Reklama

Odszedł Jan Jawornicki. Honorowy przemyślanin

10/12/2018 18:00

Honorowy Obywatel Przemyśla, wyróżniony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, społecznik, artysta, a w dzieciństwie cudownie uzdrowiony przez Matkę Bożą Kalwaryjską. W minionym tygodniu zmarł Jan Jawornicki. Miał 91 lat.


fot.Paweł Bugira
Jan Jawornicki w swojej pracowni w piwnicy bloku.

Jan Jawornicki urodził się 5 lipca 1927 r. w Dobromilu (obecna Ukraina). Stamtąd – jako dziecko – przeprowadził się do Przemyśla. Tu zastała go wojna. Aby uniknąć wywiezienia do pracy przymusowej, znalazł zatrudnienie w niemieckich magazynach, które znajdowały się na terenie obecnej  bocznicy kolejowej i hali sportowej przy ul. Mickiewicza.

Po wojnie pracował jako nauczyciel w [paywall]przemyskich szkołach podstawowych. Uczył wielu współcześnie znanych mieszkańców miasta, m.in.: prof. dr. hab. Marka Bojarskiego, byłego rektora Uniwersytetu Wrocławskiego. Sytuacja materialna zmusiła go jednak do zmiany zawodu i w 1957 r. rozpoczął pracę w Polskich Kolejach Państwowych. Na różnych stanowiskach w tej firmie spędził 25 lat. W 1982 r. przeszedł na emeryturę.

Reklama

Harcerz

Był szczególnie związany z harcerstwem. Zaangażował się w tę działalność w 1944 r., a w 1956 r. udało mu się reaktywować Drużynę Harcerską im. Bohaterów Monte Cassino, którą opiekował się przez blisko siedem lat. Aktywnie działał również w Komendzie Hufca ZHP w Przemyślu, w komisjach: rewizyjnej, stopni i odznaczeń. Dwukrotnie został wiceprzemyślaninem roku tygodnika Życie Przemyskie (w 1974 i 1976 r.).

Angażował się również jako społecznik oraz artysta. Jego szczególną pasją było projektowanie sztandarów, których wykonał ponad 50. Malował, ale najbardziej charakterystyczną jego twórczością było tworzenie z blachy najrozmaitszych przedmiotów. Ma w swoim dorobku mnóstwo tablic, proporczyków, orzełków i wizerunków Matki Bożej. Te ostatnie miały dla niego szczególne znaczenie, bo – jak twierdził – Maryja uzdrowiła go z ciężkiej choroby.

Reklama

Uzdrowiony

Gdy miał 10 lat, w maju 1937 r. dotknęła go nagła i niczym niewyjaśniona choroba. – Niespodziewanie w czasie zabawy doznałem paraliżu prawej strony ciała – opowiadał pan Jan na naszych łamach w 2011 r. Nikt nie potrafił mu pomóc.

W sierpniu 1938 r. razem z rodziną udał się na pielgrzymkę na Wielki Odpust Kalwaryjski do Kalwarii Pacławskiej. – Ja byłem bardzo wątły. Ojciec wziął mnie na ręce i przedostał się do samej figury. Strażnicy nie chcieli go przepuścić, ale jak zobaczyli mnie, to się zgodzili. Ojciec podał mnie jednej z tych dziewczyn, a ta podniosła mnie do Matki Bożej i przetarła welonem po mojej chorej ręce. To był moment, jakbym włożył rękę do kontaktu. Zatrzęsło mną i o mało co nie wypadłem jej z rąk. W jednej chwili odzyskałem pełną sprawność. I to wszystko na oczach setek tysięcy ludzi. Nigdy tego nie zapomnę – mimo że od tamtej chwili minęło ponad 70 lat, pan Jan nadal nie ukrywał wzruszenia na wspomnienie tego dnia.

Jego zdaniem Matce Bożej zawdzięcza nie tylko uzdrowienie, ale również szczególny talent plastyczny i rzeźbiarski.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Tadeusz - niezalogowany 2018-12-10 20:32:46

    Całym ciałem i duszą kochał Przemyśl a czynem wiele dla niego zrobił.Jestem pełen podziwu.A jednocześnie smutno mi,że już się z nami pożegnał.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Jotes - niezalogowany 2018-12-10 22:05:04

    Jesteście filią Radia Maryja?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    lolek - niezalogowany 2018-12-11 10:57:52

    ŚPIESZMY SIĘksiądz JanTwardowskiŚpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy tylko to co nieważne jak krowa się wlecze najważniejsze tak prędkie że nagle się staje potem cisza normalna więc całkiem nieznośna jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy kiedy myślimy o kimś zostając bez niego. Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście przychodzi jednocześnie jak patos i humor jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon żeby widzieć naprawdę zamykają oczy chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć kochamy wciąż za mało i stale za późno Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza. 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama