To niewyobrażalna tragedia. Ogrodzenie miało zabezpieczyć uprawy przed dziką zwierzyną, tymczasem doprowadziło do śmierci ich właścicielkę...
Starsze małżeństwo W. posiadało niedużą działkę, na której na własne potrzeby uprawiało warzywa. Poletko było często niszczone przez dziką zwierzynę, więc małżonkowie uzgodnili wspólnie, że ogrodzą je elektrycznym pastuchem[paywall]. Zapewne ze względu na oszczędności umówili się, że domowej roboty instalację wykona mąż, czyli 74-letni Mieczysław W., który podłączył ją do sieci 230 wolt.
Pastuch został wykonany na początku lipca. Do tragedii doszło 21 lipca około południa. 76-letnia Kazimiera zginęła na miejscu. Na jej ciele widoczne były ślady porażenia.
– Przeprowadzona 23 lipca sekcja zwłok potwierdziła, że do śmierci kobiety doszło w wyniku porażenia prądem. Dla pełnego obrazu pobrano także wycinki i przesłano do badań histopatologicznych – mówi prokurator Marta Pętkowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.
Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci. Czynności prowadzone są także w kierunku narażenia innych osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Za pierwszy z tych czynów grozi od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności, a za drugi do 3 lat. Wbrew pojawiającym się plotkom, że mężczyzna specjalnie doprowadził do śmierci żony, prokuratura uważa tę wersję za mało prawdopodobną. – Nic na to nie wskazuje – zaznacza M. Pętkowska.
Swoją opinię śledczy opierają na badaniach sekcyjnych oraz relacjach świadków. W sprawie przesłuchani zostali najbliżsi z rodziny pokrzywdzonej.
Mężczyzna nie został zatrzymany, nie ma też przedstawionych zarzutów. – O ich ewentualnym postawieniu zdecyduje prokurator na podstawie zgromadzonych dowodów – informuje rzecznik prokuratury.
Można przypuszczać, że urządzenie miało być podłączane tylko na noc. Tym razem zapewne małżonkowie zapomnieli je odłączyć...
– To nie jest pierwszy tego typu przypadek – przyznaje Katarzyna Tkaczuk, koordynator sprzedaży krajowej z firmy Pomelac, specjalizującej się w sprzedaży i montażu elektrycznych pastuchów.
Podłączanie tych urządzeń do zwykłej sieci 230 V nie jest jednak niczym nadzwyczajnym. Co więc sprawia, że te domowej roboty okazują się śmiertelnie niebezpieczne? – Ponieważ profesjonalne posiadają przetwornik, który przetwarza napięcie sieciowe na przerywane impulsowe. Napięcie podawane przez taki elektryzator nie zagraża życiu. Impuls elektryczny jest podawany mniej więcej co 1 – 2 sekundy z przerwami. Nie działa więc to tak, jak w przypadku energii z sieci – wyjaśnia K. Tkaczuk.
– Ktoś, podłączając ogrodzenie elektryczne bezpośrednio do sieci, musi się liczyć z tym, że zagraża to życiu wszystkich postronnych osób, które dotkną tego ogrodzenia, łącznie z tą osobą, która je instalowała – ostrzega K. Tkaczuk.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze