Właśnie rozpoczął się semestr letni w Państwowej Wyższej Szkole Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu. Jednak nie wszyscy studenci wrócili do nauki. W PWSW od wielu lat uczą się studenci z Ukrainy, przeważnie ci, którzy posiadają polskie korzenie, a w związku z tym Karty Polaka. Część z nich została w ojczyźnie. Na razie trudno oszacować, ilu ze 165 studentów z Ukrainy, którzy podjęli naukę w październiku, wróciło na studia. W uczelni panuje wyjątkowa atmosfera.
„Dzisiaj pierwsze zajęcia w letnim semestrze. Są studenci z Przemyśla, a także dwójka pochodząca z Ukrainy, która mieszka w Gdańsku. Ściągnęli rodziców, a brat jest w wojsku – martwią się.Uruchomiłem system do zdalnego prowadzenia zajęć dla studentów z Ukrainy. Nie pojawił się nikt. Słyszałem, że jedna studentka kieruje spawaczami, którzy spawają zapory przeciwczołgowe i robią kolczatki. Wiem, że inna jest jeszcze w mieście, które kacapy bombardują. A co z pozostałymi? Smutny widok ekranu. Kolejny powód, za który nienawidzę Rosjan” – pisze na swoim profilu na Facebooku dr Dariusz Iwaneczko, historyk, wykładowca PWSW.
Kierunek „historia” cieszy się dużą popularnością wśród Ukraińców, głównie ze względu na specjalizację „turystyka międzynarodowa”, dla której przyjeżdżają studiować do Przemyśla. Na 44 ukraińskich studentów historii ponad połowa nie wróciła na studia.
Z dziesięcioma osobami nie ma na razie kontaktu. Ale pracownicy, studenci cały czas próbują dotrzeć do każdego, dowiedzieć się, czy nie potrzebują pomocy… Ten proces trwa.
W skali wszystkich (kilkunastu) kierunków uczelni sytuacja wygląda bardziej optymistycznie. Jak informuje dr Robert Oliwa, prorektor właściwy ds. studenckich, ukraińscy studenci w większości pozostali w Polsce w związku z sesją egzaminacyjną lub zdążyli wrócić do Polski przed datą zamknięcia granic.
– Choć sami są bezpieczni, to myślami pozostają przy rodzinach i przyjaciołach z Ukrainy. Są przerażeni tym, co dzieje się w ich domu. Niestety, są też i tacy, którym ze względu na konflikt zbrojny nie udało się wrócić do Polski. W przypadku tych studentów uczelnia podejmuje wszelkie możliwe działania, aby mogli oni wrócić do społeczności akademickiej i kontynuować studia. Na przestrzeni lat pracownicy i studenci zżyli się z wieloma ukraińskimi studentami, którzy stali się ważnym elementem akademickiego krajobrazu miasta, a ich los jest całej społeczności PWSW bardzo bliski – podkreśla.
Na co mogą liczyć w tych dramatycznych okolicznościach tu, na miejscu?
Mają do dyspozycji bezpłatną pomoc psychologiczną oraz możliwość uzyskania zapomogi finansowej w ramach świadczeń socjalnych. Drzwi akademika stoją dla nich i ich rodzin otworem, nie tylko zresztą dla tej grupy, bo od pierwszych dni wojny uchodźcy mogli liczyć na schronienie w Domu Studenta, w którym tymczasowy dach nad głową zyskało ok. 600 osób.
Nie każdy student chciał wrócić, choć miał taką możliwość. Niektórych w Ukrainie zatrzymała sytuacja rodzinna, w tym np. schorowani członkowie rodziny, którzy nie sprostaliby trudom podróży do Polski.
Anna Bałtarowicz, studentka stosunków transgranicznych, dyrektorka Centrum Języka i Kultury Polskiej w Równem, pozostała w Ukrainie, ma małe dziecko, zaangażowała się w pomoc Ukraińcom, którzy pozostali w kraju:
„cała moja rodzina zdecydowała się zostać w Ukrainie, choć już pierwszego dnia rosyjskiej agresji na nasz kraj otrzymaliśmy propozycję przyjazdu całą rodziną do polskich przyjaciół. Od wielu lat są naszymi przyjaciółmi, a ten trudny czas to potwierdza. Jestem teraz w rejonie brodowskim, to obwód lwowski, droga na Tarnopol. Z powodów rodzinnych jestem tu już prawie rok, chociaż moje rodzinne miasto to Równe. U nas, dzięki Bogu, jest spokojnie”.
Pani Anna dodaje, że od 25 lutego zaczęli przyjeżdżać do jej miejscowości uchodźcy z Kijowa i wschodu Ukrainy. Wszyscy im pomagają, jak mogą, bo ci ludzie stracili cały dobytek. Brat studentki przywiózł też swoją ciężarną żonę i 4-letniego syna, sam wrócił do Równego.
– Pierwsze dni wojny dłużyły się bardzo. Siedzieliśmy po ciemku, dzieci nie wiedziały do końca, co się dzieje… Teraz jesteśmy trochę spokojniejsi, bo przywykliśmy do sytuacji i skupiamy się na organizacji pomocy. Za chwilę sami możemy jej potrzebować – stwierdza ze smutkiem pani Anna.
Oksana Pikula studiuje projektowanie graficzne, są to studia magisterskie. W Przemyślu ma również pracę, dlatego musiała wrócić do Polski. Pochodzi ze Lwowa, gdzie mieszka wraz z 72-letnią babcią i siostrą. Musiały się rozdzielić i ta rozłąka kosztuje panie wiele emocji.
Babcia i siostra Oksany zdecydowały się opuścić Lwów i zamieszkać w wiosce, gdzie będzie – jak przypuszczają – bezpieczniej. Taką decyzję podejmuje wielu Ukraińców, opuszczają większe miasta i ukrywają się na wsiach. Rodzina Oksany wybrała wieś, z której pochodzi babcia, Pietniczany.
– Codziennie do siebie dzwonimy, na razie są bezpieczne. Ja staram się skupić na pracy i studiach, choć to trudne. Chciałam zabrać babcię i siostrę do Przemyśla, ale babcia już nie ma siły na taką podróż… – martwi się Oksana.
Hanna Ozimkowska, absolwentka stosunków transgranicznych, koordynatorka ds. studentów obcokrajowców PWSW, martwi się o swojego brata, który został w Odessie, zapisał się do wojsk obrony terytorialnej i zamierza stawić czoła wrogowi, kiedy zajdzie taka potrzeba.
– Ta wojna wisiała w powietrzu. Ukraińcy mieli świadomość, że toczą ją od 2014 r. Między innymi z tego powodu moja rodzina postanowiła się przeprowadzić bliżej granicy z Polską i zamieszkać w Mościskach – stwierdza.
Pani Hanna nie ma jednak czasu na zamartwianie się, bo wraz ze studentami już od pierwszych dni wojny organizuje pomoc dla uchodźców.
Ukraińscy studenci – wolontariusze z PWSW są bardzo cennym wsparciem w miejscach, gdzie organizowana jest pomoc dla uchodźców. Znają kilka języków i – co równie ważne – realia życia na wschodzie. Wprowadzają dobrą, swojską atmosferę, wiele rzeczy potrafią wyjaśnić, pomóc rozwiązać podstawowe problemy.
– Pomagają od pierwszych dni wojny – dodaje pani Hanna, pod której okiem pracują uczelniani wolontariusze. Chłopcy ze starszych roczników zapewniają, że choć nie są zawodowymi żołnierzami, to wrócą do Ukrainy, żeby jej bronić, kiedy ich miasta będą zagrożone.
Póki co bardziej przydają się tutaj, w Przemyślu, Korczowej. Poszczególne punkty pomocowe zabiegają o nich, bo brakuje rąk do pracy, a to bardzo zaangażowana grupa. Tu trzeba tłumaczyć, tam przygotować ogłoszenia, gdzie indziej udzielić wywiadu zagranicznym mediom, za chwilę posegregować dary…
Kto był, ten wie. To ukraińska młodzież (studenci PWSW) pomagała stworzyć w Korczowej od podstaw miejsce pomocowe dla uchodźców. Korczowa nie była w ogóle przygotowana.
Aula stała się magazynem darów. Codziennie przyjeżdżają tu busy, autobusy, ciężarówki z darami z całego kraju i zagranicy.
Rektor dr Paweł Trefler, prof. PWSW, już drugiego dnia wojny zorganizował zbiórkę na rzecz uchodźców wśród uczelni zawodowych w Polsce. Pierwsze transporty z ośrodków akademickich już przyjechały (z Łomży, Włocławka, Konina).
Pracownicy i studenci stali się wolontariuszami, którzy pełnią dyżury w magazynie, po godzinach, w weekendy. W te prace bardzo zaangażował się studencki samorząd.
PWSW jest w stałym kontakcie z ukraińskimi uczelniami, organizacjami, stowarzyszeniami, z którymi od wielu lat współpracuje – już w pierwszych dniach wojny rektor wysłał ok. 100 listów do wspomnianych instytucji, oferując wsparcie, w odpowiedzi otrzymując początkowo bardzo emocjonalną korespondencję, w niej prośby o modlitwę, z każdym kolejnym dniem wojny pojawiać się zaczęły prośby o konkretne zaopatrzenie, czemu uczelnia stara się sprostać. „Wschodnioeuropejska” – ta nazwa zobowiązuje.
Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek już w pierwszych dniach rosyjskiej inwazji na Ukrainę zapowiedział, że ukraińscy studenci będą mogli kontynuować studia w Polsce. Właśnie trwa procedura legislacyjna, która ma tę możliwość usankcjonować.
Czy przemyska uczelnia jest gotowa na przyjęcie większej liczby ukraińskich studentów?
– Oczywiście. Jesteśmy otwarci i gotowi. Mamy już doświadczenie w przyjmowaniu na studia obcokrajowców, a uczelniane zaplecze dydaktyczne z powodzeniem zmieści jeszcze wiele dodatkowych grup – zapewnia prof. Trefler, dodając, że ukraińscy studenci to wyjątkowa grupa.
– Zawsze bardzo angażują się w życie akademickie, są chętni do pomocy. Przez wiele lat na nich opierał się chór akademicki prowadzony przez ukraińskich dyrygentów – Dmytro i Bohdana. Mają duży wkład w dobrą uczelnianą atmosferę – zapewnia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze