Amerykański poeta R.W. Emerson powiedział: „Oceniamy mądrość człowieka na podstawie jego nadziei.” I jest w tym aforyzmie sporo nieegzaltowanej racji. Otóż nadzieja, to nasze życzenie jakiegoś stanu rzeczy i jednocześnie niepewność, że się tak stanie.
Na przykład: mamy nadzieję, że szybko wyzdrowiejemy, ale nie mamy pewności, czy tak będzie. Albo że nie stracimy pracy, ale różnie może być w tych trudnych czasach. Jedna z psychologicznych koncepcji mówi, że nadzieja to wielowymiarowa struktura poznawcza (ogólnie mówiąc umysłowa), w której ważną rolę odgrywają emocje. Można więc powiedzieć, że nadzieja to taka ludzka umiejętność/dyspozycja, którą wykorzystujemy w ciągu życia, w różnych sytuacjach, w celu lepszego przystosowania się i – co za tym idzie – w celu przetrwania. A jak wiemy, zdolność przetrwania w zasadniczej mierze zależy od naszej mądrości.
Psycholog Erik Erikson mówił o nadziei podstawowej, która opiera się na przekonaniu, że w świecie panuje ład i porządek, który jest przychylny ludziom, i że generalnie wszystko, co się dzieje, ma sens. Definiuje się również nadzieję bierną i czynną. Ta pierwsza jest wówczas, kiedy siedzimy na krześle i czekamy na lepsze czasy, ta druga towarzyszy naszym działaniom, kiedy chcemy coś zrobić i ufamy, że się uda. No cóż, ostatnie pandemiczne miesiące podważyły naszą nadzieję podstawową, bo już gołym okiem widzimy, jak to światowy ład i porządek przestaje być ludziom przychylny, a i coraz trudniej dopatrzyć się sensu w działaniach wokół nas. Więc gdzie szukać nadziei dla naszej nadziei, aby przetrwać ? Czy wystarczy nadzieja bierna czy jednak wykazać się nadzieją czynną ?
Nadzieja w każdym z nas to uruchomienie takiej sekwencji myśli i emocji będących przeciwieństwem lęków i rezygnacji. Badania psychologiczne wykazały, że ludzie, którzy uruchomiają w sobie nadzieję i śmiało korzystają z tego wewnętrznego zasobu, mają się lepiej, gdyż są zdrowsi, odporniejsi psychicznie, lepiej znoszą ból i osamotnienie. No więc warto uruchamiać w sobie nadzieję, pielęgnować ją i dzielić się niąz innymi, demonstrując osobistą postawę opartą na nadziei.
Takie czynne, podmiotowe umacnianie nadziei, nawet w drobnych sprawach, spowoduje zwiększone poczucie energii, optymizmu, własnego sprawstwa. Ale żeby zamiast konstruktywnej nadziei nie stosować jałowego „karmienia się złudzeniami”, warto ustalić sobie następujące kwestie:
· na co mam wpływ w obecnej sytuacji, a na co nie?
· czy decyduję się podjąć działanie, czy pozostanę w roli obserwatora?
· z jakiego powodu chcę, aby moje oczekiwania się spełniły, dlaczego jest to dla mnie ważne?
· jak oceniam szansę mojego powodzenia?
· czy jestem w stanie przyjąć wynik mojego działania, jakikolwiek by on nie był?
Odpowiedzenie sobie na powyższe pytania jest bardzo ważne w budowaniu nadziei, bo idziemy w konkret a nie w złudzenie. Kiedy świat się chwieje i znikają punkty odniesienia, kiedy przyszłość jest trudna do przewidzenia i trochę się jej boimy, to może skupmy się na drobnych sprawach, na które mamy wpływ: dokończenie porządków w szafie, pomoc sąsiadce w zakupach, napisanie listu do dawno niewidzianej kuzynki. Takie „ogarnięcie” zwykłych spraw pomoże trwać naszej nadziei, którą musimy żywić i pielęgnować. A warto, bo jak powiedział słynny psychiatra Antoni Kępiński, „nadzieja jest warunkiem życia”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Zarazy głupoty chyba.