Rozmowa ze Stanisławą Penkowską, najstarszą fryzjerką męską w Przemyślu.

Pani Stanisławo, w którym roku i w jakim zakładzie fryzjerskim zaczęła Pani pracę?
– W 1965, przy ulicy 3 Maja, naprzeciw jednostki wojskowej działał Spółdzielczy Zakład Fryzjerski. Tam rozpoczęłam trzyletnią praktykę.
Ile miała Pani wtedy lat?
– Szesnaście.
Dlaczego zdecydowała się Pani zostać fryzjerką męską?
– Tak naprawdę, to chciałam być fryzjerką damską, ale w tamtym czasie spółdzielnia decydowała, kto i na jakim stanowisku ma pracować. Wszystkie miejsca na działach damskich były już zajęte i prezes spółdzielni powiedział mi: spróbuj na dziale męskim. I tak już zostało, trwam w tym od 60 lat. Wtedy byłam jedyną kobietą w Przemyślu strzygącą mężczyzn.
Jak wspomina Pani swój pierwszy dzień w pracy? Pamięta Pani swojego pierwszego klienta?
– Klienta pamiętam, ale tak jak wspominałam, na początku praktyki nie strzygłam od razu. Przez pierwsze trzy lata uczyłam się fryzjerskiego fachu. Przyglądałam się pracy kolegów fryzjerów i stopniowo – próbowałam troszkę maszynką, troszkę nożycami. Najpierw musiałam dobrze rękę wypracować do nożyczek.
Czy w latach sześćdziesiątych dysponowała Pani tylko nożyczkami, grzebieniem i brzytwą?
– Maszynki elektryczne już były, ale brzytwy używałam też. Chociaż najczęściej korzystało się z nożyczek i grzebienia.
Mężczyźni zamawiali oprócz strzyżenia także golenie. Goliła Pani brzytwą?
– Tak. Mężczyźni bardzo często zamawiali strzyżenie z goleniem.
Potrafiła Pani ostrzyć brzytwę?
– Tak. Każdego poniedziałku do moich obowiązków należało naostrzenie dziesięciu brzytew.
Pewnie wszyscy starsi mężczyźni pamiętają charakterystyczny zapach wody kolońskiej. Pamięta Pani nazwy tych perfum? Która była używana najczęściej?
– Przemysławka, taka fryzjerska woda pachnąca.
Jak zmieniały się mody, uczesania, fryzury przez te lata Pani pracy? Czy miała Pani swoją ulubioną fryzurę? Jakie nosiły nazwy?
– Strzygło się na grzybka, na małpkę, czyli z tyłu głowy włosy zostawiało się dłuższe, a u góry głowy krótsze. W latach sześćdziesiątych raczej obowiązywały krótkie fryzury, ale mody się zmieniały.
Fryzjer to jeden z takich zawodów, który opiera się na rozmowie. Klienci czasem lubią pogadać, poplotkować, poopowiadać anegdoty. Czy utkwiła Pani jakaś historia, wydarzenie, które pamięta Pani do dzisiaj? Może strzygła Pani jakąś wyjątkową osobę?
– Klienci są różni. Jedni chcą porozmawiać, inni wolą pomilczeć. W zależności od charakteru. Jedna sytuacja utkwiła mi mocno w pamięci. Strzygłam mężczyznę, któremu zmarła żona. Siedział w fotelu, ja go strzygłam, a on opowiadał o żonie i płakał. Ale najczęściej rozmowy dotyczą lekkich, życiowych spraw. Często są to wesołe anegdoty, żarty. A z ciekawych historii to przypomina mi się jedna. W latach sześćdziesiątych musieliśmy w trzy dni ostrzyc z kolegą siedmiuset rekrutów w jednostce. I wywiązaliśmy się z zadania.
To chyba pobiliście rekord Guinnessa?
– Nie wiem, czy już wtedy odnotowywano takie rekordy, ale napracowaliśmy się bardzo.
Salon Fryzjerski przy ulicy Grunwaldzkiej 3a w Przemyślu to jedno z miejsc kultowych na mapie rzemieślniczej miasta. Sami Państwo podkreślają: że jak ktoś chce zobaczyć wystrój oddający klimat dawnych dziesięcioleci, to koniecznie musi was odwiedzić. Jest Pani jedyną kobietą w zespole. Jak się Pani pracuje z kolegami?
– Bardzo dobrze. Od dwudziestu ośmiu lat w zakładzie pracuje także mój syn Sebastian, od ponad trzydziestu Wiesław Giżyński i Krzysztof Hołowieńko. Dział męski składa się z czterech osób, a w dziale damskim pracuje nasza koleżanka Maria Parszywka.

Salon Fryzjerski przy ulicy Grunwaldziej 3a w Przemyślu to jedno z miejsc kultowych na mapie rzemieślniczej miasta.
Strzyże Pani w tej chwili swojego syna. Jak ocenia Pan umiejętności fryzjerskie swojej mamy w skali od jeden do dziesięć?
Sebastian Penkowski (w Salonie Fryzjerskim przy Grunwaldzkiej 3a od 26 lat): – Oczywiście na dziesięć. Od mamy uczyłem się fachu, wiele jej zawdzięczam. Bardzo mi w życiu pomogła.
Krzysztof Hołowieńko (w Salonie Fryzjerskim przy Grunwladziej 3a od 35 lat): – Pani Stasia jest świetną koleżanką. Zawsze pogodna i gotowa do pomocy. Bardzo ją lubię i cenię.

Pani Stasia w towarzystwie kolegów z pracy: syna Sebastiana i Krzysztofa Hołowieńki.
Jak długo zamierza Pani pracować?
– Dopóki pozwoli zdrowie. Co bym robiła w domu? Rozwiązywała krzyżówki?
Przenieśmy się w czasie. Gdyby Pani miała ponownie decydować o swojej drodze zawodowej, czy wybrałaby Pani zawód fryzjerki męskiej?
– Tak. Zawsze marzyłam, aby zostać fryzjerką. Wybrałabym tak samo. Skoro to pytanie kończy naszą rozmowę, to bardzo chciałabym podziękować naszym klientom za to, że od wielu lat do nas przychodzą. Zapraszam nowych.
Rozmawiał Artur Wilgucki
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze