Władysław, Waldemar i Wojciech to przedstawiciele trzech pokoleń tworzących Zakład elektromechaniczny W. Łania w Gniewczynie Trynieckiej. Istniejąca od prawie 50 lat firma jest pierwszą w Polsce i prawdopodobnie na świecie, która zapoczątkowała stosowanie silników liniowych do dzwonów. Nowatorska praca ma swoje korzenie jeszcze w czwartym pokoleniu i została zapoczątkowana przez wielki talent Franciszka Łani.
– Wszystko zaczęło się od mojego ojca, Franciszka, który robił zegary wieżowe. W naszej parafii w Świętoniowej o wschodzie słońca, w południe i o zachodzie słońca kościelny dzwonił na Anioł Pański. Zastanawiano się, jak sprawić, aby nie musiał przychodzić, lecz żeby to zegar uruchamiał dzwonienie. Ojciec przystosował ten dzwon tak, aby każdego dnia dzwonił o innej godzinie (podczas wschodu i zachodu słońca). Nie miał do tego żadnych urządzeń, wszystko wykonywał ręcznie. Nad tym pierwszym zegarem pracował prawie 7 lat. Ojciec miał ogromne zdolności, które[paywall] w części przekazał mnie – opowiada Władysław Łania z Przeworska. – Pracując na WSK, w latach 70. jeździłem po różnych wystawach przemysłowych. W Lipsku pierwszy raz w życiu zobaczyłem silnik liniowy i od razu przyszła mi myśl twórcza, że on doskonale nadaje się do dzwonów. Ja ciągle jeszcze pracowałem w Mielcu, dlatego powiedziałem bratu, jak zrobić elementy do napędu. On, pod moim nadzorem i przy mojej pomocy, zrobił napędy na silnikach liniowych pierwsze w Polsce i chyba na świecie, bo nigdzie takich silników nie stosowano do dzwonów – kontynuuje 86-letni Władysław Łania.
Pierwszy dzwon, który powstał na podstawie silnika liniowego, znajduje się w kościele Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Świętoniowej.
– Moim pomysłem było zastosowanie tego liniowego silnika do napędu dzwonów. Dotychczas robiono różne napędy, ale inną metodą. Prototypy takich silników produkowano do celów górniczych, ale po sprawdzeniu zasady ich działania okazało się, że doskonale nadają się do dzwonów – mówi pan Władysław.
Dzwony, które trafiają do zakładu w Gniewczynie, pochodzą nie tylko z całej Polski, ale i z zagranicy. Efekty pracy widoczne są od jednego koła podbiegunowego po drugie, od Kraju Krasnojarskiego w Rosji do Lulei w Szwecji. Zakład zajmuje się również m.in. zegarami wieżowymi, kurantami (granie lub imitacja dzwonów drogą elektroniczną) i automatycznym zasłanianiem obrazów.
– W tej branży trzeba cały czas coś udoskonalać i znać nowinki techniczne, aby iść z postępem. Tato pracował w biurze konstrukcyjnym, dlatego ma ciągle nowe pomysły, aby coś zmieniać i ulepszać. Cały świat dopiero od niedawna wchodzi w te silniki liniowe, ponieważ ich nie znał. Prawdopodobnie podpatrzyli to w Polsce – podkreśla pan Waldemar.
Od około siedmiu lat w rodzinnej firmie pomaga również Wojciech. Przedstawiciel najmłodszego pokolenia zajmuje się głównie kontaktami z klientami i sprawami marketingowymi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze