Reklama

Mord na Zniesieniu we Lwowie – finał na Zniesieniu w Przemyślu

28/06/2022 20:03

W domku parterowym na Zniesieniu (dzielnica Lwowa) mieszkała żydowska rodzina. Pierwszy mały pokoik zajmowała 37-letnia ciężarna córka Feiga z 39-letnim mężem Maksem Hammerem, a drugi jej 65-letnia matka (wdowa) Regina Gruberowa, która w trzecim pomieszczeniu prowadziła sklep z różnymi towarami. 24 grudnia 1930 roku dokonano wieczorem potworne morderstwo rabunkowe. Jego ofiarami padły 3 osoby. Sprawa dopiero miała finał na przemyskim Zniesieniu, gdzie złapano bandytów.

Krytycznego dnia rannym pociągiem z Warszawy przyjechał Herman do swej matki Gruberowej na lwowskim Zniesieniu.  W domu przebywał do południa, po czym udał się do centrum miasta. Handlująca kobieta w ciągu dnia wiele utargowała, gdyż był to dzień wigilijny dla katolików. Około godziny dziewiątej wieczorem jej syn zjawił się z powrotem. Drzwi jednak zastał zamknięte, a w oknach panowała ciemność. Mocne pukanie nic nie dawało. Jednak przez szparę w drzwiach zauważył światło w sklepie oraz usłyszał jęki i szamotaninę. Wtedy poprosił o pomoc znajomego.

Rabunek i mord

Szybko wyważono drzwi i wówczas wszyscy zobaczyli straszny widok[paywall]: trzy trupy leżały we krwi na podłodze, a ich trzy głowy były dosłownie zmiażdżone. Bandyci zrabowali z portfela Maksa 200 dolarów. Stwierdzono też, że splądrowali całe mieszkanie i zabrali Gruberowej książeczkę oszczędnościową, torebkę oraz poduszkę, w której była znaczna gotówka. Sprawców napadu już nie zastano, ponieważ wyłamali żelazną kratkę w oknie pomieszczenia i uciekli. („Wiek Nowy” 1930, nr 8859).

Reklama

Pościg

Podczas ucieczki przez okno bandyci zgubili na kanapie Gruberowej skrwawioną papierośnicę skórzaną, rękawiczki włóczkowe oraz dwa guziki oderwane od ubrania. Policjanci z psem tropiącym ruszyli za nimi w pościg. Ślady stóp prowadziły przez ogród, następnie gościńcem. Jednak pies zgubił tam trop. Po licznych przesłuchaniach aresztowano dwóch miejscowych robotników. Jednak okazało się, że mieli oni niepodważalne alibi. Przez wiele miesięcy sprawa ohydnego mordu na Zniesieniu nie schodziła z łamów prasy. Wyznaczono nawet nagrodę za wskazanie zbirów.

Sekcja zwłok

Lekarze orzekli, że ofiary zabijano młotkiem. Gruberowa otrzymała siedem śmiertelnych ran, w tym jedną w lewą skroń tak silnie, że nastąpił krwotok mózgu i załamanie czaszki. U córki Feigi, będącej w siódmym miesiącu ciąży, naliczono 12 potwornych ran. U jej męża Maksa sprawcy złamali mu obojczyk, pogruchotali czaszkę i wybili oko. Ogółem na jego zwłokach stwierdzono 19 ran, w tym 13 śmiertelnych. Po takiej masakrze nikt nie mógł przeżyć.

Reklama

Pogrzeb

Kilka tysięcy mieszkańców, przejęci bestialskim morderstwem, stawili się bardzo liczni na pogrzebie. Po odprawieniu modłów przez kantora, trzy trumny – jak pisała gazeta –  spoczęły w wykopanym grobie. Po pochówku wszyscy udali się pod dom Gruberowej i tam przez dłuższy czas rozprawiali na temat popełnionej zbrodni. Ludzie byli święcie przekonani, że bandytów spotka surowa kara.

Nowy ślad

Na Zniesieniu we Lwowie mieszkał pomocnik blacharski Herman Bucholz. Żył z kradzieży, dlatego nie raz siedział w kryminale. Gruberową znał od lat, był jej gościem w sklepie. Otóż on przypomniał sobie, że krytycznego wieczora spotkał opodal jej domu jakiegoś osobnika, z którym w 1930 roku siedział w Brygidkach – lwowskim więzieniu. Wtedy naczelnik więzienia polecił mu naprawić dach.  Do pomocy przydzielono mu jakiegoś skazańca, którego potem widział wieczorem na Zniesieniu. Nie zwlekając, udał się do kryminału, by poznać personalia swego pomocnika. Jego nazwisko brzmiało – Michał Figurski.

Reklama

Zatrzymanie podejrzanego 

Buholz natychmiast udał się z tą informacją na policję. Podejrzanego zatrzymano. W czasie przesłuchania Figurski popadał w omdlenie. W końcu przyznał się do winy i podał nazwiska dwóch wspólników. W więzieniu odwołał swoje zeznania, przedstawiając alibi, że krytycznego wieczora nie był u Gruberowej, ponieważ w tym czasie okradł inny dom na Zniesieniu. Okazało się to prawdą. Z powodu niewykrycia sprawców, śledztwo po pół roku zostało umorzone.

Finał w Przemyślu 

Minęło znowu kilka miesięcy. Michał Figurski przeniósł się ze swoją szajką na dłuższy pobyt ze Lwowa do Przemyśla, by – jak pisał „Tajny Detektyw” w 1932 roku (nr 20) –  trapić mieszkańców miasta licznymi włamaniami.  Założył szajkę. Po jakimś czasie wpadł w ręce policji na przemyskim Zniesieniu. Przy tej okazji rozpoczęło się ponowne dochodzenie w sprawie mordu na rodzinie żydowskiej. Podejrzany początkowo zaprzeczał zarzutom. Kiedy okazano mu dowód rzeczowy – papierośnicę skórzaną, którą zgubił na miejscu zbrodni (zdradził go potem kolega), przyznał się do tego winy. Aresztowano także Jerzego Piwonia, Karola Mikulaka oraz jego żonę Anastazję, która wiedziała o przygotowaniu napadu. Wszyscy zostali odstawieni do więzienia we Lwowie.

Reklama

                                                                                     


Józef Frankiewicz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama