Most na Stupnicy w Sufczynie, w ciągu drogi powiatowej Pruchnik – Nienadowa – Bircza, nareszcie jest solidną konstrukcją. By mógł powstać, mieszkający w sąsiedztwie państwo Witkowie zgodzili się na czasowe zajęcie ich terenu przez inwestora, a więc Starostwo Powiatowe w Przemyślu, i wykonawcę, czyli firmę „Skanska”. Problem w tym, że po oddaniu ziemi przez wymienione instytucje, z ich własności – bez ich zgody – ubyło kilka arów.
Marek Witko mówi, że nigdy nie był przeciwny budowie nowego mostu na Stupnicy. Nawet się ucieszył, że wreszcie zniknie dotychczasowy drewniany, naznaczony zębem czasu. Bez oporów przystał więc na propozycję, jaką złożył mu jeden z pracowników Zarządu Dróg Powiatowych przy Starostwie Powiatowym w Przemyślu. – Przyjechali do domu. Przywieźli ze sobą do podpisania umowę na czasowe zajęcie terenu, która dawała prawo inwestorowi i wykonawcy do dysponowania nieruchomością w celach budowlanych. Zgodziliśmy się, bo wytłumaczyli nam, że nie ma innego sposobu, by wybudować od podstaw ten most i przy okazji uregulować Stupnicę – wyjaśnia.
W umowie była m.in. mowa o tym, że prawny właściciel terenu zapoznał się z lokalizacją projektowanego zadania i otrzymał dodatkowe wyjaśnienia. Jak również o tym, że zajęcie terenu nastąpi od 20 grudnia 2013 r. do 31 grudnia 2014 r. oraz że właściciel udostępnia nieruchomość bezpłatnie. W dokumencie był także punkt informujący, że inwestor zobowiązuje się w terminie do 30 dni od zakończenia robót budowlanych uporządkować teren, przywracając go do stanu pierwotnego. Nie trzeba być wybitnym matematykiem, aby obliczyć, że wspomniany termin minął 30 stycznia br.
– Niestety nikt z przemyskiego starostwa nie kwapi się, by dochować warunków umowy. Jest druga połowa lutego. Most i prowadząca do niego droga ingerują w moje działki niemal w połowie. Po jednej stronie mostu, na dwudziestu dwóch moich arach, na których kiedyś rosły ziemniaki, a ostatnio była łąka, firma Skanska urządziła sobie plac budowy. Pierwotnie całość miała zostać wyłożona betonowymi płytami. Finalnie nawieźli tutaj kilkanaście wywrotek żwiru i kamienia. Część tylko uprzątnęli. – Proszę zobaczyć – pan Marek wskazuje na działkę lekko przykrytą śniegiem, spod którego wyzierają różnej wielkości kamienie. – Jak ja mam na tym coś posadzić? Przecież nie puszczę tutaj żadnego sprzętu rolniczego – dodaje.
Tuż nad brzegiem Stupnicy firma wykopała kilkumetrowy dół, do którego wrzuciła powycinane łozy i... zasypała. – Tak ma wyglądać przywrócenie terenu do stanu pierwotnego? Już rozmawiałem z przedstawicielami tej firmy i zadeklarowali, że uprzątną to, czego do tej pory nie dali rady – powiedział pan Marek.
Jednak nie te 22 ary po jednej stronie mostu są największym zmartwieniem państwa Witków. Jest nim druga część działki, z której ubyło co najmniej kilka arów! Stało się to w czasie, kiedy pan Marek wyjechał do Niemiec. W domu pozostała małżonka. – Poszłam rankiem do pracy. Kiedy wróciłam, zobaczyłam, że ścięli sprzętem spory kawałek naszej działki. Zapytałam, co się stało. Powiedzieli, że musieli tak zrobić, bo trzeba uregulować rzekę – relacjonuje Grażyna Witko.
Marek Witko dysponuje mapami, także satelitarnymi, na których granice jego działek są jasno sprecyzowane. – Nikt mi nie zrobi wody z mózgu – zapewnił. – Wiem doskonale, gdzie są granice moich działek. Zastanawiam się, dlaczego pod moją nieobecność wykopali z ziemi słupki graniczne i je wyrzucili. Zrobili to tak nieudolnie, że odnalazłem je kilkanaście metrów od domu, przysypane krzakami i darnią – zdradza.
Obliczył, że przy regulowaniu Stupnicy zabrali mu kilka arów. – Może i nie miałbym nic przeciwko, pewnie jakoś byśmy się dogadali, ale nie robi się tego bez uzgodnień. Nikt o niczym nas nie informował. Przyjechali koparkami, ścięli mi kilka metrów ziemi i wyłożyli kamieniami pod umocnienie rzeki. Potem powiedzieli, że mieli prawo wejść w moją działkę, bo wyraziliśmy na to zgodę. To już bezczelność! Na jakiej podstawie?! Pan Góralewicz, który przyjechał do nas z umową, deklarował, że teren jest im potrzebny tylko na przejście po brzegu rzeki, jak będą robić przy moście. Obiecywał, że na mojej działce nic nie będzie robione – denerwuje się M. Witko.
Dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych przy przemyskim starostwie Janusz Hołyszko zna sprawę. Przyznaje, że umowa czasowa na zajęcie terenu była nieprecyzyjna. – Pan Witko zapoznał się z dokumentacją, miał także przedłożony projekt. Jeśli czegoś nie rozumiał, mógł zapytać – tłumaczy.
Tyle, że M. Witko wcale nie musi się znać na kreśleniach geodezyjnych. Powinien mieć wszystko wyłożone kawa na ławę. – To prawda – przyznał J. Hołyszko. – Jesteśmy już po inwentaryzacji pogeodezyjnej, z której jasno wynika, że rzeczywiście zajęliśmy panu Witko dwa ary ziemi. Wykonaliśmy na jego działce także rów melioracyjny. Jednak musieliśmy w ten sposób umocnić brzegi Stupnicy, bo to zostało narzucone przez Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Krakowie. Są określone przepisy i musimy się ich trzymać. Nie odżegnujemy się od niczego. Będziemy chcieli wznowić granice działek pana Witko. Porozmawiam jeszcze z wykonawcą, aby doprowadził teren do porządku. Niewykluczone, że za zajęte ary zapłacimy panu Witko. Mówię niewykluczone, bo decyzji nie podejmuję ja, tylko rada powiatu. Będę ich jednak do tego przekonywać – podsumował dyrektor J. Hołyszko.

fot.Mariusz Godos
W miejscu, gdzie stoi Marek Witko, rósł kiedyś posadzony przez niego jesion. To była jego działka. Teraz to umocnienie brzegu Stupnicy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze