Ostatni dzień marca, piękny, ciepły dzień. Siedzimy w jednaj z przemyskich kawiarni: Krystyna Golińska Pella, Stanisław Lepszy, Wojciech Zbrożek i autor. Obok, przy stolikach, klienci czytają gazety, żartują, piją kawę, a my rozmawiamy o zbrodni sprzed siedemdziesięciu sześciu lat. Wtedy, dokładnie w kwietniu 1940 roku, zamordowani zostali: stryj Lepszego, ojcowie Golińskiej i Zbrożka oraz mój dziadek.
Opowiada Stanisław Lepszy: – Mój stryj, również Stanisław Lepszy, skończył Podoficerską Szkołę Policji w Mostach Wielkich. W trzydziestym dziewiątym roku był policjantem w komendzie powiatowej policji w Kołomyi i po wybuchu wojny pilnował przeprawy przez Kuty, którędy część polskiego rządu ewakuowała się do Rumunii. Kiedy od wschodu zbliżała się Armia Czerwona, stryj zostawił w Kołomyi żonę, dwoje dzieci i teściową, a sam ewakuował się do Rumunii. Po dwóch tygodniach przeprawił się przez Czeremosz i wrócił do rodziny. W październiku do domu wpadli enkawudziści i zabrali stryja. Najpierw razem z innymi aresztowanymi[paywall] zawieźli go do obozu przejściowego w Kijowie, a potem do obozu w Ostaszkowie, stamtąd został zawieziony do Kalinina (dzisiejszy Twer – J.S), gdzie w siedzibie NKWD został zastrzelony. Zwłoki pomordowanych Polaków wywożono do Miednoje i tam zakopywano w jednym z dwudziestu ośmiu dołów. W kwietniu czterdziestego roku całą rodzinę stryja, która nie znała jego losu, sowieci wywieźli na Sybir.

fot.Jacek Szwic
Krystyna Golińska Pella. Jej ojciec Stanisław Wiktor Goliński.
Mówi Krystyna Golińska Pella: – Mój ojciec, Stanisław Wiktor Goliński, urodził się w tysiąc osiemset dziewięćdziesiątym pierwszym roku w Przemyślu. Po ukończeniu szkoły średniej studiował na Wydziale Mechanicznym Budowy Maszyn Politechniki Lwowskiej, gdzie potem pracował jako asystent adiunkta. W sierpniu trzydziestego dziewiątego roku został zmobilizowany w stopniu kapitana rezerwy i po poddaniu Lwowa sowietom dostał się do niewoli. Wiedzieliśmy tylko, że ich popędzili na wschód. W grudniu mama dostała pierwszą wiadomość od ojca. Pisał z obozu urządzonego w klasztorze w Starobielsku, że żyje i jest zdrów. Potem dostaliśmy jeszcze trzy karki od ojca, a w marcu korespondencja się urwała. Listy, które mama pisała do ojca wracały z adnotacją, że ojciec wyjechał i obozu już nie ma. Potem, ale jeszcze w czasie wojny, dowiedzieliśmy się, że wszystkich przewieźli do Charkowa i tam w siedzibie enkawude zamordowali strzałem w tył głowy, a ciała wrzucili do dołów śmierci w Piatichatkach pod Charkowem. Później, po wojnie, mama pisała do Czerwonego Krzyża i dostała oficjalną informację o tym, że ojciec jest zapisany pod numerem dziewięćset dwadzieścia osiem na liście tych, którzy zostali zamordowani w Charkowie.

fot.Jacek Szwic
Wojciech Zbrożek. Jego ojciec Władysław Jasieńczyk Zbrożek.
Opowiada Wojciech Zbrożek: – Mieszkaliśmy we Lwowie przy ulicy Lenartowicza dziewiętnaście. Ojciec, Władysław Jasieńczyk Zbrożek, rocznik dziewięćset czwarty, będąc gimnazjalistą, brał udział w walkach w obronie Lwowa w osiemnastym roku. Potem pracował jako inspektor wojewódzki do spraw hodowli bydła. W sierpniu trzydziestego dziewiątego roku został zmobilizowany w stopniu porucznika dwudziestego drugiego Pułku Ułanów w Brodach i dostał przydział do sztabu Kresowej Brygady Kawalerii. Ostatnią wiadomość o ojcu dostaliśmy z Piwody, koło Jarosławia, gdzie stacjonował ze swoim szwadronem. W wiosce byli już sowieci i prawdopodobnie wtedy został wzięty do niewoli i wywieziony do obozu w Starobielsku. Potem, podobnie jak inni, został wywieziony do Charkowa i tam zastrzelony. Pochowany w zbiorowych grobach w Piatichatkach.
Słuchając tych historii, pomyślałem, że wszystkie one mają ten sam schemat, i te, które usłyszałem przed chwilą, i te, o których czytałem w licznych publikacjach, a także ta, którą ściszonym głosem opowiadał mi ojciec. Normalne życie, kariera, rodzina, wybucha wojna, od wschodu wkraczają sowieci. Potem prosto z pola bitwy do niewoli albo o świcie łomot do drzwi i transport, a na końcu strzał w potylicę. Miejscowości też się powtarzają: Charków, Kalinino, Starobielsk, Kozielsk, Ostaszków, Miednoje, Winnica, no i wreszcie Katyń, będący symbolem miejsc, w których od strzału w tył głowy zginęło 8402 oficerów Wojska Polskiego, 6006 policjantów, 189 strażników więziennych oraz 22 księży. Wśród zamordowanych policjantów był mój dziadek, Stefan Szwic, którego w październiku 1940 roku NKWD zabrało o świcie z domu w Równym.
Moi rozmówcy reprezentują Przemyski Oddział Rodzin Katyńskich. – Tutaj, w Przemyślu, jest nas już tylko dziesięcioro, tych z pierwszego pokolenia – mówi Stanisław Lepszy. – Utrzymujemy kontakty, dzielimy się informacjami, ale przede wszystkim dbamy, żeby nie zaginęła pamięć o tej straszliwej zbrodni. Sadzimy dęby katyńskie, uczestniczymy w oficjalnych uroczystościach państwowych. Co roku, w kwietniu uczestniczymy w specjalnej mszy za pomordowanych. Na spotkaniach z młodzieżą szkolną czy harcerzami przekazujemy im prawdę o Katyniu, bo to przecież była wielka zbrodnia na polskim narodzie. Wielka tragedia. Zginął kwiat żołnierstwa, inteligencji. O tym nie można zapomnieć.
Historia w wielkim skrócie5 marca 1940 roku Józef Stalin, na wniosek Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych ZSRR Ławrientija Berii, podpisał rozkaz rozstrzelania ponad 8 tysięcy polskich oficerów Wojska Polskiego i ponad 6 tysięcy polskich policjantów, jeńców z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, a także ponad 11 tysięcy polskich więźniów przetrzymywanych w więzieniach Zachodniej Białorusi i Ukrainy. Na jego podstawie, od kwietnia do połowy maja rozstrzelano ogółem 21 tysięcy 857 jeńców. Ocalało jedynie 395 osób. Realizacja tego przedsięwzięcia świadczy o tym, jak w ZSRR doskonale zorganizowany był system eksterminacji dużych grup społecznych czy całych narodów. Likwidacja takiej ilości ludzi miała charakter tak tajny, że często jeńcy dopiero nad dołami śmierci orientowali się, co ich czeka. W lutym 1943 roku, po zajęciu przez Niemców Smoleńska, ujawniono w lesie katyńskim zbiorowe mogiły. Podczas ekshumacji, w której uczestniczyli delegaci aliantów i spora grupa delegatów polskiego rządu na uchodźctwie, zidentyfikowano ciała ponad 8 tysięcy polskich oficerów i kilku generałów. Listę (oczywiście w celach propagandowych) Niemcy opublikowali w polskojęzycznych gazetach. Przez prawie pół wieku władze ZSRR utrzymywały, że za zbrodnię katyńską odpowiedzialni są hitlerowcy. W Polsce pierwsze półoficjalne publikacje na temat Katynia ukazały się w latach osiemdziesiątych. 11 marca 2005 roku Najwyższa Prokuratura Wojskowa Federacji Rosyjskiej oficjalnie oznajmiła, że nie ma podstaw do uznania zbrodnii katyńskiej za zbrodnię ludobójstwa. |
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.To nie jedyni przemyślanie zamordowani w Katyniu. Z tego, co wiem, zginął tam równie ojciec wieloletniego dziennikarza "Nowin", Mieczysława Nyczka.
To nie jedyni przemyślanie zamordowani w Katyniu. Z tego, co wiem, zginął tam równie ojciec wieloletniego dziennikarza "Nowin", Mieczysława Nyczka.