Reklama

Pat w kwestii połączeń do Sanoka. „Białe plamy” komunikacyjne zmorą mieszkańców

– Uszczuplona do jednego kursu w tygodniu siatka połączeń na linii Przemyśl – Sanok sprawia, że taka osoba jak ja, a więc niezmotoryzowana, praktycznie jest pozbawiona szans na dostanie się tam transportem publicznym. Kiedyś połączenia były regularne, dziś nikomu się nie opłaca. Nawet w sezonie – alarmuje Czytelniczka, prosząc o przyjrzenie się sprawie. Szefostwo przemyskiego PKS-u szans na zmianę sytuacji nie widzi, powołując się na względy ekonomiczne. Cień nadziei pozostawia komentarz władz PKS Jarosław, jednak o uruchomienie połączeń z samego Przemyśla może być trudno.

– Jestem osobą na emeryturze i niestety nie mam prawa jazdy ani samochodu. A to sprawia, że szanse na dostanie się do Sanoka transportem publicznym mam niewielkie. Od 2 lat z okładem nie ma w tamtą stronę stałych połączeń PKS. Kurs z przemyskiego dworca możliwy jest raz w tygodniu. Realizuje go firma przewozowa FlixBus, w sobotę rano, nie dając możliwości powrotu tego samego dnia. Co ciekawe niespecjalnie tym terenem zainteresowani są także inni przewoźnicy. I to nawet w sezonie. Nikomu się nie opłaca. Pytanie, czy ignorowanie potrzeb wykluczonej komunikacyjnie części społeczeństwa jeszcze bardziej nie pogłębia obecnego kryzysu transportu publicznego? – stawia tezę mieszkanka Przemyśla. Z problemem zwróciliśmy się do szefostwa przemyskiego PKS, gdzie usłyszeliśmy potwierdzenie tego, o czym informowała Czytelniczka.

Tomasz Sus, prezes Zarządu Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej sp. z o.o. w Przemyślu nie pozostawia złudzeń: – Zadecydowała ekonomia. Faktycznie kiedyś takie połączenia funkcjonowały, ale zawiesiliśmy je ze względu na nierentowność. W tamtym kierunku jeździmy najdalej do Kuźminy. Z Kuźminy do Sanoka jest około 20 kilometrów. Na tym odcinku trafiały się często[paywall] ze 2 – 3 osoby, a koszt takiego kursu jest horrendalny w porównaniu do zarobku, jaki przynosi. Nie jesteśmy przewoźnikiem państwowym, tylko prywatnym i nikt nam nie dopłaca do kursów, więc nie możemy strzelać sobie w kolano. Z Przemyśla do Sanoka mamy ponad 70 km w jedną stronę. Do tego trzeba doliczyć 70 km w kierunku powrotnym, co generuje nam koszty dochodzące do 1 tysiąca złotych. Biorąc pod uwagę, że wieziemy 3 osoby, ze sprzedaży biletów jesteśmy w stanie pozyskać góra 60 – 70 złotych. Ceny też nie mogą być nie wiadomo jak wywindowane. To się po prostu nie kalkuluje. Byłem niedawno na spotkaniu poświęconym m.in. połączeniom bieszczadzkim. Dobrze by było, by funkcjonowały szczególnie w sezonie. Jednak nawet duzi przewoźnicy, którzy są w stanie rekompensować sobie straty na innych kierunkach, oferują obecnie połączenie do Sanoka raz w tygodniu. To trasa, która nie przynosi dochodów. Być może w tej kwestii musiałyby się porozumieć powiaty, na przykład przemyski, jarosławski i sanocki, by wspólnie zawalczyć o dofinansowanie z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych. W interesie tego ostatniego, jak i całych Bieszczadów jest, żeby ludzie stąd do nich przyjeżdżali.

Reklama

Nie całkiem przegrana sprawa?

Zapytaliśmy także władze spółki Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej w Jarosławiu, czy w związku z planami rozwojowymi mają w perspektywie uruchomienie połączenia do Sanoka (wcześniej spółka obsługiwała połączenia do Ustrzyk Dolnych). – Rzeczywiście zastanawiamy się, jak powrócić na trasy sprzed pandemii, która, kolokwialnie mówiąc, wycięła wiele kursów. Ludzie się jednak odzwyczaili i przerzucili na transport własny albo inne rozwiązania. Jako zarządzający spółką cały czas szukam możliwości zwiększenia jej przychodów, więc jest to temat do rozważenia. Uruchomienie połączenia Przemyśl – Sanok może być trudne, natomiast ja ze swojej strony na pewno będę dążył do tego, żeby uskutecznić komunikację w Bieszczady z naszego terenu. Uważam, że najpierw trzeba ludziom stworzyć możliwość korzystania z połączenia, a potem próbować je materializować w postaci zysków. To wymaga podjęcia pewnego ryzyka biznesowego. Przy odpowiedniej zachęcie jest szansa, że mieszkańcy z takiej opcji skorzystają. Inaczej tworzy się błędne koło: my nie wozimy, bo nie ma kto jeździć, ludzie nie jeżdżą, bo nie ma kto wozić. Ktoś musi zrobić ten pierwszy krok. I taki będziemy chcieli podjąć, ale raczej uruchamiając połączenia z naszego regionu, czyli Jarosławia lub Lubaczowa. Natomiast jeśli się to rozwinie we właściwym kierunku, to nie wykluczam też Przemyśla – skomentował prezes PKS Jarosław Grzegorz Jedynak.


ug
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości