W czasach słusznie minionych pośród wielu innych profesji chyba najbardziej fatalną opinię mieli budowlańcy. Symbolem tego fachu była postać w waciaku, z tygodniowym zarostem na twarzy i nieodłącznym beretem na głowie. Wtedy, jako anegdotkę, powtarzano odzywkę majstra, który mówi do pomocnika: „Ty trzymaj mur, a ja idę po wypłatę”.
Dzisiaj firmy budowlane bardzo dbają o image i rzadko która pozwala sobie na fuszerki. Zdarzają się jednak niechlubne przypadki, jak choćby firma Mariana K., który w lipcu podjął się przebudowy budynku magazynowego w jednej z podmiejskich miejscowości. Przez pierwszy tydzień wszystko było okej, jak w piosence „Niech się mury pną do góry”, ale Marian prowadził jeszcze dwie inne budowy i zaczął przerzucać pracowników z jednej na drugą. Zostawił przy magazynie kilku niedojdów i roboty zaczęły kuleć. Najpierw zepsuła się betoniarka, potem zabrakło elementów rusztowania, a pracownicy z braku frontu robót zajmowali się opróżnianiem kolejnych butelek piwa. Zdarzało się też, że podejmowali się na lewo drobnych fuch u miejscowych gospodarzy. Zleceniodawca co parę dni interweniował u Mariana, ale ten za każdym razem chwilowe przestoje tłumaczył obiektywnymi trudnościami i zapewniał, że na koniec sierpnia magazyn będzie na tip-top. Niestety nie udało się. Niecały tydzień przed ustalonym terminem doszło do katastrofy budowlanej. Zawaliła się szczytowa ściana z pustaków, wysoka na prawie siedem metrów. Stało się to pod koniec dniówki i na szczęście ofiar nie było, bo ściana runęła na zewnątrz, a nie do środka, gdzie akurat przebierali się pracownicy.
Ucierpiało tylko auto jednego z nich i betoniarka, którą przywaliły pustaki. Zleceniodawca, któremu dano znać o katastrofie, powiadomił policję, ale nim przyjechał radiowóz, na miejscu pojawił się Marian i doszło do burzliwej rozmowy ze zleceniodawcą. Marian, chcąc ratować honor firmy, tłumaczył, że ściana runęła nie na skutek zaniedbań sztuki budowlanej, tylko z powodu trzęsienia ziemi, które w nocy nawiedziło Włochy i widocznie jakieś dalekie echa wstrząsów spowodowały jej zawalenie. Ściągnięci przez policję pracownicy nadzoru budowlanego wykluczyli trzęsienie ziemi, natomiast w protokole w kilkunastu punktach wytknęli poważne uchybienia, począwszy od braku dziennika budowy po stosowanie niedozwolonych technologii, czyli budowa była prowadzona jak za Peerelu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze