Mija już sześć lat od pierwszego zgłoszenia mieszkańców kilku przygranicznych miejscowości w gminach Przemyśl i Medyka o zatruwaniu im życia. Przez dławiący dym i smród, który niczym słynna mgła z opowiadania Stephena Kinga, wdziera się wszędzie. Na szczęście w tych oparach nikt (w opowiadaniu: tajemnicze istoty) na nikogo (w opowiadaniu: na ludzi) nie poluje, ale jak potrafi być to uciążliwe, nikogo przekonywać nie trzeba.
Wystarczy, aby tuż obok czyjegoś okna, ktoś rozpalił ognisko. A w nim „utylizował” np. styropian, plastikowe butelki, zużyte opony itd. Przyjemnie? Z miejsca klient, który odważył się na takie ryzykowne przedsięwzięcie, ma na głowie strażników miejskich lub policjantów. Smród jest nieznośny.
Takich „cymesów” doświadczają systematycznie od kilku lat, dwa razy do roku, bezradni mieszkańcy: Stanisławczyka, Rożubowic, Jaksmanic, Łuczyc, Malhowic, Siedlisk czy Medyki. W tej pierwszej miejscowości byłem dwa razy. Pierwszy sygnał od pani sołtys Krystyny Gołębiowskiej otrzymałem jeszcze w 2016 roku. – Proszę szybko przyjechać, śmierdzi niemiłosiernie – powiedziała. Nie zdążyłem za pierwszym razem. Wiatr „wygonił” smród. Ale przy drugim sygnale się udało. Współczułem (i współczuję) tym ludziom. To dramat. Zapytałem, czy w tym samym czasie poprosili o przyjazd kogoś z ochrony środowiska. Poprosili, ale ten ktoś przyjechał z fachowym oprzyrządowaniem po kilku dniach. Kiedy nie śmierdziało. Kiedy nie było wiatru, który przygania tam fetor tuż zza granicy z Ukrainą. Żart.
Bo że choćby w okolicach Cykowa palą na potęgę, ile wlezie na stos, jest pewne. Wiedzą o tym doskonale pogranicznicy, ale co się będą wychylać? Nie rozumiem, dlaczego od sześciu lat tych ludzi traktuje się mową-trawą. Bezsensowną gadaniną. Paplaniną słów bez pokrycia. Oby przetrwać wrzesień i październik... Potem – uff, udało się! Nie będą się naprzykrzać przez kolejnych kilka miesięcy. Dlaczego polskie państwo jest w tej sytuacji kompletnie bezradne? Minister klimatu Michał Kurtyka odpowiedział posłance z Jarosławia, wiceminister w Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej Annie Schmidt, że co prawda wojewoda podkarpacki Ewa Leniart zwróciła się do konsula generalnego Polski we Lwowie z tym problemem, ale organy Inspekcji Ochrony Środowiska nie mają na razie informacji na temat działań podejmowanych przez pana konsula. To może warto zmobilizować podwładnych i wreszcie tym się zainteresować?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze