Reklama

Mordęga w Łodzi

II liga koszykówki mężczyzn Pierwsze spotkanie w nowym roku było najsłabszym występem przemyskiego beniaminka w trwających rozgrywkach. Choć byli w Łodzi faworytem, tylko dzięki wyjątkowemu fartowi – po fatalnie rozegranej IV kwarcie – udało się im wygrać. Tyle, że za kilka tygodni nikt o stylu pamiętać nie będzie…

Nie ma co ukrywać, że przemyślanie byli zdecydowanym faworytem spotkania w Łodzi. W pierwszym meczu obu ekip w Przemyślu gospodarze rozbili rywala 86:57, a mogli znacznie wyżej. Łodzianie to młoda drużyna, jedna ze słabszych w tej lidze. W przerwie świąteczno-noworocznej do zespołu kierowanego przez Macieja Milana dołączył Aleksander Machowski, który podpisał kontrakt do końca sezonu. Popularny „Alex” w Przemyślu już grał i to pod wodzą M. Milana. 23-letni obecnie Niemiec polskiego pochodzenia przez dwa sezony występował w nieistniejącej już drużynie koszykówki w Polonii Przemyśl. Ostatni sezon spędził w II-ligowym UMKS-ie Kielce. Zagrał tam w 28 meczach, zdobywając średnio 10,2 punktów i 5,8 zbiórki na mecz. Największym wianem, jaki wniósł do przemyskiego zespołu jest 205 cm wzrostu. To niewątpliwe spore wzmocnienie, zwłaszcza w walce pod obiema deskami, bo w ekipie wicelidera od początku sezonu był deficyt graczy wysokich.

Miał zadebiutować już w Łodzi, ale tuż przed pojedynkiem rozchorował się (angina). To nie był jednak koniec złych wiadomości dla beniaminka. Lekko kontuzjowany był pierwszy i w zasadzie jedyny playmaker w zespole Hubert Makuch i nie było szans, aby zagrał. Ale i to nie powodowało, że przemyślanie powinni byli obawiać się gospodarzy. Kiedy jednak w trakcie spotkania okazało się, że punktowo nie będzie istnieć Grzegorz Płocica, to sytuacja stawała się niebezpieczna. 

Pęknięta tablica

Reklama

Spotkanie w Łodzi opóźniło się o prawie dwie godziny. Podczas rozgrzewki jeden z łodzian przy próbie wsadu roztrzaskał w drobny mak jedną z tablic. Komisarz spotkania dał organizatorom godzinę na załatwienie nowej. To się udało, ale ta była bardzo niestabilna. Obie ekipy rozgrzewkę musiały przeprowadzać od początku.

Goście potrzebowali kwadrans, aby wejść w ten mecz. To, co działo się wcześniej lepiej przemilczeć. Co prawda zaczęło się od 0:5, ale potem przemyślanie pudłowali na potęgę. W I kwarcie trafili ledwie dwa rzuty z gry na 13 prób, mając 15-procentową skuteczność. To cud, że ćwiartkę otwarcia przegrali „tylko” 7 punktami. Pierwszy 15 punktów dla beniaminka zdobył Bartosz Bal. Dopiero w 12. min zapunktował ktoś inny. Dwa rzuty osobiste wykorzystał Artur Mikołajko. Pierwszy z nich był tysięcznym punktem zdobytym przez przemyski zespół w rozgrywkach. W 15. min agresywnie grający łodzianie przewodzili jednak 24:17. Od tego momentu nastąpiło jednak przebudzenie MCS Daniel Gimbaskets 2. 2-minutowy fragment wygrali aż 13:0 i w 17. min wynik był już dla nich korzystny – 24:26. Pierwsze skrzypce po raz kolejny grał niezawodny Artur Mikołajko, który zanotował w cały meczu double-double (21 pkt; 12 zbiórek, evaluation – 30) i według pomeczowych statystyk stanowił prawie 65 procent wartości całego zespołu! Dobre zawody rozgrywali Wiktor Majka i Konrad Strzępek. Po 20 minutach było 30:36.

Reklama

Nie dali się dogonić

Dwie kwestia spędzały sen z powiek Maciejowi Milanowi. Po pierwsze dramatyczna skuteczność Grzegorza Płocicy (0/7 w I połowie) i nadmiar fauli Bartosza Bala, który czwarty „złapał” zaraz na początku III kwarty. Po pierwszych wyrównanych minutach, w drugiej fazie trzecich 10 minut „otworzył się” rzutowo Sylwester Kus. Zdobył 7 punktów z rzędu, zawtórował mu popularny „Mikołaj” i w 29. min wydawało się, że przemyślanie mają mecz pod kontrolą – 43:53.

Nieskuteczność z obu stron była znakiem firmowym obu ekip na początku decydującej ćwiartki. Taka sytuacja była na rękę gościom. W 36. min, po trafieniu K. Strzępka, różnica ani drgnęła. Wciąż było 10 „oczek” przewagi – 49:59. Problem w tym, że do końca spotkania przemyślanie ani razu nie trafili już do kosza rywala. Popełniali błąd za błędem. Jak nie złe podanie, to błąd kozłowania. Jak nie niecelny rzut, to błąd 24 sekund. Gospodarze w całym spotkaniu oddali aż 32 rzuty za 3 pkt, z czego trafili ledwie cztery razy. Dwa razy z rzędu w końcówce uczynił tak Arkadiusz Świt i na 2,5 minuty przed końcem było ledwie 55:59. Niestety, festiwal pomyłek przyjezdnych trwał. Na 57:59 trafił Patryk Wal, a na 18 s przed końcem przed szansą na wyrównanie stanął Maciej Kochaniak. Miał dwa rzuty wolne, ale trafił raz. Było 58:59. Łodzianie faulowali. Z linii rzutów wolnych dwa razy pomylił się G. Płocica, potem K. Strzępek, ale na szczęście dla przemyślan, miejscowi nie wykorzystali tych prezentów.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości