Chyba żadna z dyscyplin sportowych nie wzbudza takich emocji, jak piłka nożna. Najlepiej wiedzą o tym policjanci, którzy w bojowym rynsztunku muszą się uganiać za rozrabiającymi kibicami. Pół biedy, gdyby te emocje ograniczały się jedynie do stadionu. Problem w tym, że przeniosły się one na ulice i osiedla, a nawet do prywatnych mieszkań i zdarza się, że nawet w domowym zaciszu dochodzą do głosu kibicowskie emocje.
Andrzej (imię zmienione) był zagorzałym kibicem jednej z lokalnych drużyn. Był już w takim wieku, że nie wypadało mu uczestniczyć w ustawkach i w kominiarce naparzać się z innymi kibicami, ale krew nie woda i bywało, że czasem go ponosiło, co zwykle kończyło się w sądzie. Na początku grudnia ubiegłego roku, późnym wieczorem, przypadkowy przechodzień zauważył mężczyznę leżącego w bramie jednej z kamienic i powiadomił o tym policję. Mężczyzna był nieprzytomny i miał twarz zalaną krwią. Policjanci wezwali karetkę i delikwent trafił na izbę przyjęć. Lekarz stwierdził u niego znaczny stopień upojenia alkoholowego, złamanie nosa, pęknięcie dwóch żeber, zwichnięty bark i liczne krwiaki na udach i plecach. Medyk, który widział już różne przypadki, wstępnie określił, że obrażenia powstały prawdopodobnie na skutek pobicia. Policjanci wszystko zapisali i nie pozostawało im nic innego, jak czekać, aż pacjent dojdzie do siebie i będzie go można przesłuchać. Niestety na drugi dzień mężczyzna powiedział, że nie wie, co się stało i niczego nie pamięta. Wiedział tylko, że tego dnia przyjechał do miasta, żeby coś załatwić i koło dworca autobusowego poznał młodego mężczyznę, który miał na imię Marcin i poszedł z nim do baru na piwo.
Potem koło bazaru kupili litr wódki i poszli do znajomego Marcina. Poszkodowany nie potrafił powiedzieć, co się wydarzyło później. Pamiętał tylko jak przez mgłę, że w mieszkaniu na ścianie wisiały klubowe szaliki. Policjanci zasięgnęli języka i wyszło im, że w pobliżu miejsca, w którym znaleziono pobitego, mieszka tylko jeden kibic. Andrzej przyznał, że był u niego jakiś kmiotek, który zupełnie nie znał się na sporcie i wygadywał brzydkie rzeczy na temat jego klubu. To go tak wnerwiło, że stracił nad sobą panowanie i używając siły fizycznej, wyrzucił gościa z mieszkania. Być może zrobił to trochę za mocno, ale naprawdę nie mógł tego ścierpieć – tłumaczył się policjantom.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze