W poprzednim wydaniu Życia Podkarpackiego pisaliśmy o psie, który w lesie w Starej Birczy, w sidłach zastawionych przez kłusownika, stracił dwie łapy. W aktualnym opisujemy ciąg dalszy jego historii. To jeden z przykładów okrucieństwa, na jakie człowiek naraża zwierzęta. Na szczęście nie wszyscy są tak bezduszni.
– To zdarzyło się w piątek, przed Niedzielą Palmową – opowiada mieszkanka Przemyśla.
– Około dziesiątej przed południem szłam ulicą Mickiewicza i będąc obok dawnego kina, gdzie teraz jest Straż Graniczna, usłyszałam głuche uderzenie i przeraźliwy skowyt psa. Odwróciłam się i zobaczyłam psa leżącego na środku lewego pasa jezdni i odjeżdżające auto, które go potrąciło. Niestety nie zapamiętałam numerów, bo bardziej interesował mnie ranny pies[paywall]. Podeszłam bliżej i wyciągnęłam telefon, żeby zadzwonić po traż miejską. W tym momencie nadjechała taksówka i zatrzymała się przy psie. Taksówkarz włączył awaryjne światła, wysiadł, wziął delikatnie zwierzę na ręce i położył go na chodniku. Wtedy koło nas zatrzymała się jakaś kobieta. Przekonana, że to taksówkarz jest winien nieszczęścia, zaczęła na niego złorzeczyć. Pies cały czas skowyczał z bólu. Był średniej wielkości, beżowej maści i miał na szyi czerwoną obrożę, więc nie był bezpański. Taksówkarz zaoferował, że zawiezie psa do lecznicy i poprosił mnie, żebym z nim pojechała i pomogła przypilnować zwierzaka w czasie jazdy. Wsiadłam do auta, ale kiedy taksówkarz próbował podnieść psa, ten, pewnie w szoku, wyszczerzył zęby, warknął i zaczął uciekać na trzech łapach w górę ulicy. Czwarta łapa, widocznie wybita ze stawu, odstawała mu na bok. Wysiadłam i pobiegłam za psem, a taksówkarz jechał wolno, żeby mi pomóc go złapać. Pies skręcił w Konarskiego, a my za nim. Koło gmachu sądu taksówkarz znowu się zatrzymał i wydawało się, że teraz uda się złapać ranne zwierzę i wreszcie zawieźć do lecznicy. Jednak pies skręcił w prawo, w ulicę Dworskiego, i zniknął nam z oczu. Taksówkarz nie mógł za nim dalej jechać i kiedy już nic nie mogliśmy zrobić, poprosił, żebym wsiadła do auta i odwiózł mnie w to miejsce, z którego zaczęliśmy pościg. Przyznam, że z wrażenia nawet nie zapamiętałam numeru taksówki – kończy przemyślanka.
Ani ona, ani taksówkarz nie mieli obowiązku zajmować się potrąconym psem, a jednak zrezygnowali ze swoich planów i zareagowali. Niby drobna rzecz, jakiś tam incydent, ale to budujący przykład na to, że są ludzie, którzy potrafią okazać współczucie nawet wobec obcego psa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Strzeż się kopniaka kija kamienia kół samochodu YOUTUBE.COM - WŁOCHATY - ANIMALS
Wielki szacunek dla ludzi kochajacych zwierzęta