczny duch. Jak nie mamy wspólnego ducha, musimy kupić flaszkę, żeby coś nas połączyło. A jeśli jest towarzystwo, które dobrze się razem czuje, flaszka by tylko przeszkadzała – wyjaśnia.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    zielone dla ludzi - niezalogowany 2016-11-15 17:37:48

    Dziwny gość ,wóda jest dla oszołomów ale zioło dla arystokracji.Nic co sie nadużywa nie jest dobre.Ziółka otwierają człowiekowi nowe przestrzenie ,pobudzają zmysły ,otwieraja drzwi do innego postrzegania świata.Jeśli mają być wspomagaczem wódy to tylko dla idiotów.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Ozzman - niezalogowany 2016-11-15 17:40:09

    Bardzo pozytywna metamorfoza, bo alkohol to zguba ludzkości, jeszcze tylko wyeliminowac z menu mięcho i będzie git !!!   YOUTUBE.COM - GAGA - ALKOHOL I MIĘSO YOUTUBE.COM - MISTYCYZM 13 - WEGETARIANIZM YOUTUBE.COM - DEBATA: ZWIERZĘTA NALEŻY WYKLUCZYĆ Z MENU

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości