Czwartek, 17 listopada. Punktualnie o osiemnastej wyjeżdżamy na patrol w składzie: dwaj strażnicy miejscy, felicjanka – siostra Gabriela i dziennikarz ŻP.
Strażnicy mają sprawdzić altanki i pustostany, w których mogą przebywać bezdomni. Dla nich to normalne zadanie od czasu, kiedy temperatura spadła poniżej zera i istnieje zagrożenie zdrowia i życia osób bezdomnych. Natomiast siostra Gabriela ma nadzieję spotkać tych, którzy przychodzą po chleb i na zupę do klasztornej kuchni, którą prowadzi dla ubogich i bezdomnych. – Teraz mniej osób do nas przychodzi i gotujemy tylko osiemdziesiąt litrów, ale było tak, że gotowałyśmy nawet sto – wyjaśnia i pyta strażników o tych bezdomnych, których zna, bo chciałaby z nimi porozmawiać w warunkach trochę innych niż klasztorna kuchnia.
Opuszczony domek na początku Siennej. Przez małą sień, zawaloną rozsypującymi się gratami, trudno przepchać się do pomieszczenia, w którym koczuje kolejny bezdomny. Drzwi zablokowane stertą szmat i barłogiem gospodarza otwierają się tylko do połowy. Strażnicy świecą latarkami przez szparę, sprawdzając, czy jest Tadeusz. Mężczyzna wysuwa głowę spod szmat i osłania oczy przed światłem. Siostra Gabriela przeciska się przez uchylone drzwi i zaczyna z nim rozmawiać. Tadeusz ma 43 lata, też kiedyś miał dom, rodzinę, ale jakoś tak wyszło, że od paru lat jest bezdomny. O żadnym schronisku nie chce słyszeć i najlepiej gdybyśmy dali mu spokój. Siostra zaprasza go na zupę, podaje adres, ale Tadeusz dziękuje. Może kiedyś tam przyjdzie, a na razie chodzi do Caritasu na Kapitulną. Nic tu po nas. Wracamy, bo siostra Gabriela spieszy się do swoich obowiązków. Po drodze sprawdzamy pustostan przy Mickiewicza, ale na jego lokatorów jeszcze za wcześnie, tym bardziej że jest w miarę ciepło, nie pada i mogą się pokręcić po ulicach.

fot.Jacek Szwic
Opuszczamy pustostan zajmowany przez Tadeusza.
Odwozimy siostrę i wracamy, żeby sprawdzić jeszcze kilka miejsc. W zrujnowanym pustostanie przy ulicy Czarnieckiego mieszka Kazio. Do pomieszczenia, które zajmuje, wchodzi się przez okno pozbawione ram. Zastaliśmy go śpiącego w stercie brudnych szmat, na które z popękanego sufitu ciekła woda. – Nie można go tu zostawić, bo przemoczony wyziębnie do rana na amen – stwierdzili strażnicy. Kazio, wyrwany ze snu, patrzy błędnym wzrokiem i mija dobra chwila, nim dociera do niego, kto go odwiedził. Przyznaje, że dzisiaj jest napity i narzeka na zimno. W tej sytuacji odpada jedyne w mieście Schronisko dla Bezdomnych św. Brata Alberta. Pozostaje tylko Miejski Ośrodek Zapobiegania Uzależnieniom. Kazio długo się waha, ale przekupiony papierosem i wizją nocy pod dachem godzi się, żeby go tam odwieźć. – Już nawet nie pamiętam, jak wygląda łóżko – przyznaje. Nie potrafi też dokładnie powiedzieć, jak długo jest bezdomny. Wie tylko, że ma czterdzieści pięć lat. W Miejskim Ośrodku Zapobiegania Uzależnieniom w kolejce czekają już dwa policyjne radiowozy. Przyjmowanie nietrzeźwych trwa kilkanaście minut, więc czekamy, a Kazio rozgrzał się już trochę i zaczyna barwną opowieść. O tym, że był snajperem w Legii Cudzoziemskiej, potem pracował jako ochroniarz, później trafiło mu się parę lat odsiadki. Miał też żonę i czwórkę dzieci, a teraz jakoś sobie radzi i do żadnego schroniska nie pójdzie. Trudno powiedzieć, na ile te opowieści są prawdziwe, a na ile są one wytworem przepitego umysłu. Wreszcie Kazio zostaje przyjęty, strażnik wypełnia protokół i na dzisiaj kończymy odwiedziny u bezdomnych.

fot.Jacek Szwic
Do Kazia wchodzi się i wychodzi przez okno.
Dokładnie rok temu odbywało się liczenie bezdomnych i strażnicy naliczyli ich w Przemyślu pięćdziesięciu trzech. Ilu jest w tym roku, nie wiadomo. Prawdopodobnie trochę mniej, tylko policzyć wszystkich, to tak, jakby chcieć policzyć ptaki. Mamy dwudziesty pierwszy wiek, cywilizacja się rozwija, ale z problemem bezdomności nikt sobie nie poradził. Zawodzą najlepsze nawet programy. Co najwyżej można próbować pomóc tym, którzy na własne życzenie wybrali taki los, licząc, że przynajmniej któregoś uda się uratować od wegetacji na ulicy.
* imiona bohaterów zostały zmienioneTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze