To był wyjątkowy odpust – inny niż wszystkie, które pamiętamy, ale nie można powiedzieć, że pierwszy w historii. „Mimo zarazy, odpust się odbył” – napisali franciszkanie w kronice 100 lat temu. Wtedy chodziło o grypę hiszpankę. Historia jakby zatoczyła koło – zakonnicy znów mogą napisać w kalwaryjskiej kronice te same słowa.
Stary zapis przypomniał w czasie sumy odpustowej 15 sierpnia prowincjał krakowskiej prowincji franciszkanów o. Marian Gołąb. – Sto lat temu w Polsce i świecie ogromne żniwo śmierci zbierała hiszpanka. Już wtedy zastanawiano się, czy jest bezpiecznie organizować odpust kalwaryjski. Po stu latach jesteśmy w takiej samej sytuacji – powiedział. – Jesteśmy otoczeni pandemią, ale gdzie szukać pomocy, jeśli nie tu, u Matki? – dodał. I zaznaczył, że po stu latach ponownie w kronice znajdą się słowa: „Mimo pandemii, odpust się odbył”.
Koronawirus zdominował tegoroczny Wielki Odpust Kalwaryjski. Jeszcze[paywall] tydzień przed nim wydawało się, że wszystko odbędzie się zgodnie z planem, choć w reżimie sanitarnym. Zakażenia wśród organizatorów Franciszkańskiego Spotkania Młodych i u zakonników oraz wprowadzenie powiatu przemyskiego do strefy żółtej sprawiły, że program okrojono, zrezygnowano z odprawiania głównych dróżek, a większość parafii odwołała pielgrzymki.
Indywidualnego przybycia na Kalwarię jednak nikt nie zabronił i sporo osób zdecydowało się z tej możliwości skorzystać. Jak dużo? Trudno dokładnie określić, ale był to ułamek tej liczby, jaką widzi się na odpuście zazwyczaj. W czasie głównych mszy plac wydawał się pełny, ale kto bywał wcześniej, wie, że nie było gdzie przysłowiowej igły wbić. W tym roku panował luz, a dodatkowo sporą część placu zajęła scena, na której odgrywano oratorium.
Po dróżkach pątnicy chodzili pojedynczo lub rodzinnie. Raptem kilka małych grup parafialnych, liczących co najwyżej kilkanaście osób. Przy kaplicy Grobu Matki Bożej, gdzie na ogół pełno stoisk z ciepłą strawą, teraz tylko jedno z ziemniaczanymi sprężynkami. Na wiosce straganów po staremu, tylko tłoku nie było jak dawniej. Miejsce parkingowe? Bez problemu i to całkiem blisko kościoła. „Cedron” trzeba przejść po wodzie, bo drewnianych kładek też brak.
Można użyć stwierdzenia, że jak na odpust, ludzi było bardzo mało, ale jakby to był inny dzień w ciągu roku – całkiem dużo.
Mimo tych wszystkich okoliczności, Kalwaria przeżywała historyczne, wręcz epokowe wydarzenie. Decyzją papieża Franciszka miejscowy kościół otrzymał honorowy tytuł bazyliki mniejszej. Jest on nadawany świątyniom wyróżniającym się wartością zabytkową, liturgiczną, pielgrzymkową i duszpasterską. Dekret Stolicy Apostolskiej został wydany 16 lipca, a oficjalnie ogłosił go abp Adam Szal podczas wieczornej Mszy świętej 13 sierpnia, we wspomnienie liturgiczne Matki Bożej Kalwaryjskiej.
Podczas homilii abp Szal przypomniał historię powstania tego sanktuarium – jej założyciel Aleksander Maksymilian Fredro miał w czasie polowania zobaczyć jelenia i krzyż jaśniejący między jego porożem.
– Matka Boża obrała sobie to miejsce, aby tu odbierać cześć. Możemy powiedzieć, że jest to sanktuarium naszej Pani, która czeka na nas, by słuchać naszych próśb i by nam pomagać – stwierdził.
Zwrócił uwagę na tradycję odprawiania tzw. dróżek Pana Jezusa i Matki Bożej, w czasie których rozważa się różne wydarzenia z Ich życia. – I tak powinno być, bo tajemnice Maryi nabierają szczególnego znaczenia w kontekście życia Pana Jezusa. Maryja trwała zgodnie z wolą Bożą – podkreślił.
Odnosząc się do nadania kalwaryjskiemu kościołowi tytułu bazyliki mniejszej, abp przypomniał, że bazylika to Dom Boży. – W kontekście chrześcijańskim bazylika to Dom Króla. Króla, który jest niezwykłym Królem. To dom samego Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Tutaj to dom także Jego Matki – powiedział.
Uroczystościom miał przewodniczyć nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Penacchio, jednak ze względów epidemicznych, nie mógł przyjechać do Kalwarii Pacławskiej. Skierował natomiast list do uczestników liturgii.
Mszę koncelebrowali także biskupi pomocniczy archidiecezji przemyskiej: bp Stanisław Jamrozek i bp Krzysztof Chudzio, prowincjał franciszkanów o. Marian Gołąb oraz kapłani diecezjalni i zakonni.
Po Mszy św. odbyła się prapremiera oratorium Otwórzcie drzwi Chrystusowi autorstwa Andrzeja Głowienki, które wykonali światowej sławy muzycy: Justyna Reczeniedi i Massimo Pagano, a także Sanocki Chór kameralny, Podkarpacka Orkiestra Kameralna i muzycy Orkiestry Reprezentacyjnej Straży Granicznej w Nowym Sączu pod batutą Elżbiety Przystasz.
Kościół w Kalwarii Pacławskiej jest ósmą bazyliką mniejszą w archidiecezji przemyskiej. Tytuł ten posiadają m.in.: archikatedra rzymskokatolicka w Przemyślu, kościół dominikanów w Jarosławiu i przeworska fara.
12 sierpnia mszy św. przewodniczył bp Edward Kawa ze Lwowa. W homilii zachęcał, aby nie bać się bronić swoich wartości i przyznawać się do wiary. – Może właśnie przyszedł czas, abyśmy z odwagą razem za Maryją mówili te słowa: Wielbi dusza moja Pana, moje życie jest uwielbieniem Pana, jestem człowiekiem wierzącym, ochrzczonym, chcę żyć według wartości, które noszę w swoim sercu, które Bóg włożył mi w serce. I chcę, aby te wartości były naprawdę wszędzie tam, gdzie ja jestem: w moim domu, w mojej ojczyźnie. I nikt i nic, żaden system, żadna ideologia, żadna propaganda medialna czy żaden inny system nie może nam tego zniszczyć – podkreślił.
Natomiast 14 sierpnia bp Krzysztof Chudzio nawiązał m.in. do 100-lecia Cudu nad Wisłą. Podkreślił, że w tym określeniu nie chodzi o umniejszanie geniuszu dowództwa i dzielności żołnierzy polskich. – Dziękujemy Maryi jako naród polski, choć powinna dziękować cała Europa. Dziękujemy, bo wydarzenie to zostało odczytane jako cud. I nie chodzi o to, by w ten sposób umniejszyć geniuszu wspaniałego wodza i całego sztabu; nie chodzi o to, aby umniejszyć zasługi dzielnego polskiego żołnierza. Chodzi o to, aby oddać chwałę Bogu, bo Jego interwencja stała się odpowiedzią na zanoszone prośby przez ręce Matki Bożej. A Pan Bóg, czyniąc cuda, współdziała z tymi, którzy Go proszą. Wtedy cała Polska niemalże nie wstawała z kolan, modląc się o ustąpienie, jak wówczas mówiono, „czerwonej zarazy” – mówił bp Chudzio.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Już tylko 51 osób w tym prawie wszyscy zakonnicy zamiast dobrej nowiny roznoszą po regionie koronowirusa po wirtualnym spotkaniu młodych w kalwarii.A na owoce odpustu należy trochę poczekać.I nie będzie to optymistyczne.
Komuchu Tadeuchu, idz na plaże albo dyskotekę tam nie ma wirusa. Bandyto jeden przez takich platfusów pisiorow i innych lemingow ten cud maseczkowy. Gdy beda staruszki umierac jak muchy na wiosne z powodu braku tlenu przez klika miesieczy ty bedziesz za to odpowiadac. Pamietaj. I wara od zaaresztowanych zakonnikow. Okazali się odważni i twoje popisowskie wladze ich zamknely.
Dzieci do szkoły nie chodzą, a Ci te gusła dalej odprawiają.
Idiotyzm w czystej postaci. Wesela nie mogę urządzić za ciężko zarobione pieniądze i na którym bawią się znane mi osoby, ale na odpust mogę iść gdzie nikt nikogo nie zna.
Pandemia i zaraza.!!!??? I caly czas trudno znależč osobę która zmarla na ta straszną zarazę.Ludzie czy Wy nie macie mózgów? MYSLEĆ A NIE SLUCHAC "Kurwizji"
Z ciebie składnik uryny jest niebywały! Zważ bo spuszczą cię w kanał! Wyzywaj kogoś ze swych bliskich ...
Już tylko 51 osób w tym prawie wszyscy zakonnicy zamiast dobrej nowiny roznoszą po regionie koronowirusa po wirtualnym spotkaniu młodych w kalwarii.A na owoce odpustu należy trochę poczekać.I nie będzie to optymistyczne.
Dokładnie tak !
Komuchu Tadeuchu, idz na plaże albo dyskotekę tam nie ma wirusa. Bandyto jeden przez takich platfusów pisiorow i innych lemingow ten cud maseczkowy. Gdy beda staruszki umierac jak muchy na wiosne z powodu braku tlenu przez klika miesieczy ty bedziesz za to odpowiadac. Pamietaj. I wara od zaaresztowanych zakonnikow. Okazali się odważni i twoje popisowskie wladze ich zamknely.