Rozmowa z księdzem Romanem Sikoniem, salezjaninem, wikarym w parafii pod wezwaniem Świętego Stanisława Biskupa w Przemyślu.
Kilkanaście dni temu wrócił ksiądz z dotkniętego potężnym trzęsieniem ziemi Nepalu. Co było pretekstem do wyjazdu?
– Koordynuję pomoc na rzecz poszkodowanych w trzęsieniu ziemi. Czynię to z ramienia Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego „Młodzi Światu”. Salezjański Wolontariat Misyjny, jako jedna z pierwszych organizacji, pośpieszyła z pomocą ofiarom. W pierwszych dwóch tygodniach [paywall]od chwili kataklizmu salezjanie dotarli do blisko 30 tysięcy osób w 19 wioskach i przekazali im ponad 100 ton żywności i innych, niezbędnych materiałów. Obecnie wydarzenia w tamtym regionie globu zeszły z czołówek gazet, serwisów telewizyjnych i internetowych. Ci ludzie nadal czekają na różne formy wsparcia. Staramy się je organizować, ale by robić to skutecznie, potrzebujemy medialnego przekazu o aktualnej sytuacji poszkodowanych. Dlatego za zgodą moich przełożonych poleciałem do Nepalu, aby – mając doświadczenie dziennikarskie – nakręcić filmy i wykonać zdjęcia, które dają obraz obecnego stanu. Niebawem będą one dostępne w internecie i wykorzystywane przez salezjanów na całym świecie.
Miną lata, zanim sytuacja wróci do normalności.
– Najbardziej ucierpieli mieszkańcy nepalskich wiosek. Wiele z nich znikło z powierzchni ziemi. Wybudowane z kamieni i gliny domy uległy całkowitemu zniszczeniu. W miastach sytuacja wydaje się nieco lepsza. Owszem, część budynków legło w gruzach, są jednak takie, które przetrwały dzięki solidnej konstrukcji.
Zna ksiądz Nepal, wizyta w nim nie była pierwszą w życiu.
– Przebywałem w nim bardzo krótko, bo zaledwie przez 5 miesięcy 2014 roku. Czas spędzony w Katmandu, stolicy Nepalu, upłynął na codziennej obecności wśród miejscowych. Chrześcijanie stanowią mniej więcej 1 procent ludności tego dość biednego kraju, w którym religią faworyzowaną, a do niedawna panującą jest hinduizm. Inne religie, na czele z chrześcijaństwem, mają utrudnioną misję. Nigdy nie spotkałem się z oznakami przemocy wobec mnie, co nie oznacza, że do takich aktów tam w ogóle nie dochodzi. Kilka lat temu fundamentaliści dokonali zamachu na katedrę katolicką w Katmandu. Do jej wnętrza weszła kobieta, która napotkanemu dziecku wręczyła torbę z ładunkiem wybuchowym. W zamachu zginęły żona i córka pewnego chrześcijanina. Miałem okazję się z nim spotkać. Wyraził gotowość przebaczenia sprawczyni, gdy ta trafiła do więzienia.
W takich warunkach ewangelizacja, niesienie Dobrej Nowiny, muszą być utrudnione, momentami chyba wręcz niemożliwe?
– W istocie. Dlatego, tłumacząc obrazowo, księża nie czytają Ewangelii przez megafony, głośniki na ulicach, ale świadczą o Jezusie poprzez przykład życia. Salezjanie przede wszystkim edukują, prowadzą w Nepalu szkołę, w której młodzi i starsi uczą się zawodu. Mając go, mogą zarabiać na życie. Oczywiście przy każdej stosownej okazji księża opowiadają o Chrystusie i mówią, że on kocha wszystkich ludzi tam samo, nie dzieli ich według wykształcenia, koloru skóry, majętności, pochodzenia. Dla żyjących tam nie jest to takie oczywiste. W Nepalu, co u Europejczyków z pewnością wywołuje szok, najważniejszą rolę odgrywa system kastowy, plemienny. Te podziały są strasznie krzywdzące, urągające ludzkiej godności, a jednak mocno zakorzenione w tamtejszej społeczności. Osoba przynależna do wyższej kasty potrafi powiedzieć do tej z niższej, że ona jeszcze nie jest człowiekiem. Ma powłokę ludzką, ale zwierzęcą duszę.
Czy pomimo trudności choćby pojedynczy Nepalczycy decydują się na przejście na chrześcijaństwo?
– Tak, są takie przypadki, co najbardziej raduje serce. Niestety, czasami przychodzi im za to płacić wysoką cenę. Podam przykład obecnie 45-letniego Kamala, którego rodzina całkowicie odtrąciła za to, że został katolikiem. W czasie wojny domowej w latach 1996 – 2000 porwali go bojownicy i uczynili z niego niewolnika. Po odzyskaniu wolności poznał kobietę, która została jego żoną. Mają troje dzieci. Pomimo cierpienia, jakiego doznał w przeszłości, nie wyrzekł się Jezusa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze