Tworzyć i spełniać swoje marzenia można w każdym wieku. Pani Joanna Staszkiewicz malować chciała od dziecka, jednak jej los tak się potoczył, że pasję zaczęła rozwijać dopiero po pięćdziesiątce. Marzenie z dzieciństwa w końcu sięurzeczywistniło.
Wszystko zaczęło się po powrocie z Włoch, gdzie pani Joanna pracowała jako opiekunka osób starszych. Dzieci opuściły dom rodzinny, mąż zmarł. – Sprzątać można tydzień, dwa, ale co później – wspomina pani Joanna. Uraz, którego doznała podczas pracy we Włoszech, uniemożliwił jej dalsze wyjazdy. Długie dnie spędzone samotnie w domu zaczęły przytłaczać. Pierwsze farby olejne dostała od znajomej zakonnicy. Początkowo malowanie było tylko[paywall] formą relaksu i sposobem na zabicie wolnego czasu. Talent Joanny Staszkiewicz zaczęli dostrzegać znajomi, zaproponowano jej udział w plenerze malarskim. Jednak ogromna skromność i brak wiary w swoje umiejętności nie pozwoliły jej wziąć udziału w tym wydarzeniu. Po roku dała się namówić.
– Na pierwszy plener poszłam bardzo onieśmielona, trafiłam tam na Tadzia Kmiotka, był komisarzem plenerów. Na miejscu dowiedziałam się wielu rzeczy, poznałam podstawy malowania, różne techniki, o których nie miałam pojęcia – opowiada pani Joanna.
Udział w plenerach w Dubiecku, ale także wyjazdowych, pozwolił jej podszkolić swój warsztat, poznać ciekawych ludzi, nabrać więcej pewności siebie. Chociaż nadal pozostaje bardzo skromną osobą, ma za sobą już jedną wystawę, która odbyła się w maju 2013 roku, w Domu Kresowym w Dubiecku. Jej obrazy wiszą nie tylko w domach okolicznych mieszkańców, zamawiają je u niej także Polacy mieszkający za granicą.
Miał jedynie bardzo małą i niewyraźną fotografię, która posłużyła za bazę twórczą. Wzruszenie, które zobaczyła w jego oczach na widok obrazu, było dla niej dużo więcej warte niż pieniądze.
– Nie poczuję się nigdy malarką, po prostu robię to, co kocham – stwierdza J. Staszkiewicz.
Swoje obrazy przekazuje na różnego rodzaju aukcje charytatywne odbywające się w regionie, ale – jak sama mówi – rzadko w nich uczestniczy. Według niej to, co tworzy, jest jeszcze za słabe. Patrząc na swój obraz, namalowany jakiś czas temu, zawsze dostrzega w nim wady. Jest bardzo skromną osobą, pasjonatką malarstwa z ogromnym talentem – tak mówią o niej znajomi.
– Jestem dumna z tego, że moje dzieci mają moje obrazy u siebie w domach, proszą o namalowanie czegoś dla przyjaciół, a idąc na komunię, mogę dać nie tylko symboliczną kopertę, ale także obraz namalowany od serca – wyznaje pani Joanna. –Jestem typem człowieka, który nie usiedzi spokojnie, potrzebuje zajęcia, a malowanie jest dla mnie odskocznią od rzeczywistości – dodaje.
Marzeniem J. Staszkiewicz jest namalowanie czegoś, co będzie według niej idealne, ale na razie jest zbyt krytyczna wobec siebie i swoich prac, które na aukcjach osiągają wysokie kwoty.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze