O ofiarach na krańcach świata media informują każdego dnia. Późniejsze reakcje to najczęściej obojętność, albo chwila mobilizacji i zbiórka pieniędzy. O świecie, którego nie zobaczymy w mediach, miejscach bezosobowego zła i o tym, że problem głodu, wojny i cierpienia nie zna granic mówiła Janina Ochojska w piątek, 8 kwietnia, w Bibliotece Publicznej w Lubaczowie.
– Rozdawanie żywności w Afryce kompletnie nie ma sensu. Rozdawanie żywności ma jedynie sens w przypadku katastrofy naturalnej albo wojny, gdy nie ma możliwości bezpiecznej produkcji, a ludzie chwilowo są całkowicie skazani na pomoc z zewnątrz. W Syrii ludzie umierają z głodu, bo nie dociera do nich pomoc humanitarna przez blokady wojska – założycielka Polskiej Akcji Humanitarnej na przykładach problemów wojny w Syrii i Somalii, suszy i głodu w Sudanie Południowym i trzęsienia ziemi w Nepalu wyjaśniła zasady działania pomocy humanitarnej.
PAH reaguje w trzech przypadkach – wojna, katastrofy naturalne i długotrwałe ubóstwo. Człowiek zmuszony do codziennej walki o dostęp do wody i jedzenia nie myśli o rozwoju, tylko o przeżyciu. Dopiero później o higienie, zdrowiu i szkole dla dzieci. Dla ofiary długotrwałego ubóstwa każdy dzień to wyzwanie. Głównym zadaniem akcji humanitarnej jest zmienić życie, uniezależnić od pomocy i stworzyć warunki, by społeczność rozwijała się samodzielnie.
Na przykładzie trzęsienia ziemi w Nepalu założycielka PAH opowiedziała o pracy ludzi. O potrzebie szybkiej organizacji, odwagi i sprawnego działania. Jak osoby z PAH radzą sobie w kryzysowych i niebezpiecznych sytuacjach, wielokrotnie ostrzeliwani albo skazani na kataklizmy? Ich zadanie to umiejętne kontakty z ludźmi i bardzo trudna praca w stresie, gdzie o śnie nie ma mowy.
Działaczka poruszyła również kwestię środków masowego przekazu. Jak ważne jest zainteresowanie mediów. Z reguły Polacy bardzo chętnie pomagają, gdy media nagłaśniają katastrofę, jednak o efektach pracy już mało kto wie. Janina Ochojska, zapytana o początki, mówiła, jak fakt niepełnosprawności wpłynął na wybór drogi. O pierwszym zetknięciu z organizacją humanitarną we Francji, zgłoszeniu na wolontariat i fascynacji płynącej z niesienia pomocy. O dość kontrowersyjnej kwestii – czy pomagać Polsce czy poza Polską, powiedziała: – Dla nas nie ma granic. My patrzymy na problem.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze