– Pamiętam wieczór przed Wigilią sprzed sześciu lat. Ja z córką w kuchni. Kapusta, grzyby, kaczka, makowiec, moc zapachów... I nagle dziwny dźwięk z pokoju – opowiada pani Renata.

fot.Paweł Bugira
Państwo Renata i Jerzy z przyjaciółmi.
– Byliśmy rodziną jakich wiele – rozpoczyna swoją historię pani Renata z Folwarków koło Cieszanowa. Satysfakcjonująca praca, dziecko, własny dom po dziadkach i perspektywy na lepsze jutro.
– Kilka lat temu podjęłam sezonową pracę za granicą przy zbiorach oliwek i winogron, a wiosną 2012 roku po raz pierwszy pracowałam przy[paywall] przycinaniu krzewów winorośli i gajów oliwnych. Miałam już zapewnioną umowę od końca sierpnia przy zbiorach, a następnie przy innych pracach polowych. Pozwoliło to na zaplanowanie odłożonej kilka lat wcześniej budowy – opowiada.
Los zniweczył wszystkie te marzenia. W lipcu jej mąż podczas zabawy z rocznym wnukiem nagle się przewrócił...
To był udar niedokrwienny lewej półkuli mózgu. Pan Jerzy doznał prawostronnego niedowładu ciała i przestał mówić. W jego sercu lekarze wykryli drugą skrzeplinę, która wymagała usunięcia, bo – w razie oderwania się – nie dawała szans na przeżycie. – Po kilku dniach lekarz poinformował mnie, że musimy być przygotowani do opieki nad roślinką. Pierwsza diagnoza brzmiała: nie będzie chodził, mówił ani jadł samodzielnie. Ten pamiętny lipiec spędziłam na codziennych dojazdach i przesiadywaniu w szpitalu koło męża. Świat nagle zatrzymał się w miejscu i pomyślałam: skończyło się nasze życie, już nic nigdy nie będzie takie samo – pani Renata wspomina wydarzenia z 2012 r.
Nie poddała się ona, nie poddał się on. Walczyli też rehabilitanci. Pani Renata określa tę walkę wspaniałą, wręcz heroiczną. Po 7 tygodniach pan Jerzy wychodzi ze szpitala. Wprawdzie z pomocą czwórnogu, ale o własnych siłach. I wtedy dopiero okazuje się, jak ciężka jest codzienność.
– Zrobiłam remont domu z oszczędności i dofinansowania z PCPR. Ułożyłam płyty na ścianach, zrobiłam prysznic, wyrównanie podłóg, bo były różne poziomy, a przecież trzeba było poruszać się na wózku – mówi.
Teraz – oprócz zdrowia męża – dom jest jej największym zmartwieniem. – Ściany próchnieją, zaczynają się obsypywać, to samo z belkami pod dachem. Zamarzająca zimą woda była utrapieniem. Pięć lat temu na ścianach położyłam płyty kartonowo-gipsowe. Okazuje się, że nie pomogły one w utrzymaniu temperatury. W czasie remontu ekipa poprawiała instalację hydrauliczną. Skończyło się to przeciekiem za płytkami, co przyczyniło się do gnicia dolnej belki domu – wylicza usterki leciwej chałupinki.
– Obawiam się o zdrowie rodziny w tych warunkach. Poprawiony dach już nie przecieka, ale nie wiem jak długo. Kolejne drewniane elementy wyginają się pod naporem cementowych dachówek. Jeden stopień przed domem też jest nie lada wyzwaniem. Podchodzimy do niego jak do ćwiczeń rehabilitacyjnych, brak nam tylko poręczy dla zabezpieczenia. Ale są dni, że jego pokonanie jest nie lada wyzwaniem, a mąż stoi długo i boi się, że nie podoła przejściu przez ten jeden stopień – opowiada pani Renata.
Ale tu pojawia się światło w tunelu. Wszystko za sprawą Wiesławy Sopel. – Bardzo długo nie wiedziałam, jak żyje Renata. Nigdy się nie spotykałyśmy u niej w domu. Gdy miesiąc temu zobaczyłam warunki w jakich żyje, byłam przerażona i powiedziałam: tak nie może być – opowiada.
Zgłosiła ją do Szlachetnej Paczki, a do pomocy włączyła szereg innych osób. Jedną z nich jest Paweł Górski, który przed rokiem pracował przy słynnym już domku pani Anieli. – Pan Paweł docieplił ścianę z zamarzającą wodą. Mam nadzieję, że możemy być spokojniejsi. Teraz jest cieplej, ale nie ciepło. Próchniejąca i wilgotna ściana przepuszcza chłód, który wkrada się w każdy zakamarek – mówi pani Renata.
– Wiesia nieustannie uświadamia mnie, że mamy szansę. Wierzy za mnie i dla mnie, ma dla nas zawsze dobre słowo i jest z nami sercem, słowem. Jej wsparcie jest dla mnie bezcenne, ona pomogła mi odzyskać wiarę w siebie i naszą przyszłość – opowiada.
– Ludzie są w szoku, że Renia potrzebuje pomocy, bo to ona pierwsza idzie z pomocą, kiedy komuś trzeba pomóc – mówi Marcin Piotrowski, który także dołączył do grupy.
To prawda. Po pani Renacie na pierwszy rzut nie widać przez co przeszła i jaką traumę w sobie kryje. Z pozoru to obrotna i pełna energii kobieta. – Dzięki przyjaciołom uczę się marzyć na nowo. Do tej pory marzenia bolały. Sama myśl o nich była nie do zniesienia, bo po co marzyć skoro to tylko mrzonki, skoro to nic nie daje, nie można po nic sięgnąć? Uczę się walczyć – powiedzieć o tym, że to ja potrzebuję pomocy. Dziękuję Wiesiu i Pawle, Ewo i Marcinie – mówi.
– Dla siebie bym nie walczyła, nie próbowała, ale chciałabym pokazać mężowi, że dla niego dam radę wywalczyć wszystko. Pokazać tym wszystkim, którzy się dziwili, że możemy iść razem do sklepu, którzy radzą mi go oddać do hospicjum czy Zakładu Opieki Leczniczej, że postawiłam go na nogi i że inni pomogą mi zrobić jeszcze więcej. Że jak tylko będę mogła, to będę innym przekazywać to, co dostałam, że na małej wsi też można o siebie zawalczyć, że ile razy się przewrócisz, tyle razy musisz wstać – pani Renata odzyskuje powoli wiarę w lepsze jutro.
– Dam radę dla rodziny – kończy naszą rozmowę.
***
Przyjaciele pani Renaty starają się o uruchomienie zbiórki na pomoc dla niej. Gdy tylko konto zostanie uruchomione, podamy je w Życiu Podkarpackim.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Pretty good post. I found your website perfect for my needs, bullet force
Pretty good post. I found your website perfect for my needs, bullet force
NIE DAJ ZAROBIĆ LEKARZOM - WOLNA-POLSKA.PL
YOUTUBE.COM - TOFUCKEN: THE VEGAN TURDUCKEN
Filling out the Walmart Customer Satisfaction Survey at will give you the chance to win one of the $ 750 Walmart shopping gift cards worth $ 1000, which are awarded in every period https://wmsurvey.club/walmart-survey/
Pretty good post. I found your website perfect for my needs, bullet force
Pretty good post. I found your website perfect for my needs, bullet force
NIE DAJ ZAROBIĆ LEKARZOM - WOLNA-POLSKA.PL