– Kiedyś tym potokiem pstrągi pływały na tarło. Kiedyś można było wejść po kolana i się nie bać , że przywlecze się jakąś chorobę. Od kilku lat płyną jedynie jakieś chemikalia. Woda jest śmierdząca i brązowa. Najgorsze, że nikt się nie chce nad tym solidnie pochylić – narzeka mieszkaniec Nehrybki pod Przemyślem Andrzej Kazimierz. Służby odpowiedzialne m.in. za stan czystości wód na Podkarpaciu cały czas twierdzą, że z Jaworem wszystko jest w porządku.
Pan Andrzej ma opasłą teczkę pism, kierowanych na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat do różnej maści instytucji. Już nie jest w stanie wszystkich z pamięci wymienić. – Kiedyś powiedziałem sobie, że nie popuszczę. Chyba ze trzy zakłady zostały zamknięte przez moją działalność. Jeden za sprawą zrzutów zanieczyszczeń . Tyle, że to żadna dla mnie satysfakcja. Woda jak była śmierdząca i brudna, tak nadal jest – martwi się A. Kazimierz[paywall].
Kilka lat temu woda, w zależności od pogody i pory roku, miała różne zabarwienie. Obecnie przeważa bliżej niezidentyfikowana piana. Lepka, brudna. Dno Jaworu jest tragicznie zamulone. To jedna wielka maź. Nie ma kamieni, o piasku nie ma nawet co wspominać. Potok – zdaniem naszego informatora – wygląda jak zwykłe szambo.
– Chodziłem wielokrotnie ulicami, wzdłuż których płynie potok. W Nehrybce dwa gospodarstwa odprowadzają do niego ścieki. Z całą pewnością są jeszcze inni. Pewnie jakieś zakłady. Nie zamierzam rzucać bezpodstawnych oskarżeń. To trzeba sprawdzić, a ja nie mam takiej mocy. Kiedyś wiele gospodarstw zrzucało ścieki do tego potoku, ale nie było takiego syfu, jaki jest teraz – twierdzi pan Andrzej, którego najbardziej dziwi niekonsekwencja odpowiedzialnych służb. – Policja dwukrotnie wszczynała postępowanie. Pierwsze, wiele lat temu, umorzyła. Za drugim razem dostała nawet wyniki badań próbek wody z WIOŚ. Wynikało z nich, że kilkaset razy przekroczone są normy związków rtęci. Niestety, po raz kolejny umorzyli sprawę. Nie zgodziłem się z takim werdyktem, złożyłem skargę do komendanta wojewódzkiego policji do Rzeszowa. Tam uznali, że doszło do błędów proceduralnych i sprawę kazali wznowić. Do tej pory nie wiem, jak się zakończyła. A może wcale się nie zaczęła… – podejrzewa A. Kazimierz.
Od pewnego czasu próbuje sprawą zainteresować zarówno przemyską delegaturę Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, jak i Zarząd Zlewni w Przemyślu Państwowego Gospodarstwa „Wody Polskie”. – Nic z tego. Wie pan dlaczego? Bo do tego trzeba chłopa w gumiakach, z jajami, który wlazłby do tej wody, powąchał, przebadał potem. A nie kogoś, kto zza biurka mówi, że wszystko jest w porządku, bo niedawno sprawdzali. Sprawdzali, ale na odwal. Za każdym razem powtarzają, że jest w porządku. Zapraszam szefów tych instytucji tutaj, nad Jawor. Ze szklanką. Nabiorą sobie wody, powąchają, może wypiją, skoro jest czysta – zaznaczył A. Kazimierz. – Powtórzę: nie popuszczę. Nie popuściłem wiele lat temu ze śmietniskiem na Słowackiego i miasto zaczęło wozić odpady do Korczowej. Nie popuściłem z kapliczką tuż obok zakładu „Polna” i udało się mi ją uratować. Mam nadzieję, że wreszcie ktoś rozwiąże zagadkę śmierdzącego, nafaszerowanego chemikaliami potoku Jawor – podsumował mieszkaniec Nehrybki.
Instytucją bezpośrednio odpowiedzialną za stan cieków wodnych na Podkarpaciu jest Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Rzeszowie Państwowego Gospodarstwa Wodnego „Wody Polskie”. Do jego rzecznika prasowego Krzysztofa Gwizdaka skierowaliśmy kilka pytań. Przede wszystkim, czy i ile razy potok Jawor był kontrolowany przez odpowiedzialne służby, jakie środki zostały przedsięwzięte i czy sprawdzano ewentualność odprowadzania do potoku przez zakłady czy osoby prywatne nieczystości, w tym środków chemicznych?
K. Gwizdak zapewnił, że pracownicy Wód Polskich z Zarządu Zlewni w Przemyślu oraz Nadzoru Wodnego w Przemyślu na bieżąco monitorują stan techniczny potoku.
– Każdorazowo na wniosek jednego z mieszkańców Nehrybki pracownicy przeprowadzali wizję terenową wskazanego odcinka potoku. Ostatnie oględziny odbyły się 8 maja, wcześniejsze 23 marca bieżącego roku. Również w poprzednich latach, podczas kontroli robót przeprowadzanych przez Inspektora Nadzoru Wodnego w Przemyślu, nie stwierdzono niepokojących zjawisk związanych z zanieczyszczeniem wody – wyjaśnił.
Podczas owych wizji terenowych pobierane były próbki wody, a po dokonaniu oceny organoleptycznej pracownicy stwierdzali, że woda jest czysta, bez widocznego zabarwienia, nie jest mętna, bez wyczuwalnego zapachu. Nie potwierdziły się również informacje o rzekomym „potężnym” zamuleniu koryta potoku Jawor.
– Prowadziliśmy korespondencję z Urzędem Miasta w Przemyślu i jedną z podległych mu spółek, odpowiedzialnych za gospodarkę wodno-ściekową. Z uzyskanych informacji wynikało, że jeden z zakładów, wskazanych przez mieszkańca Nehrybki, mogących potencjalnie zanieczyścić wody, został przyłączony do sieci kanalizacji sanitarnej we wrześniu 2019 roku. Ponadto Zarząd Zlewni w Przemyślu przygotował listę zakładów, także wskazanych przez tego pana, i przesłał ją do Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Rzeszowie. Kontrole przeprowadziliśmy w 2019 roku. Nie potwierdziły domniemanego procederu zanieczyszczania cieku – zapewnił K. Gwizdak.
Jak udało się nam ustalić, rzeczywiście i inne przemyskie służby (WIOŚ, sanepid, straż miejska, staż pożarna i policja) były zawiadamiane o potencjalnym zanieczyszczeniu Jawora. Wysyłane były kontrole, lecz doniesienia nie zostały potwierdzone.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Problem tkwi w miejscowościach i gospodarstwach , które nie są podłączone do kanalizacji i w ludzkim nawyku wypuszczania szamba do płynącego potoku tylko surowe kary za zanieczyszczanie środowiska nauczyły by rozumu
W Nehrybce jest to normalne że ścieki do potoku leją i nikt na to nie reaguje . Sam zgłaszalem wielokrotnie takie sytuacje do ochrony środowiska oraz wód Polskich i zero reakcji . Zastanawiam się w takim razie po co istnieja takie urzędy chyba tylko po to żeby brać kasę i grzać stolek
O czym tu dużo mówić od pani która pracowała w ochronie środowiska rura przekonana jest do potoku i wycieki z tej rury są cały czas i podobno ma przyłącz do kanalizacji ale w tej miejscowosci są tacy którym wolno wszystko i są tacy co nie wolno im nic
Ścieki ściekami ale pryskanie cieków wodnych randapem !!!
A czemu w artykule nie ma opinii drugiej strony problemu? Czyli odpowiednich instytucji? No i dlaczego w wydaniu papierowym redakcja zamieściła fotografię z … Chałupek Medyckich a nie potoku Jawor? Dla podkręcenia emocji? To ma być rzetelność dziennikarska? A te wynurzenia obrońcy środowiska to sprawdziliście dokładnie, zwłaszcza jego zdanie, jak to przyczynił się do zamknięcia kilku zakładów. Życie jak widać woli pisać bajki niż prawdę.
Potok Jawor płynie przez inne miejscowości , które trzeba sprawdzić czy wszyscy są podłączeni do kanalizacji - a jak nie to co dzieje się z tymi ściekami - trzeba sprawdzić !!!!!
kolor wody mozliwy z zakladow pracy tzw popluczyny .osobiscie w zawiadomieniu dokladnie podalem miejsce z ktorego wyplywaja gowna do jawora a jesto malutki doplywik do jawora do ktorego ktos wpuszcza rura gowna i jest to zaraz przy krzyzowce przyl herburtow na takim malym mostku gdzie sa usytuowane trzy domy i ktoregos z nich ktos wypuszcza gogna i inny tyfus do potoczka. a straz miejsca mogla by sprawdzic kto ma brak podlaczenia kanalizacji i zadac co taki syfiarz robi z gowna,i.kanalizacja miejsca to bardzo dobra rzecz poniwaz stosunkowo do wywozki i innych form oczyszczania jest tania wiec kto puszcza chemie i gowna do rzeki jest cwelem jebanym i bym kazal chlac te scieki....
To jest temat powracający po raz enty / ?/ . Nikomu nie chce się dupy ruszyć , pisze tu o służbach odpowiedzialnych za ochronę środowiska,czy w gminie czy w powiecie,może "wody polskie" a może "sanepid'. Dla lokalnych polityków też sprawy nie ma bo można stracić głosy. Parę lat temu chodziłem sobie wzdłuż potoków w różnych miejscowościach,wszędzie wystają rury odpływowe od domostw, obojętnie czy to Pikulice ,czy Hermanowice czy Łętownia itd. Jak nie ma potoku to do rowu przydrożnego jak nie ma rowu to szamba mają dziury w dnie . Taka jest rzeczywistość. Taki jest nasz kraj.
Przejeżdżając przez taką miejscowość jak Hermanowice można poczuć swojskie klimaty ścieków z szamba szkoda tylko że takie piękne gospodarstwa na pierwszy rzut oka z zewnątrz do prezentacji
na pewno coś się zacznie dziać z tymi ściekami , które sobie płyną , płyną za darmo - nikt nie płaci ,kary nie ponosi
Problem tkwi w miejscowościach i gospodarstwach , które nie są podłączone do kanalizacji i w ludzkim nawyku wypuszczania szamba do płynącego potoku tylko surowe kary za zanieczyszczanie środowiska nauczyły by rozumu
W Nehrybce jest to normalne że ścieki do potoku leją i nikt na to nie reaguje . Sam zgłaszalem wielokrotnie takie sytuacje do ochrony środowiska oraz wód Polskich i zero reakcji . Zastanawiam się w takim razie po co istnieja takie urzędy chyba tylko po to żeby brać kasę i grzać stolek
O czym tu dużo mówić od pani która pracowała w ochronie środowiska rura przekonana jest do potoku i wycieki z tej rury są cały czas i podobno ma przyłącz do kanalizacji ale w tej miejscowosci są tacy którym wolno wszystko i są tacy co nie wolno im nic