Reklama

Na patrolu z siostrą felicjanką

27/11/2016 15:30

Czwartek, 17 listopada. Punktualnie o osiemnastej wyjeżdżamy na patrol w składzie: dwaj strażnicy miejscy, felicjanka – siostra Gabriela i dziennikarz ŻP.

Strażnicy mają sprawdzić altanki i pustostany, w których mogą przebywać bezdomni. Dla nich to normalne zadanie od czasu, kiedy temperatura spadła poniżej zera i istnieje zagrożenie zdrowia i życia osób bezdomnych. Natomiast siostra Gabriela ma nadzieję spotkać tych, którzy przychodzą po chleb i na zupę do klasztornej kuchni, którą prowadzi dla ubogich i bezdomnych. – Teraz mniej osób do nas przychodzi i gotujemy tylko osiemdziesiąt litrów, ale było tak, że gotowałyśmy nawet sto – wyjaśnia i pyta strażników o tych bezdomnych, których zna, bo chciałaby z nimi porozmawiać w warunkach trochę innych niż klasztorna kuchnia.

Józio*

Pierwszy adres – ulica Monte Casino. Strażnicy na pewniaka prowadzą do niewykończonego domu, w którym aktualnie przemieszkuje Józio. Siostra Gabriela dzielnie pokonuje deski zastępujące schody, a strażnik, przyświecając latarką, odchyla koc zastępujący drzwi i wchodzimy do nieotynkowanego pomieszczenia. Pierwsze wrażenie to[paywall] brak smrodu, jaki zwykle panuje w miejscach, gdzie wegetują bezdomni. Na gwoździach powbijanych w pustaki w równym rzędzie wiszą ubrania. W kącie półeczka z kosmetykami, a nad nią polska flaga i wycięty z gazety portret modelki. Na krześle rondelek z resztką kolacji. W drugim kącie na materacu, pod kilkoma kołdrami, leży mężczyzna, któremu tylko nos wystaje spod piernatów. – Szczęść Boże. Nie zimno panu? – zaczyna siostra Gabriela. – Nie zimno, bo mam trzy kołdry – odpowiada Józio i odsuwa czapkę znad oczu. Do widoku strażników już się przyzwyczaił, ale zakonnicy w tym miejscu i o tej porze na pewno się nie spodziewał. Ma pięćdziesiąt pięć lat i od paru jest bezdomnym. Dawniej miał dom, rodzinę. Tak wyszło, że się wyprowadził na ulicę. Kiedyś pił, ale teraz to bardzo rzadko. Józio, zupełnie trzeźwy, tylko trochę zaspany, całkiem sensownie opowiada – jak każdy bezdomny – taką samą historię. Na pytanie siostry, czy chciałby pójść do schroniska albo jakiegoś przytułku, stanowczo stwierdza: – Nie. Tutaj jest mi dobrze. Mam wszystko, czego potrzebuję, nawet Przenajświętszą Panienkę.  Józio pokazuje niewielką figurkę Matki Boskiej wiszącą na ścianie i ociera łzy. – Może jednak by pan stąd poszedł – siostra Gabriela nie daje za wygraną. – Nie, nie – Józio twardo obstaje przy swoim. Takie jego prawo. Jest wolnym człowiekiem i w tym momencie nic mu nie zagraża, więc nikt nie może go stąd siłą zabrać. Żegnamy się i jedziemy pod następny adres.

Tadeusz*

Opuszczony domek na początku Siennej. Przez małą sień, zawaloną rozsypującymi się gratami, trudno przepchać się do pomieszczenia, w którym koczuje kolejny bezdomny. Drzwi zablokowane stertą szmat i barłogiem gospodarza otwierają się tylko do połowy. Strażnicy świecą latarkami przez szparę, sprawdzając, czy jest Tadeusz. Mężczyzna wysuwa głowę spod szmat i osłania oczy przed światłem. Siostra Gabriela przeciska się przez uchylone drzwi i zaczyna z nim rozmawiać. Tadeusz ma 43 lata, też kiedyś miał dom, rodzinę, ale jakoś tak wyszło, że od paru lat jest bezdomny. O żadnym schronisku nie chce słyszeć i najlepiej gdybyśmy dali mu spokój. Siostra zaprasza go na zupę, podaje adres, ale Tadeusz dziękuje. Może kiedyś tam przyjdzie, a na razie chodzi do Caritasu na Kapitulną. Nic tu po nas. Wracamy, bo siostra Gabriela spieszy się do swoich obowiązków. Po drodze sprawdzamy pustostan przy Mickiewicza, ale na jego lokatorów jeszcze za wcześnie, tym bardziej że jest w miarę ciepło, nie pada i mogą się pokręcić po ulicach.  

Reklama


fot.Jacek Szwic
Opuszczamy pustostan zajmowany przez Tadeusza.

Kazio*

Odwozimy siostrę i wracamy, żeby sprawdzić jeszcze kilka miejsc. W zrujnowanym pustostanie przy ulicy Czarnieckiego mieszka Kazio. Do pomieszczenia, które zajmuje, wchodzi się przez okno pozbawione ram. Zastaliśmy go śpiącego w stercie brudnych szmat, na które z popękanego sufitu ciekła woda. – Nie można go tu zostawić, bo przemoczony wyziębnie do rana na amen – stwierdzili strażnicy. Kazio, wyrwany ze snu, patrzy błędnym wzrokiem i mija dobra chwila, nim dociera do niego, kto go odwiedził. Przyznaje, że dzisiaj jest napity i narzeka na zimno. W tej sytuacji odpada jedyne w mieście Schronisko dla Bezdomnych św. Brata Alberta. Pozostaje tylko Miejski Ośrodek Zapobiegania Uzależnieniom. Kazio długo się waha, ale przekupiony papierosem i wizją nocy pod dachem godzi się, żeby go tam odwieźć. – Już nawet nie pamiętam, jak wygląda łóżko – przyznaje. Nie potrafi też dokładnie powiedzieć, jak długo jest bezdomny. Wie tylko, że ma czterdzieści pięć lat. W Miejskim Ośrodku Zapobiegania Uzależnieniom w kolejce czekają już dwa policyjne radiowozy. Przyjmowanie nietrzeźwych trwa kilkanaście minut, więc czekamy, a Kazio rozgrzał się już trochę i zaczyna barwną opowieść. O tym, że był snajperem w Legii Cudzoziemskiej, potem pracował jako ochroniarz, później trafiło mu się parę lat odsiadki. Miał też żonę i czwórkę dzieci, a teraz jakoś sobie radzi i do żadnego schroniska nie pójdzie. Trudno powiedzieć, na ile te opowieści są prawdziwe, a na ile są one wytworem przepitego umysłu. Wreszcie Kazio zostaje przyjęty, strażnik wypełnia protokół i na dzisiaj kończymy odwiedziny u bezdomnych.

Reklama


fot.Jacek Szwic
Do Kazia wchodzi się i wychodzi przez okno.

Byli, są i będą

Dokładnie rok temu odbywało się liczenie bezdomnych i strażnicy naliczyli ich w Przemyślu pięćdziesięciu trzech. Ilu jest w tym roku, nie wiadomo. Prawdopodobnie trochę mniej, tylko policzyć wszystkich, to tak, jakby chcieć policzyć ptaki. Mamy dwudziesty pierwszy wiek, cywilizacja się rozwija, ale z problemem bezdomności nikt sobie nie poradził. Zawodzą najlepsze nawet programy. Co najwyżej można próbować pomóc tym, którzy na własne życzenie wybrali taki los, licząc, że przynajmniej któregoś uda się uratować od wegetacji na ulicy.

* imiona bohaterów zostały zmienione
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama