Ostatnie występy AZS Uniwersytetu Radom dawały pewne nadzieje, że piłkarki ręczne JKS Sanu Jarosław mogą się pokusić o sprawienie miłej niespodzianki. Niestety, nic z tych rzeczy. Nie miały kompletnie nic do powiedzenia, ale trudno się dziwić, skoro znowu wystąpiły w bardzo okrojonym składzie.
Stabilności składu, co natychmiast odbija się na parkiecie brakuje jarosławiankom w tym sezonie najbardziej. Bo o jego głębi w tej fazie zmagań nie ma co mówić. Jest jak jest, ale fakt gry co pewien czas z sześcioma, siedmioma zawodniczkami w polu nie daje możliwości na regularność. Do Radomia ekipa Valiantsiny Kozimur wyjechała z 7 zawodniczkami, które mogły mieć realny wpływ na przebieg wydarzeń. Gospodynie zaś desygnowały wszystko co mają najlepsze. W JKS Sanie zabrakło tym razem: Nadii Buch, Pauliny Galas, Martyny Hawryluk czy Aleksandry Czapli.
Spotkanie było zupełnie pozbawione tak historii, jak i emocji. Przyjezdne – za sprawą Julii Dmytroczenko – otworzyły wynik, ale już w 9. min było 9:2. I od tego momentu miejscowe w pełni kontrolowały przebieg meczu. Najwyżej w I połowie prowadziły w 22. min – 16:8. Najwyższe prowadzenie w całym spotkaniu – różnicą 10 bramek – radomianki osiągnęły trzykrotnie. Po raz pierwszy w 39. min (26:16), po raz ostatni w 46. min (30:20).
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze