„Gdy rodzina bardzo pragnie dziecka… Czy naprotechnologia może być nadzieją?” – pod takim tytułem w poniedziałek, 7 listopada, na Zamku Kazimierzowskim odbyła się konferencja naukowa. Jednym z prelegentów był dr Maciej Barczentewicz.
Dr Maciej Barczentewicz jest jednym z najbardziej znanych lekarzy stosujących w leczeniu niepłodności naprotechnologię. Tą tematyką zajmuje się od 9 lat. Wcześniej pracował w szpitalu jako ginekolog.
Odniósł się do danych, że problem niepłodności dotyczy w Polsce ok. 20 procent par. – Na to nie ma żadnego dowodu, bo nigdy w Polsce nie zostały przeprowadzone badania na ten temat. Jedyne badanie, do którego udało nam się dotrzeć to badanie zrobione przez OBOP. Przez telefon pytano kobiety od 18. do 39. roku życia, ile z nich nie ma dzieci. Wyszło, że 11 procent. To nie znaczy, że one są niepłodne. Po prostu[paywall] jeszcze nie urodziły dzieci – mówił. M. Barczentewicz.
Jak podawał, na nasz kraj przekłada się dane z krajów zachodnich, ale w wielu z nich ten odsetek wynosi poniżej 10 proc. Według Światowej Organizacji Zdrowia również jest to dużo poniżej wspomnianych na początku 20 proc. – Nie wiem, gdzie jest prawda, bo nie ma żadnego wiarygodnego badania. Nie staję za żadnym z tych badań. Po prostu stawiam pytanie – podkreślił lekarz, wskazując, że przyczyną bezdzietności wcale nie musi być niepłodność.
Mówiąc o in vitro, przywołując z kolei dane brytyjskie, które zdaniem M. Barczentewicza są najbardziej precyzyjne, powiedział on, że tylko 3 proc. dzieci poczętych w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego się urodziło.
Czym się różni naprotechnologia od in vitro? Naprotechnologia ma rozpoznawać przyczynę niepłodności oraz ją leczyć. – Nazywanie leczeniem procedur pozaustrojowych, czy inseminacji jest pewnym nadużyciem. Para, która się zgłasza do tego leczenia, po zakończeniu ma szansę na posiadanie dziecka, ale nadal pozostają niepłodni. Przyczyna nie została usunięta. Zostało zastosowane pewne ominięcie problemu – wyjaśniał.
Natomiast naprotechnologia ma naprawiać to, co w organizmie funkcjonuje nieprawidłowo. Po szeregu badań, zalecana jest metoda obserwacji według Modelu Craightona, później konieczna może być zmiana diety, leczenie farmakologiczne, laparoskopia lub interwencja chirurgiczna. – Przyczyn może być wiele i każda wymaga innego leczenia – zaznacza lekarz.
M. Barczentewicz nie twierdził, że naprotechnologia jest w 100 procentach skuteczna. Zaznaczył, że trudno porównywać jej efektywność z in vitro, ponieważ w zapłodnieniu pozaustrojowym za skuteczność uznaje się samo zajście w ciążę (niekoniecznie urodzenie dziecka). Polski ginekolog powołał się tu na badania prof. Josepha Stanforda z USA, z których wynika, że efektywność w obu metodach oscyluje wokół 50 procent. – W in vitro konieczne może być kilka procedur. Tylko jakim kosztem? Mam na myśli przede wszystkim koszty zdrowotne, emocjonalne i etyczne – powiedział.
M. Barczentewicz odniósł się także do opinii Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, które naprotechnologii nie dało rekomendacji do leczenia niepłodności. Na kilku przykładach swoich pacjentów, lekarz dowodził, że jest to metoda skuteczna także w przypadku m.in. endometriozy, niedrożności jajowodów lub przy męskim czynniku niepłodności.
Podczas konferencji z wykładami wystąpili także: dr hab. Jakub Pawlikowski z Lublina, dr Daria Mikuła-Wesołowska z Bielska-Białej oraz ks. dr Tomasz Picur, wykładowca w Wyższym Seminarium Duchownym w Przemyślu.
Organizatorami konferencji byli: stowarzyszenie Rycerskie i Szpitalne Bractwo św. Łazarza z Jerozolimy, Wojewódzki Szpital im. św. o. Pio w Przemyślu, Wydział Duszpasterstwa Rodzin Kurii Metropolitalnej w Przemyślu oraz Przemyskie Centrum Kultury i Nauki „Zamek”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Leczę się naprotechnologicznie od roku. Już na pierwszej wizycie zostaliśmy z mężem gruntownie przebadani. Okazało się, że mam PCO, rozchwiane hormony, chorą trzustkę, endometriozę i niedrożny jajowód. W klinice In Vitro powiedzieliby mi, że jedynym wyjściem jest zapłodnienie pozaustrojowe. Na szczęście trafiliśmy do Instytutu Rodziny - tam po kolei zaradzili wszystkim moim problemom (operacyjne bądź farmakologicznie). Wyniki męża - ciężka oligozoospermia - także klasyfikowałby go tylko na In Vitro. Lekarze Napro odkryli jednak, że przyczyną tak słabego nasienia były żylaki powrózka nasiennego. Po ich operacyjnym usunięciu i dodatkowej suplementacji zarówno hormonalnej (clostilbegyt/letrozol) jak i witaminowej (l-karnityna, astaksantyna, koenzym q10, witamina E) wyniki znacznie się poprawiły. Polecam opinie innych par ze strony www.naproinfo.pl
Leczę się naprotechnologicznie od roku. Już na pierwszej wizycie zostaliśmy z mężem gruntownie przebadani. Okazało się, że mam PCO, rozchwiane hormony, chorą trzustkę, endometriozę i niedrożny jajowód. W klinice In Vitro powiedzieliby mi, że jedynym wyjściem jest zapłodnienie pozaustrojowe. Na szczęście trafiliśmy do Instytutu Rodziny - tam po kolei zaradzili wszystkim moim problemom (operacyjne bądź farmakologicznie). Wyniki męża - ciężka oligozoospermia - także klasyfikowałby go tylko na In Vitro. Lekarze Napro odkryli jednak, że przyczyną tak słabego nasienia były żylaki powrózka nasiennego. Po ich operacyjnym usunięciu i dodatkowej suplementacji zarówno hormonalnej (clostilbegyt/letrozol) jak i witaminowej (l-karnityna, astaksantyna, koenzym q10, witamina E) wyniki znacznie się poprawiły. Polecam opinie innych par ze strony www.naproinfo.pl