Winy za to, że nabrzeża Sanu w granicach administracyjnych miasta wyglądają jak dżungla, nie ponoszą władze miasta. Właścicielem i administratorem tych terenów jest Państwowe Gospodarstwo Wodne „Wody Polskie” Zarząd Zlewni w Przemyślu. Jak zapewniono nas w Regionalnym Zarządzie Gospodarki Wodnej w Rzeszowie, niebawem rozpocznie się wielkie koszenie.
Przyszły wakacje, są ogromne upały. Jednym ze sposobów walki z nimi jest woda. Jako że od wielu lat nikt z rządzących w mieście nie wpadł na pomysł, aby zorganizować choć namiastkę miejskiej plaży nad rzeką San, mieszkańcy na własną rękę szukają „dzikich” miejsc, gdzie mogliby rozłożyć koc czy leżak i co jakiś czas wskoczyć dla ochłody do wody. Co prawda czystość wody w Sanie często bywa dyskusyjna, ale jak mówi przysłowie: na bezrybiu i rak rybą...[paywall]
– Naprawdę, mimo najszczerszych chęci, nie ma gdzie poleżeć nad wodą. Zarówno z jednej, jak i z drugiej strony nabrzeża Sanu są tak zarośnięte nie tylko trawą, ale i innymi krzewami czy chwastami, że lepiej byłoby się pobawić w chowanego. Samoczynnie utworzone zostały wąskie ścieżki, którymi ludzie sobie spacerują. Nabrzeża rzeki to także miejsce do spacerów z psami. Problem w tym, że w tych wysokich trawach czają się tysiące insektów, na czele z bardzo groźnymi kleszczami. Złapać może i pies, i właściciel, ale także każdy, kto wędruje wśród tych traw – powiedziała nam jedna z przemyślanek, zbulwersowana faktem, że w tym roku nikt nie kwapi się do oczyszczenia nabrzeży.
Inny przemyślanin, miłośnik dwóch kółek, dodał: – Fatalnie wyglądają tereny, przez które przebiegają ścieżki rowerowe. Zarośnięte, brudne, pełne pustych butelek czy puszek po piwie i innych napojach. Nikt o to nie dba, a szkoda.
Wielokrotnie pojawiały się głosy, że instytucją odpowiedzialną za taki stan rzeczy jest miasto, wszak sporne tereny leżą w jego administracyjnych granicach. I że to do odpowiednich służb prezydenta Wojciecha Bakuna należy obowiązek wykoszenia tej dżungli. Ale wszyscy głoszący takie tezy się mylą. Choć leżą w granicach miasta, właścicielem i administratorem tych terenów jest Państwowe Gospodarstwo Wodne „Wody Polskie” Zarząd Zlewni w Przemyślu i to na nich spoczywa ten obowiązek.
Zapytaliśmy więc w Regionalnym Zarządzie Gospodarki Wodnej w Rzeszowie, instytucji nadzorującej przemyski Zarząd Zlewni „Wód Polskich”, dlaczego tak jest. Ile razy w roku mają w planach koszenie traw po obu stronach Sanu, na terenach, których są właścicielem? Czy ich zdaniem to wystarczająca ilość? Jaki jest jednorazowy koszt wykoszenia nabrzeży Sanu w granicach administracyjnych miasta Przemyśla? Ale przede wszystkim o to, czy mają w planach takowe prace obecnie? Wszak trwają wakacje, a z nieba leje się żar...
– Jesteśmy już po przetargu na koszenie nabrzeży Sanu w Przemyślu. Co prawda w tym roku stało się to nieco później niż we wcześniejszych latach, ale chcieliśmy zagwarantować, że wykonawca w pełni wywiąże się z tego obowiązku. Niebawem więc rozpocznie się pierwsze w tym roku koszenie. Drugie będzie w okolicach września. W ubiegłym roku pierwszy raz kosiliśmy w połowie czerwca, drugie koszenie było na przełomie sierpnia i września. Dwa razy w roku to, naszym zdaniem, wystarczająca ilość. Jednorazowy koszt to kwota około 30 tysięcy złotych, więc w ciągu roku to 60 tysięcy złotych – powiedział zastępca dyrektora ds. ochrony przed powodzią i suszą RZGW w Rzeszowie Krzysztof Gwizdak.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Po co nam miejska plaża nad Sanem, skoro mamy miejski basen, też nad Sanem :)
Po co nam miejska plaża nad Sanem, skoro mamy miejski basen, też nad Sanem :)