Reklama

Mam nadzieję, że wrócę do Nepalu

04/06/2015 14:51

Rozmowa z księdzem Romanem Sikoniem, salezjaninem, wikarym w parafii pod wezwaniem Świętego Stanisława Biskupa w Przemyślu.

Kilkanaście dni temu wrócił ksiądz z dotkniętego potężnym trzęsieniem ziemi Nepalu. Co było pretekstem do wyjazdu?

– Koordynuję pomoc na rzecz poszkodowanych w trzęsieniu ziemi. Czynię to z ramienia Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego „Młodzi Światu”. Salezjański Wolontariat Misyjny, jako jedna z pierwszych organizacji, pośpieszyła z pomocą ofiarom. W pierwszych dwóch tygodniach [paywall]od chwili kataklizmu salezjanie dotarli do blisko 30 tysięcy osób w 19 wioskach i przekazali im ponad 100 ton żywności i innych, niezbędnych materiałów. Obecnie wydarzenia w tamtym regionie globu zeszły z czołówek gazet, serwisów telewizyjnych i internetowych. Ci ludzie nadal czekają na różne formy wsparcia. Staramy się je organizować, ale by robić to skutecznie, potrzebujemy medialnego przekazu o aktualnej sytuacji poszkodowanych. Dlatego za zgodą moich przełożonych poleciałem do Nepalu, aby – mając doświadczenie dziennikarskie – nakręcić filmy i wykonać zdjęcia, które dają obraz obecnego stanu. Niebawem będą one dostępne w internecie i wykorzystywane przez salezjanów na całym świecie.

Reklama

Miną lata, zanim sytuacja wróci do normalności.

– Najbardziej ucierpieli mieszkańcy nepalskich wiosek. Wiele z nich znikło z powierzchni ziemi. Wybudowane z kamieni i gliny domy uległy całkowitemu zniszczeniu. W miastach sytuacja wydaje się nieco lepsza. Owszem, część budynków legło w gruzach, są jednak takie, które przetrwały dzięki solidnej konstrukcji.

Zna ksiądz Nepal, wizyta w nim nie była pierwszą w życiu.

– Przebywałem w nim bardzo krótko, bo zaledwie przez 5 miesięcy 2014 roku. Czas spędzony w Katmandu, stolicy Nepalu, upłynął na codziennej obecności wśród miejscowych. Chrześcijanie stanowią mniej więcej 1 procent ludności tego dość biednego kraju, w którym religią faworyzowaną, a do niedawna panującą jest hinduizm. Inne religie, na czele z chrześcijaństwem, mają utrudnioną misję. Nigdy nie spotkałem się z oznakami przemocy wobec mnie, co nie oznacza, że do takich aktów tam w ogóle nie dochodzi. Kilka lat temu fundamentaliści dokonali zamachu na katedrę katolicką w Katmandu. Do jej wnętrza weszła kobieta, która napotkanemu dziecku wręczyła torbę z ładunkiem wybuchowym. W zamachu zginęły żona i córka pewnego chrześcijanina. Miałem okazję się z nim spotkać. Wyraził gotowość przebaczenia sprawczyni, gdy ta trafiła do więzienia.

Reklama

W takich warunkach ewangelizacja, niesienie Dobrej Nowiny, muszą być utrudnione, momentami chyba wręcz niemożliwe?

– W istocie. Dlatego, tłumacząc obrazowo, księża nie czytają Ewangelii przez megafony, głośniki na ulicach, ale świadczą o Jezusie poprzez przykład życia. Salezjanie przede wszystkim edukują, prowadzą w Nepalu szkołę, w której młodzi i starsi uczą się zawodu. Mając go, mogą zarabiać na życie. Oczywiście przy każdej stosownej okazji księża opowiadają o Chrystusie i mówią, że on kocha wszystkich ludzi tam samo, nie dzieli ich według wykształcenia, koloru skóry, majętności, pochodzenia. Dla żyjących tam nie jest to takie oczywiste. W Nepalu, co u Europejczyków z pewnością wywołuje szok, najważniejszą rolę odgrywa system kastowy, plemienny. Te podziały są strasznie krzywdzące, urągające ludzkiej godności, a jednak mocno zakorzenione w tamtejszej społeczności. Osoba przynależna do wyższej kasty potrafi powiedzieć do tej z niższej, że ona jeszcze nie jest człowiekiem. Ma powłokę ludzką, ale zwierzęcą duszę.

Reklama

Czy pomimo trudności choćby pojedynczy Nepalczycy decydują się na przejście na chrześcijaństwo?

– Tak, są takie przypadki, co najbardziej raduje serce. Niestety, czasami przychodzi im za to płacić wysoką cenę. Podam przykład obecnie 45-letniego Kamala, którego rodzina całkowicie odtrąciła za to, że został katolikiem. W czasie wojny domowej w latach 1996 – 2000 porwali go bojownicy i uczynili z niego niewolnika. Po odzyskaniu wolności poznał kobietę, która została jego żoną. Mają troje dzieci. Pomimo cierpienia, jakiego doznał w przeszłości, nie wyrzekł się Jezusa.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości