Wokół mordów w lesie Dębrzyna przez lata panowała zmowa milczenia. Przemawiał za nią strach. Wśród coraz mniejszej liczby osób pamiętających tamte czasy są nieliczne jednostki, które mają odwagę mówić o historii sprzed 70 lat.
W Dębrzynie w latach 40. zostało zamordowanych prawdopodobnie kilkadziesiąt osób wracających z zachodu. Wśród nich byli na pewno mieszkańcy pobliskich miejscowości. Ich tożsamość nie została jednak nigdy zidentyfikowana. Nie wiadomo też, komu udało się wtedy ocalić życie. Pamiętający tamte czasy mówią o kobiecie z dzieckiem, która prawdopodobnie była z tych okolic. Wówczas dziecko, a dziś już dorosła, ponad 70-letnia osoba mogłaby być żywym świadkiem historii, być może jedynym żyjącym uczestnikiem tragicznych wydarzeń.
– Jak ktoś miał szczęście, dostał kulkę w głowę. Innych wieszali na kablu telefonicznym. Wieszali i pozostawiali, nie brudzili sobie rąk grzebaniem. W zmowie z bandą, która dopadała niewinne osoby jadące do domów, byli maszyniści i kolejarze, cała załoga. Na te wagony mówiło się bydlęce, drzwi się rozsuwały, grabiono ludzi z towarów, które przy sobie mieli. Ale co oni mogli ze sobą wieźć? W tamtych czasach nie mówiono o tym za wiele, bo jeśli ten bandyta zabił 10 czy 15 osób, to dla niego[paywall] jedna osoba już nie robiła różnicy. Nikt nigdy nie zaświadczył, że coś widział. Kilka lat temu zacząłem więcej interesować się historią Dębrzyny, ale zaczęto mi grozić. Pod wycieraczką znalazłem reklamę, na której napisano, abym dał sobie spokój, bo spotka mnie to samo, co tamtych ludzi. Te pogróżki były pewnie nie od tych bandytów, ale od ich rodzin – wyznaje mieszkaniec Przeworska, który chciał pozostać anonimowy.
– Tam prawdopodobnie uratowały się dwie kobiety. Jedna z Grzęski, a pochodzenia drugiej nie znam. Ona uciekła z dzieckiem. Wiem to dlatego, że moja ciotka mieszkała nieopodal miejsca, gdzie to wszystko się działo. Musiała wiele wiedzieć, ale milczała, bo się bała – relacjonuje mężczyzna. – Ciotka opowiadała, że wyszła wieczorem po drzewo za dom. Zobaczyła biegnącą kobietę z dzieckiem na ręku, która wołała „ratunku”. Za nią biegł mężczyzna. Gdy zobaczył ciotkę, przestraszył się, że go rozpozna. Zagroził jej tylko i odszedł. Niestety nie zdążyłem zapytać ciotki, skąd była ta kobieta, ale musiała pochodzić z naszych okolic – dopowiada.
Najwięcej ciał wrzucono do dołu, który był wykopany do ukrywania radzieckiego samochodu. Obok tego miejsca ustawiono pomnik: dwa splecione cierniem krzyże. Pod nim stoi kamień z napisem „Człowiek – człowiekowi”. Napis, który mówi wszystko, bo to człowiek człowiekowi zgotował taki los. Co roku, w pierwszą niedzielę września w tym miejscu odprawiana jest msza św. za wszystkich, którzy stracili tutaj życie. Ciała ofiar pochowano także w innych miejscach, przy nich na drzewach znaczono farbą krzyże.

fot.Barbara Chmura
Obok miejsca, gdzie pogrzebano najwięcej ciał, ustawiono pomnik. Co roku, w pierwszą niedzielę września, odprawiana jest tutaj msza św.
– W 1944 roku poszedłem do gimnazjum w Przeworsku i mieszkałem na stancji. Do domu nawet nie jeździłem, bo mieliśmy bardzo dużo nauki. Jak wróciłem w pierwsze wakacje w 1945 roku, to umówiliśmy się z kolegami w lesie. Ja nic nie wiedziałem o tych mordach, bo wszystko było owiane tajemnicą. Dopiero, gdy biegaliśmy po alejkach, zobaczyłem nieboszczyka w jednym miejscu, a w drugim już rozkładające się ciała . Zapytałem o to ojca, to na mnie nakrzyczał, po co tam poszedłem. Mówił, żebym tam nie chodził, bo banda zagroziła wszystkim. Dodał, żebym się w to nie wtrącał, bo wszystkich wystrzelają. Ojciec mnie przestrzegł, żebym nic nikomu nie mówił o tym, co widziałem. Wszyscy się tak bali, że nawet nie wchodzili do tego lasu. Cała wieś była dosłownie sterroryzowana. Władze na to nie reagowały, wtedy wszystko się organizowało dopiero po wojnie. Ludzie znali tych oprawców, bo część z nich była stąd – opowiada Władysław Łania pochodzący ze Świętoniowej.
– Obok lasu była bocznica kolejowa. Kiedy zatrzymywał się tam pociąg, ci uzbrojeni bandyci z opaskami na ramieniu przeglądali wagony i wybierali ludzi rzekomo do kontroli. Zaciągali ich do lasu, a wszystko, co przy sobie mieli, zabierali, nawet ubrania. Wybierali z wagonów tych, którzy mieli jakąś walizkę, którzy byli lepiej ubrani. Ten kolega, z którym spotkałem się w wakacje w lesie, opowiadał, że widział całkowicie nagą kobietę powieszoną na drzewie. Niedaleko mojego domu stała bażantarnia i obok niej było najwięcej morderstw, tam leżało wiele rozkładających się ciał. Ponoć do niej wciągali też ofiary i tam je wieszali. Ciała grzebał leśniczy, bo mieszkańcy bali się wejść do lasu – wyznaje W. Łania.
Pan Władysław również zna historię o uciekającej kobiecie z dzieckiem. – Koło torów kolejowych znajdowała się studnia i to ponoć tam mama mojego kolegi zauważyła jakiegoś mężczyznę, który ściągnął tam kobietę z dzieckiem. Ona rozpoznała tego bandytę i zaczęła do niego krzyczeć. Ten przeląkł się tym, że go rozpoznała i uciekł. Ta kobieta musiała być z pobliskiej wioski, bo sama wysiadła z pociągu. On ją dorwał, bo miała walizkę – mówi.
W sprawie Dębrzyny nikt nie stanął przed sądem, nie zajęły się tym również władze, nie ma oficjalnych dokumentów ani publikacji związanych z tamtymi wydarzeniami, dlatego na ten temat powstają różne historie, opowieści przekazywane są z ust do ust, niektóre przekazy różnią się od siebie. Pewne jest jednak, że kobieta z dzieckiem ocalała. Niegdyś dziecko, dziś dorosła już osoba mogłaby posiadać niezwykle cenne informacje, wnoszące wiele do tej owianej tajemnicą historii. Jeśli ktoś z czytelników posiada informacje mogące naprowadzić na trop tej osoby lub chce się podzielić innymi faktami w sprawie Dębrzyny, prosimy o kontakt z redakcją.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.To żadna tajemnica.Niedobitki z bandy "wołyniaka "trudniły sie tym precederem nie tylko w tym rejonie ale także na brodach Sanu w powiecie jarosławskim.O tym doskonale wie IPN tylko milczy.Pytanie tylko dlaczego
Na jakiej podstawie opiera Pan/Pani swoją opinię? Gdzie można o tym przeczytać?
Wszyscy dobrze wiedzą,ze tym procederem zajmował się dzisiaj czczony jako bojownik i wielki patriota "wołyniak czyli psychopata Zdzierski
Wszyscy wiedzą, czy wszyscy bredzą ?Łatwo rzucać oskarżenie, jeszcze trzeba to udowodnić...
na forum gazeta.pl jest krótki życiorys o tym wykolejeńcu, bohater przemyskich Polonistów i patriotów, w tym znanych przemyskich aktywistów ze świecznika
Podobnie było w lasach koło Helusza i Kramarzówka, starzy mieszkańcy nie bardzo chcą mówić na ten temat
za pisu tacy są na topie. Obrońcy wiary
To żadna tajemnica.Niedobitki z bandy "wołyniaka "trudniły sie tym precederem nie tylko w tym rejonie ale także na brodach Sanu w powiecie jarosławskim.O tym doskonale wie IPN tylko milczy.Pytanie tylko dlaczego
Na jakiej podstawie opiera Pan/Pani swoją opinię? Gdzie można o tym przeczytać?
Wszyscy dobrze wiedzą,ze tym procederem zajmował się dzisiaj czczony jako bojownik i wielki patriota "wołyniak czyli psychopata Zdzierski