Przed dwoma tygodniami pisaliśmy o tajemniczych lokalach, które działają w kilkunastu punktach miasta. Okazało się, że większość z nich to zakamuflowane „jaskinie hazardu”. Wtedy, z racji tego, że wejście do nich jest mocno strzeżone i tylko dla stałych klientów, opisaliśmy to niejako od zewnątrz.
O tym nielegalnym procederze wypowiadała się też Edyta Chabowska, rzecznik prasowy Izby Celnej w Przemyślu. Teraz dotarliśmy do dwóch kobiet, które pracowały w takich lokalach, nazywanych dla niepoznaki barami i uchylamy rąbka tajemnicy odnośnie tego, co dzieje się wewnątrz.
Pierwsza z nich już na początku rozmowy wyrzuca z siebie: – Moja praca polegała na tym, żeby upijać klientów. Żeby jak najdłużej ich zatrzymać i żeby jak najwięcej pieniędzy zostawili. Cały czas słyszałam, że mam tak robić. Pracowałam w systemie zmianowym. Dwadzieścia cztery godziny pracy i dwa dni wolne. Za tysiąc dwieście złotych. Oczywiście bez umowy, na czarno.
– Pamiętam szczególnie jednego klienta – opowiada druga. – Miał niewielką firmę, dobry samochód, ale był uzależniony od grania. Stracił firmę, samochód zabrał komornik, a on dalej grał. Nie miał szans, żeby się odegrać. Jego żona przychodziła za nim, ale bar był zamknięty. Pamiętam też jednego, który wygrał piętnaście tysięcy, to z radości dał mi sto złotych. Byli też tacy, którzy wrzucali do maszyn po trzydzieści tysięcy. Kiedy w maszynie było już trochę pieniędzy, właścicielka przyjeżdżała i skręcała maszynę tak, żeby nic nie wypłaciła. Ona miała klucze do maszyn i czyściła je z pieniędzy nieraz trzy razy dziennie. Maszyna jest tak ustawiona, że wypłaca tylko do półtora tysiąca w piątkach, później się blokuje i klient resztę dostaje w barze. Miałyśmy obserwować i po każdym kliencie, który dużo wrzucił, trzeba było do niej dzwonić, ale nie ze swojej komórki, tylko z firmowego telefonu na kartę, żeby nie było dowodów. W barze mieliśmy do wypłacenia tylko trzy tysiące. Kiedy zdarzała się większa wygrana, dzwoniliśmy do właścicielki. Raz w miesiącu było rozliczenie, wtedy w lokalu zostawała tylko właścicielka, przyjeżdżał ktoś, kogo nie znaliśmy i się rozliczali. Kiedy zbliżał się pierwszy, dziesiąty, czy inny dzień miesiąca, w którym ludzie brali wypłaty, maszyny były skręcone tak, że wypłacały tylko trzydzieści procent z tego, co było włożone. Maszyny były zaprogramowane na pięciozłotówki i na banknoty, ale najczęściej otwory na bilon były zaklejone, że niby piątki nie wchodzą. Zdarzało się, że klient przyszedł o czwartej rano, a wychodził dopiero o drugiej w nocy. Młodych, takich, co przyszli i wrzucili piątkę, wyganiało się, bo nie było z nich zysku. Trzeba było uważać, żeby nie wpuścić kontroli. Kiedy ktoś z nas zareagował szybko i wyłączył maszyny, dostawał pięćset złotych premii.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.i gdzie ten choma cudak strażnik praworządności?
Czeka aż zajmie się tym PISoBOLSZEWIA w ramach dobrej zmiany :)
hmmm, mieliśmy telefony?! no to celnia dzwoniła, która ma działkę z tego czy życzliwi klienci?, to daje już dużooo do myślenia , skąd takie telefony?
Takie sprawy pod okiem Michalika?no szok!!i nikt nic nie wie?mam nadzieje ze pozamykają te "jaskinie"
Przecież można dolonac zatrzymania i sprawdzenia bilingów . I .... BĘDZIE MOŻNA POZNAĆ - NAWET GDY POŁĄCZENIA SĄ WYKASOWANE- KTO I SKĄD DZWONIŁ. JAKI PROBLEM ? TYLKO TRZEBA CHCIEĆ , NO I MÓC . WŁAŚNIE "CHCIEĆ " . NO BO JAK SIĘ OKAŻE ,ŻE DZWONIŁ KTOŚ , KTO W ŻADNYM , ALE TO W ŻADNYM WYPADKU NIE POWINIEN TEGO ZROBIĆ , TO CO WTEDY MOŻE BYĆ ? MOŻE BYĆ EFEKT DOMINA , TAK , DOMINA . POLECI WIELE KARIER , PRZYSŁOWIOWYCH GŁÓW . RODZINY PO ARESZTOWANIU I EWENTUALNEJ KONFISKACIE CZĘŚCI DOROBKU WPADNĄ W NĘDZĘ , A TEGO PRZECIEŻ ONI NIE CHCĄ. .
To taka wielka tajemnica , o której wiedzą władze , policja itd a nawet żP ale każdy się boi podskoczyć .
A kto mogl sobie pozwolic na takie lokale?Z pewnoscia nie zwykly smiertelnik.Ot takie szycie po przemysku trwa od wielu lat.
i gdzie ten choma cudak strażnik praworządności?
ale masz beret sprany...
Czeka aż zajmie się tym PISoBOLSZEWIA w ramach dobrej zmiany :)