Księdza Józefa Dudka po raz pierwszy zobaczyłam na scenie teatralnej lubaczowskiego domu kultury. Kolejną okazją był wieczór poetycki, pamiętam recytowanie wierszy i uścisk dłoni. Trzeci raz był bezpośrednią rozmową, gdzie słowa „abyś wyrosła z prawdy”, wryte we mnie być może przywrócą poszukiwania. Dotąd nie miałam jedynie okazji posłuchać jego słów z tej najważniejszej sceny, u stóp krzyża.
Ksiądz Józef Jan Dudek urodził się w Jaśle w 1951 roku. Wychowywał się w Zalesiu koło Oleszyc, gdzie ukończył podstawówkę. Za radą rodziców zdał egzaminy do Technikum Leśnego w Krasiczynie, które – nie wiedzieć czemu – przeniesiono do Biłgoraja. Z powodu trudnego wówczas dojazdu zdecydowano o wysłaniu jedynaka do Liceum Ogólnokształcącego w Lubaczowie. Właśnie tam stawia pierwsze kroki na scenie. Wprowadzony w arkana sztuki teatralnej, po maturze stara się o przyjęcie do[paywall] PWST w Krakowie. Jednak z powodu niezachowania terminu złożenia dokumentów nie dostaje się.
Po powrocie do domu w rozmowie z kolegą z przemyskiego seminarium postawił warunek: „jeżeli można tam grać w piłkę, to się zdecyduję”. I drugi, ważniejszy warunek „aby umocnić co słabe, a może i małe” sprawia, że aplikuje. Tak przyjęty w poczet seminarzystów przekonuje się, że grać można nie tylko w piłkę. Zapisuje się do teatru Fredreum. Częste próby i późne powroty powodują, że zostaje postawiony przed wyborem. Ksiądz rektor Jastrzębski kazał zdecydować, czy chce być aktorem, czy księdzem. Po dwóch tygodniach wewnętrzej walki, przemyśleń i modlitwy postanawia zostać.
Takie decyzje nigdy nie zamykają dróg. Wkrótce zostaje poproszony przez rektora o stworzenie kleryckiego teatru w seminarium. Z powodzeniem zwołał kilku kolegów. Na początku przygotowano sztukę Dzień gniewu Romana Brandstaettera, której premiera zakończyła się sukcesem. O tamtym czasie ksiądz Dudek mówi: – Czas studiów seminaryjnych wykorzystałem, aby zostać dobrym księdzem, nauczycielem i wychowawcą młodych pokoleń. W chwilach wolnych relaksowałem się grą w piłkę oraz realizacją nowych, ciekawych pomysłów związanych z żywym słowem i reżyserią nowych sztuk. Po święceniach kapłańskich w czerwcu 1975 roku uświadamia sobie, że bez teartu trudno jest żyć.
W 1985 roku po objęciu urzędu proboszcza w parafii prokatedralnej św. Stanisława w Lubaczowie narodziła się myśl inscenizacji misterium Pod stopy Krzyża Adama Asnyka, która stała się momentem poczęcia teatru. W 1990 roku powstał scenariusz oparty na noweli Uśmiech Lwowa Kornela Makuszyńskiego. Stąd narodził się pomysł nazwy dla zespołu teatralnego. Arka Lwowska została powołana z myślą, by uratować dziedzictwo kultury, historii i przeszłości Lwowa, a także osób z nim związanych.
Tak rozpoczęło się pokonywanie fal, sztormów oraz pływanie po wodzie klasyki literatury, wydarzeń historycznych i tematów uniwersalnych. Rok 1995 był początkiem kryzysu zażegnanego dopiero po 14 latach. Ksiądz Dudek, przeniesiony z Lubaczowa do Lipska koło Zamościa, miał spore trudności z częstym dojazdem na próby. Obowiązki kapłańskie to pierwsze powołanie. Na szczęście doświadczona załoga Arki trzymała się mocno aż do powrotu do parafii w Oleszycach w 2008 roku.
Podczas opowieści o Arce, wielokrotnie pada słowo rodzina, o znaczeniu tym większym, ponieważ bez więzów krwi. Steruje nią od początku nie Ojciec, lecz „Papcio”. Arka to nie jeden człowiek. To bogaty pokład różnego wieku i stażu, gdzie skład czasem się zmienia. Ktoś odchodzi, wyjeżdża, wychodzi, ktoś inny pojawia się, wraca, przychodzi. Tak przez 25 lat wciąż płynie „(...) do Lwowa uśmiechem/ batiarską piosenką./ Arkę sam prowadzisz/ Opatrzności ręką.” Płynie i zabiera na okręt rozbitków. Ernest Bryll powiedział:
Więc dopływam zdyszany po morzach zwątpienia
Wrzeszczę: – Ratunku – i rzucacie mi linę
I włażę po tej linie na Wasz pokład Załogo „Arki Lwowskiej”
Arka Lwowska wystawiła blisko 40 sztuk. Ksiądz Józef Dudek większość wyreżyserował i prawie we wszystkich zagrał. Stale skupiając dzieci i młodzież, realizuje przez teatr własną działalność duszpasterską. Próbom teatru zawsze towarzyszyły treningi na stadionie, stąd warunkiem przyjęcia do składu drużyny było uczestnictwo we mszy świętej. To jego sposób, by zachować z fal Potopu młode pokolenie. Przez naukę dawać radość i wytchnie.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Zapomniano dodać, że w latach 90-tych zmotoryzował okoliczne parafie, sprowadzając setki samochodów na potrzeby kultu religijnego. Jego imieniem nazwano nawet ekskluzywną w swoich czasach "restałrację" Pod Dudkiem... Oj wiele ukrytych talentów w jednej skromnej osobie.
Cha ,cha masz całkowitą rację , łezka się w oku kręci na wspomnieni tamtych czasów.Pamięć ludzka jest bardzo krótka.
Lokal ''Pod DUDKIEM'' nigdy nie był ekskluzywny,to była zwykła speluna czynna prawie całą dobę.
ale na zbiorki dla chorych dzieci pod kocsciolem zgody nie daje zeby przypadkiem "na kosciol" nie zabraklo taka postawa kaplana wstyd !
Zapomniano dodać, że w latach 90-tych zmotoryzował okoliczne parafie, sprowadzając setki samochodów na potrzeby kultu religijnego. Jego imieniem nazwano nawet ekskluzywną w swoich czasach "restałrację" Pod Dudkiem... Oj wiele ukrytych talentów w jednej skromnej osobie.
Cha ,cha masz całkowitą rację , łezka się w oku kręci na wspomnieni tamtych czasów.Pamięć ludzka jest bardzo krótka.
Lokal ''Pod DUDKIEM'' nigdy nie był ekskluzywny,to była zwykła speluna czynna prawie całą dobę.