Reklama

Krewki kibic

29/04/2018 07:53

Chyba żadna z dyscyplin sportowych nie wzbudza takich emocji, jak piłka nożna. Najlepiej wiedzą o tym policjanci, którzy w bojowym rynsztunku muszą się uganiać za rozrabiającymi kibicami. Pół biedy, gdyby te emocje ograniczały się jedynie do stadionu. Problem w tym, że przeniosły się one na ulice i osiedla, a nawet do prywatnych mieszkań i zdarza się, że nawet w domowym zaciszu dochodzą do głosu kibicowskie emocje.

Andrzej (imię zmienione) był zagorzałym kibicem jednej z lokalnych drużyn. Był już w takim wieku, że nie wypadało mu uczestniczyć w ustawkach i w kominiarce naparzać się z innymi kibicami, ale krew nie woda i bywało, że czasem go ponosiło, co zwykle kończyło się w sądzie. Na początku grudnia ubiegłego roku, późnym wieczorem, przypadkowy przechodzień zauważył mężczyznę leżącego w bramie jednej z kamienic i powiadomił o tym policję. Mężczyzna był nieprzytomny i miał twarz zalaną krwią. Policjanci wezwali karetkę i delikwent trafił na izbę przyjęć. Lekarz stwierdził u niego znaczny stopień upojenia alkoholowego, złamanie nosa, pęknięcie dwóch żeber, zwichnięty bark i liczne krwiaki na udach i plecach. Medyk, który widział już różne przypadki, wstępnie określił, że obrażenia powstały prawdopodobnie na skutek pobicia. Policjanci wszystko zapisali i nie pozostawało im nic innego, jak czekać, aż pacjent dojdzie do siebie i będzie go można przesłuchać. Niestety na drugi dzień mężczyzna powiedział, że nie wie, co się stało i niczego nie pamięta. Wiedział tylko, że tego dnia przyjechał do miasta, żeby coś załatwić i koło dworca autobusowego poznał młodego mężczyznę, który miał na imię Marcin i poszedł z nim do baru na piwo.

Potem koło bazaru kupili litr wódki i poszli do znajomego Marcina. Poszkodowany nie potrafił powiedzieć, co się wydarzyło później. Pamiętał tylko jak przez mgłę, że w mieszkaniu na ścianie wisiały klubowe szaliki. Policjanci zasięgnęli języka i wyszło im, że w pobliżu miejsca, w którym znaleziono pobitego, mieszka tylko jeden kibic. Andrzej przyznał, że był u niego jakiś kmiotek, który zupełnie nie znał się na sporcie i wygadywał brzydkie rzeczy na temat jego klubu. To go tak wnerwiło, że stracił nad sobą panowanie i używając siły fizycznej, wyrzucił gościa z mieszkania. Być może zrobił to trochę za mocno, ale naprawdę nie mógł tego ścierpieć – tłumaczył się policjantom.



jot podpis kryminalek zycie podkarpackie
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości