Kolektywizację wsi rozpoczęto Polsce w 1948 roku. Od tego czasu szczególnie prefero-wana była własność państwowa lub spółdzielcza. W kraju rozpoczął się proces budowy nowego ustroju na wzór ZSRR. Według klasyfikacji urzędowej chłopi zostali podzieleni na biedniaków, średniaków i kułaków. Ten pierwszy był pozytywny, drugi – neutralny, ten trzeci, obok spekulanta, bikiniarza, bumelanta lub reakcjonisty, należał do galerii głównych wrogów ustroju socjalistycznego w Polsce.
Władza komunistyczna obarczała kułaków za braki żywności na rynku. Mieli oni – według rządzących – zamiar zagłodzenia miasta, skrywając ogromne zapasy żywności w podziemnych magazynach i podburzając swych sąsiadów przeciw władzy ludowej i kolektywizacji. Uważano to za jawny sabotaż[paywall].
W Nowinach Przemyskich z początkiem 1953 roku (nr 3) ukazał się artykuł pt. O złodziejach chleba przeznaczonego dla mas pracujących. Pisano w nim, że w miastach, miasteczkach, osiedlach podmiejskich i na wsiach chleb sprzedawany w sklepach szybko był wykupywany przez kułaków i spekulantów, a tym samym nie starczało go dla wszystkich, a przez to wielu robotników, a nawet inteligentów głodowało.
„Skoro tylko przywiozą chleb do naszej spółdzielni, w 30 minut rozdrapują go spekulanci. (…) Zdarza się, że po chleb do piekarni przybywają kułacy z odległych wiosek. Kułak staje w kolejce po chleb, trzy, cztery razy dziennie. Mimo że mają pełne spichlerze, wolą nabywać po kilka kilogramów chleba, którym pasą bydło i drób (…). Czymże, jak nie kradzieżą, czymżesz jak nie okradaniem ludzi pracy jest spasanie bydła i drobiu chlebem.
Wykupując masowo chleb, kułak i jego poplecznik, spekulanci, pragną zapasy zboża przetrzymać na okres wiosenny w nadziei na zwyżkę cen. Partia nasza i rząd prowadzi mądrą, dalekowzroczną politykę ograniczenia i wypierania elementów kapitalistycznych”. Szczególnie perfidną formą walki z kułakami było wciąganie do niej młodzieży, która organizowała wyprawy na wieś w poszukiwaniu ukrytego przez chłopów zboża i innych produktów rolnych.
Życie Ziemi Przemyskiej w 1955 roku (nr 4) w artykule Nie osłabimy walki z kułactwem lamentowało, że kułacy z powiatu przemyskiego celowo pozostawiali odłogiem znaczne obszary swych gospodarstw, by potem twierdzić, że nie byli w stanie dostarczyć obowiązkowych dostaw i płacić podatków. „Ta forma sabotażu jest szczególna, gdyż kułak usiłuje w ten sposób pozbawić kraj wielu ton żywca, zboża czy ziemniaków. Ta forma sabotażu może zaistnieć tylko tam, gdzie nie ma przeciwdziałania ze strony partii i władz, gdzie nie demaskuje się kreciej kułackiej roboty”. Z tego powodu – tak uważano – na rynku występował trwały niedostatek żywności.

Propagandowy plakat.
Powyższa przemyska gazeta pisała (nr 15) w kwietniu, że wielu rolników „średniaków” z powiatu przemyskiego nie wywiązywało się z obowiązkowych dostaw żywca, a tym samym stali się kułakami. Do takich należeli m.in.: Władysław Gołębiowski z Hermanowic – posiadacz 4-hektarowego gospodarstwa, który zalegał 167 kg mięsa; Władysław Chruszcz z Koniuszek nie oddał 153 kg mięsa; Paweł Horak (pracownik NBP), właściciel 3-hektarowego gospodarstwa w Wapowcach, nie dostarczył 81 kg mięsa; Jan Stawarz – 140 kg, Bolesław Kochanowicz z Tarnawiec – 90 kg; Michał Leszczuch ze Śliwnicy – 93 kg.
„Zdemaskowany w oczach gromady kułak, spekulant i kombinator musi podporządkować się ludowej praworządności. Musi zapłacić karę i odstawić całą ilość zboża, jaka na niego przypada. Tego wymaga interes każdego chłopa pracującego, honor i ambicja całej gromady, całego aktywu wiejskiego. Złamać do ostatka opór kułacki, sprawić, by wszyscy zalegający jeszcze z dostawami chłopi wykonali obywatelski obowiązek, to ważne zadanie rad narodowych, to bojowe zadanie organizacji komitetów partyjnych” – Nowiny Rzeszowskie 1953, nr 298.
Kułaka piętnowano w mediach, w utworach literackich, na karykaturalnych plakatach itp. Na rysunkach był przedstawiany jako osobnik o złośliwym wyrazie twarzy, ubrany po pańsku (marynarka, kamizelka, często widoczny łańcuszek od zegarka kieszonkowego). W reportażach opisywano go jako człowieka, który chowa zboże, nie chcąc się podzielić z potrzebującymi. Kułaków należało „rozkułaczyć”, czyli odebrać im majątki. Ich nieufne spojrzenia i zacięte twarze miały nie wzbudzać społecznego zaufania. Również średniacy byli pod lupą i należało ich pilnować – „neutralizować”, aby nie stali się kułakami. W 1956 r. rozwiązano ok. 90 proc. spółdzielni rolnych, co położyło kres rozkułaczaniu i atakowania niewinnych rolników.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze