W pojemniku z rośliną pojawiły się maleńkie, białe, skaczące robaczki? To skoczogonki. Z natury niegroźne, ale jeśli pozwolimy im się nadmiernie rozmnożyć, mogą narobić szkód. Jak się z nimi uporać?
Skoczogonki (łac. collembola) to bezskrzydłe, podłużne stawonogi. Zwykle w kolorze białym, kremowym lub szarym. Są małe (osiągają 2 – 3 mm) i bardzo ruchliwe; gdy poruszymy donicą, w której się zadomowiły, przekonamy się, że skaczą nie gorzej od pcheł. Jeśli jest ich niewiele, to nie mamy się czego obawiać – bytują w wierzchniej warstwie podłoża, zjadając resztki organiczne i martwe tkanki roślin. Problem pojawia się, gdy ich populacja gwałtownie wzrasta. Wówczas w poszukiwaniu pożywienia owady mogą podgryzać liście i korzenie rośliny. Jeżeli korzenie stają się osłabione, roślina przestaje rosnąć, schnie, zaczyna umierać. Staje się też podatna na infekcje grzybowe.
Doświadczeni ogrodnicy wiedzą, że walka ze skoczogonkami jest bardzo nierówna i może trwać miesiącami. Można spróbować utopić szkodniki, całkowicie zanurzając doniczkę z rośliną w większym pojemniku wypełnionym wodą. Po paru godzinach woda sama wypchnie skoczogonki z gleby. Należy je zebrać, a roślinę osuszyć i ustawić w ciepłym miejscu, na jakiś czas znacznie ograniczając podlewanie. Zabiegu lepiej nie powtarzać zbyt często, bo można doprowadzić do gnicia korzeni. Innym sposobem, który sprawdzi się lepiej u okazów odpornych na niedobór wody, jest okresowe przesuszenie podłoża. Czasem wystarczy też przesadzić roślinę do nowej, wolnej od szkodników ziemi, po uprzednim oczyszczeniu i wypłukaniu korzeni. Niestety w wielu przypadkach powyższe metody bywają zawodne, gdyż w podłożu mogą pozostać jaja szkodników. Wówczas jedynym wyjściem jest zastosowanie chemicznych środków ochrony roślin, takich jak pałeczki owadobójcze lub specjalne opryski.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze