Co mistrz, to mistrz. Rekord Bielsko-Biała surowo zrewanżował się Texom Eurobusowi za porażkę na własnym parkiecie 4:5. Był bezwzględny i niemal perfekcyjny. Team Adriano Ribeiro był bezradny, ale to był dobra lekcja futsalu na najwyższym poziomie.
Gospodarzami spotkania byli przemyślanie, ale tylko na papierze. Ze względu na zaplanowany i właśnie trwający remont hali POSiR przy ul. Mickiewicza w Przemyślu, remont w czasie, kiedy sporty halowe są w największym rozkwicie, Texom Eurobus został zmuszony rozegrać jeden z największych hitów FOGO Futsal Ekstraklasy na obcej ziemi. W obiekcie sportowym Hotelu Arłamów. Nie trzeba było być wyjątkowym znawcą, aby zauważyć, że hala ta kompletnie im nie pasowała… Tyle, że identyczne warunki mieli goście, więc nie jest to żadne usprawiedliwienie.
Może dla niektórych postawa sędziowskiego duetu z Lublina wzbudziła spore wątpliwości i kontrowersje, bo faktem jest, że chamski faul na Nazarze Szwedzie („rzucenie” reprezentanta Ukrainy na rezerwowe krzesełka, po którym doznał kontuzji łuku brwiowego i nie pojawił się już na parkiecie) jeszcze przy stanie bezbramkowym kwalifikował się na natychmiastowe wyrzucenie winowajcy z parkietu. Bo faktem jest, że zupełnie niezrozumiale nie zauważyli w II połowie ręki w polu karnym jednego z zawodników mistrza Polski, po której należał się przemyślanom rzut karny, ale i to nie jest żadnym usprawiedliwieniem.
Mistrz Polski wygrał ten pojedynek absolutnie zasłużenie, będąc lepszym w każdym elemencie gry. Rekord był kapitalnie przygotowany taktycznie na tę potyczkę. Znakomicie antycypował przez 40 minut pomysły przemyślan na pokonanie Bartłomieja Nawrata. Potrafił perfekcyjnie i bezwzględnie wykorzystywać pomyłki Texom Eurobusu. A tych, niestety, było zbyt wiele, aby w ogóle myśleć o wyrwaniu choćby punktu. Przemyślanie byli bezradni.
W dodatku – z różnych przyczyn – mistrzowie Polski „wykluczyli” dwóch reżyserów gry po stronie papierowych gospodarzy. Najpierw wspomnianego N. Szweda, a w 13. min Leo Santanę, który doznał groźnie wyglądającego urazu, najprawdopodobniej mięśnia dwugłowego uda.
W tym spotkaniu Texom Eurobus nie był jednak sobą. Zabrakło determinacji i pokazania przysłowiowego pazura. Tak jak ma to w zwyczaju. Ale z drugiej strony zagrał na tyle, na ile pozwolił mu rywal. Miał swoje szanse na zdobycie choćby honorowego trafienia. Próbowali: Artem Fareniuk, Marquinho, Danił Abakszyn czy Bruninho. Ale albo nieskutecznie, albo udanymi interwencjami popisał się Bartłomiej Nawrat.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze