Reklama

Kultowe miejsca: Kwadratowa pizza z majonezem u pana Zdzisława

10/03/2016 17:45

Niewielka, obita sidingiem kioskowa budka, poszerzona o magazynek i zaplecze. Wcześniej był tu magiel, a właściwie punkt przyjęć zakładu pralniczego. Wewnątrz od lat to samo wyposażenie, te same twarze i co najważniejsze: to samo menu, a w nim królująca niepodzielnie niewielka, kwadratowa pizza, podawana na papierowych tackach... Klasyka sama w sobie.

Pomysł od początku był jeden: pizza i oranżada. Dziś to może nie brzmi oryginalnie, ale wtedy był to jeden z pierwszych w mieście lokali tego typu. Wtedy były tu dostępne 2 rodzaje pizzy: z kiełbasą albo z pieczarkami. – To był jeszcze czas reglamentacji, towaru się nie kupowało, o towar się walczyło – mówi Zdzisław Zachara. – Ale wtedy to tu były, proszę pana, kolejki...

Złotym okresem w historii tego lokalu były lata dziewięćdziesiąte. Pan Zdzisław Zachara, z wykształcenia cukiernik, przejął go w 1997 roku. 

Reklama

– Zatrudnialiśmy wtedy 3 pracowników, dziennie schodziło nam 200 do 300 sztuk pizzy, dla porównania dzisiaj: 30 – 40... Wtedy całymi grupami przychodziły tu dzieciaki po szkole, czasem nawet wymykały się na długiej przerwie– wspomina właściciel. – Koło 15.30 przychodzili dorośli, wielu brało pizzę na wynos, do domu. Za to rano zazwyczaj przychodziły „mrówki”: 10 – 15 chłopaków, każdy brał pizzę albo zapiekankę i coś do picia. Tak to się kręciło, z tamtego okresu mam najwierniejszych klientów. Wielu stołowało się tu codziennie, a niektórzy z nich stołują się u mnie do dzisiaj. W tej chwili tak 70 – 80 procent stanowią stali klienci: albo ci co przychodzą tu od lat, albo ich dzieci. Jak Bozia da, to już niedługo będzie przychodziło trzecie pokolenie. 

–  Klientką, którą zawsze mile wspominam, była pewna dziewczyna, która przychodziła tu po szkole, tak od podstawówki. Zaglądała też później, kiedy chodziła do liceum, aż w końcu wyjechała na studia na Śląsk. Zawsze, kiedy ojciec jechał do niej w odwiedziny, prosiła go, żeby przywiózł naszą pizęz i tak po 5 – 10 sztuk jechało w torbach do Katowic. Było mi bardzo miło – uśmiecha się właściciel.

Reklama

Od lat asortyment ten sam

Jak twierdzi pan Zdzisław, czasami odwiedzają go klienci, którzy od lat mieszkają za granicą, a przyjeżdżają w rodzinne strony  raz czy dwa razy do roku. Czasem wpadną coś zjeść, a czasem zwyczajnie pogadać. Tu od lat asortyment jest ten sam, nie zmieniają się receptury, nie zmieniają się składniki i co ciekawe – nawet ceny. – Kiedy przychodzą mi do głowy jakieś nowinki, torpedują mnie starzy klienci – śmieje się pan Zdzisław. – Nie mam wyjścia, tu ma być tak jak było.

Czasy dla takich lokali jak ten są dziś trudne: na rynku jest duża konkurencja, a więc i mniej potencjalnych klientów. Za szybko zmieniającym się rynkiem wszyscy albo prawie wszyscy starają się nadążyć... Tymczasem to właśnie opór wobec zmian stanowi największą wartość dodaną.

Reklama


fot.Kamil Jacek Zarański
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Maniek - niezalogowany 2016-03-10 17:56:58

    A gdzie to ?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Anonim - niezalogowany 2016-03-10 18:09:41

    Na ulicy św. Jana, niedaleko Kościoła Salezjanów. 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Zizi - niezalogowany 2016-03-10 18:10:59

    Jego hot-dogi wartę grzechu ! :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości