Rozmowa ze sternikiem morskim, przedsiębiorcą przemyskim, przyjacielem kapitana Henryka Jaskuły Wojciechem Pieprznym. Rozmowa przeprowadzona w rocznicę śmierci samotnego żeglarza.
Co oznacza skrót GWHJ?
– Skrót pochodzi od nazwy nieformalnej i spontanicznie zawiązanej organizacji: Grupa Wsparcia Henryka Jaskuły. Pierwszą członkinią była Ula Wojnar. Nazwę wymyślił największy jaskułolog w kraju, a i w świecie, redaktor Mieczysław Nyczek. Zaś powstanie samej grupy stało się, na pewnym etapie ziemskiego rejsu kapitana Jaskuły, koniecznością. Mówiąc wprost, kapitan musiał porzucić żeglugę samotną i korzystać, aczkolwiek bardzo niechętnie, z pomocy załogi, którą była właśnie GWHJ. Do ścisłego kręgu grupy należała Ula, Mietek, Justyna Woś-Nyczek i moja skromna osoba.
Kapitan Jaskuła miał zdecydowany charakter. Był samotnikiem i na morzu, i w życiu. To on dobierał sobie przyjaciół. Nie odwrotnie. Dlaczego do Grupy Wsparcia należeliście właśnie wy?
– GWHJ miała charakter otwarty, wielu ludzi wspierało Kapitana, jeszcze więcej chciało wspierać, ale on rzeczywiście był mentalnym samotnikiem. Ta chęć samotności wzmogła się po zatopieniu jego ukochanego jachtu. Wtedy stracił nadzieję na nowy rejs, poczuł się zdradzony i oszukany. Odtąd tylko niewielu mogło się cieszyć jego przyjaźnią.
Miał Pan zażyłe relacje z kapitanem. W ostatnich miesiącach swojego życia powierzył Panu klucze od swojego mieszkania. To tak, jakby przekazał Panu ster swojej łodzi. Jako żeglarz doskonale pan rozumie symbolikę tego gestu. Czyżby solidarność żeglarzy – inżynierów?
– Niewątpliwie niosło to ze sobą pewną symbolikę, ale było też powodowane chęcią ułatwienia sobie wzajemnego funkcjonowania. Byłem kimś w rodzaju sekretarza-adiutanta kapitana. Natomiast wykształcenie techniczne sprawiało, że nasze rozmowy były konkretne i precyzyjne, nawet o żeglarstwie, które samo w sobie jest romantyczne i nieobliczalne.
Kapitan zmarł rok temu w wieku 96 lat, w 40. rocznicę swojego wpłynięcia do portu w Gdyni w 1980 roku, po rocznym rejsie dookoła globu bez zawijania do portu. Do końca zachował niezwykłą bystrość umysłu. Pochłaniał książkę za książką. Pan mu je przynosił. Co czytał i jak była jego ostatnia książka?
– Czytał jedną książkę średnio w dwa, trzy dni, właściwie w dwie, trzy noce. Przede wszystkim literaturę klasyczną, polską i światową. Dużo opracowań historycznych, zwłaszcza dotyczących Rosji sowieckiej w latach 1918-56. Inne kierunki jego zainteresowań czytelniczych to taternictwo i himalaizm. Sam napisał uroczą miniaturę „Opowieści tatrzańskie”. O literaturze marynistycznej nie wspomnę!
Jednak, gdzieś w lutym 2020, powiedział:
– „Wiesz, czytanie zaczyna mnie trochę męczyć, przynieś mi coś lekkiego”.
– Ale co?
– „Trylogię”.
– Ale co z „Trylogii”?
– „Pana Wołodyjowskiego”.
To była ostatnia przeczytana przez niego książka. Prawie do końca, do obrony Kamieńca…
Najważniejsza cecha kapitana Jaskuły?
– Logika i precyzja w planowaniu, konsekwencja w działaniu. Cechy dobrego inżyniera. Na jachcie, na morzu nie ma miejsca na improwizację i myślenie typu: „jakoś to będzie”. Romantycy morza pływają blisko brzegu i śpiewają szanty. Jaskuła słuchał wyłącznie i bez przerwy muzyki poważnej. Jej cechą jest precyzja i logika kompozycji.
Dlaczego, w Pana ocenia, kapitan Henryk Jaskuła był wielkim żeglarzem?
– Kapitan jest jednym z największych żeglarzy samotnych świata. Jego rejsu solo non stop dookoła globu, z Polski do Polski, mimo upływu 41 lat i ogromnego postępu w konstrukcji jachtów, nawigacji czy łączności, nikt do dziś nie powtórzył. Jaskuła i jego rejs to inspiracja dla wielu doskonałych żeglarzy. Pięknie o tym mówiła mu królowa polskich żeglarek samotnych, kapitan Joanna Pajkowska, na spotkaniu w czerwcu 2019.
Czy, Pana zdaniem, władze miasta oraz przemyskie środowisko żeglarskie mają jeszcze jakieś zadanie do wykonania w kwestii uhonorowania kapitana Henryka Jaskuły?
– Zdecydowanie tak! Nazwanie skwerku jego imieniem, gdzieś na przedmieściu, jest niepoważne. Myślę, że jedna z głównych ulic miasta i pomnik w Rynku to oczywistość. Zaś Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej powinno zbierać i katalogować pamiątki po nim i „Darze Przemyśla”, organizować wystawy, wydawnictwa. Kapitan Jaskuła i jego legendarny już rejs stanowić będą magnes przyciągający do miasta żeglarzy-turystów. Władzom Przemyśla przypominam także, że pogrzeb kapitana jest jeszcze przed nami.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze