Reklama

Pat w sprawie ulicy Obozowej. – Nielegalne wysypisko, barszcz Sosnowskiego i chorujące drzewa muszą zniknąć – alarmują mieszkańcy [ZDJĘCIA]

O jednym z problemów mieszkańców ulicy Obozowej, jakim jest barszcz Sosnowskiego, rosnący na przydrożnej działce, pisaliśmy jeszcze w 2016 roku. Mimo, że minęło 7 lat, niebezpieczna dla ludzi roślina nadal stanowi zagrożenie. Mieszkańcom Obozowej nie brakuje też innych zmartwień. To uschnięte przydrożne jesiony oraz nielegalne wysypisko odpadów, na którym można znaleźć niemal wszystko, z miską WC włącznie.

Tematem zainteresował redakcję mieszkający przy ulicy Obozowej Andrzej Kazimierz. Boli go to, że takie sprawy ciągną się latami i nic nie zmienia się na lepsze. Kiedy przyjeżdżamy na jego posesję, pokazuje stos pism, które uzbierał, odkąd zaczął monitować poszczególne jednostki miejskie, prosząc o podjecie działań. Jedna ze spraw trafiła nawet na biurko wojewody podkarpackiego. Efektu w postaci rozwiązania problemów nadal nie ma. Palący temat to zadaniem pana Andrzeja przydrożne jesiony rosnące przy Obozowej. – Nie tak dawno jedno z takich drzew, jak te, poleciało na kamienicę przy przemyskim parku. Czy mamy czekać na to, żeby podobna sytuacja wydarzyła się u nas? Część drzew ciągnących się wzdłuż Obozowej jest uschniętych. Gołym okiem widać, że chorują. Widoczne są spróchnienia pni oraz korzeni. Jak polecą, to centralnie na drogę. Przy większym wietrze na jezdnię opadają z nich suche, sporych rozmiarów gałęzie. Taka sytuacja miała miejsce pod koniec maja. Wzywana była straż pożarna. Strach pomyśleć, co będzie, jeśli powalone zostanie całe drzewo – mówi.

Pismo z prośbą o podjęcie działań skierował do prezydenta miasta, a ten przekazał sprawę do rozpoznania Zarządowi Dróg Miejskich. Z odpowiedzi, jaka wpłynęła, wynika[paywall] jednak, że stanowiące zagrożenie przydrożne drzewa przy Obozowej rosną poza pasem drogowym – na terenie prywatnej nieruchomości i to obowiązkiem jej właściciela jest utrzymanie ich we właściwym stanie. Jak wyjaśnił w piśmie zwrotnym dyrektor ZDM Jacek Cielecki, instytucja, którą kieruje, zwróciła się pisemnie do właściciela nieruchomości (którym jest prywatna firmą z siedzibą poza Przemyślem) z monitem o usunięcie wspomnianych drzew. Te jednak nadal rosną.

Reklama

– Na tej działce planowana była kiedyś budowa hipermarketu, ale nigdy nie powstał. Teren stoi pusty. Nikogo nie można się doprosić o zadbanie o niego – narzeka mieszkaniec, dziwiąc się, że miasto w takiej sytuacji jest bezradne.

Po nitce do kłębka

Do tematu prywatnej działki, będącej własnością rzeczonej już firmy, jak po nitce do kłębka prowadzi też inny problem, z którym mieszkający tu zmagają się od kilku lat. To wspomniany już barszcz Sosnowskiego. Ten rośnie przy drodze – na tej samej działce prywatnej – i stanowi zagrożenie dla chodzących poboczem. – Tędy w roku szkolnym chodzą dzieci. Niech któremuś przyjdzie do głowy zrobić dwa kroki głębiej i zahaczy nogą o tę roślinę. Konsekwencje mogą być poważne. Mimo że niepozorna i niewzbudzająca podejrzeń, może być przyczyną groźnego w skutkach poparzenia. Jak to możliwe, że sprawa od tak długiego czasu tkwi w martwym punkcie? – dziwi się A. Kazimierz. W terenie pokazuje dorodne kępy rośliny, które nieświadomym zagrożenia rzeczywiście mogą wydawać się zwykłym przydrożnym chwastem.

Reklama

– Zastanawiająca jest niemoc instytucji w tej sprawie – konkluduje nasz rozmówca. Na stosik korespondencji z urzędami dorzuca kolejne pismo, tym razem dotyczące dzikiego wysypiska śmieci przy Obozowej, które funkcjonuje tam od kilkunastu lat. Góra odpadów, wśród których można znaleźć między innymi te budowlane, śmierdzi i szpeci otoczenie. Tą sprawą również próbował zainteresować władze miasta, a następnie wojewodę. Z Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie do magistratu wpłynęło w maju tego roku pismo, w którym przypomniano władzom miasta, że utrzymanie czystości i porządku w gminach należy do zadań własnych gminy, tak samo jak nadzorowanie gospodarowania odpadami komunalnymi. Samorząd województwa nadmienił w owym piśmie, że posiadacz odpadów winien niezwłocznie usunąć je z miejsca nieprzeznaczonego do ich składowania, a jeśli tego nie robi, zgodnie z art. 26 ust. 2 Ustawy o odpadach, prezydent miasta w drodze decyzji winien nakazać mu ich usunięcie.

Nikt nie jest zainteresowany, by swój teren nadzorować

Reklama

W powyższych sprawach skontaktowaliśmy się z komendantem Straży Miejskiej w Przemyślu Janem Geneją. Sprawa dzikiego wysypiska i barszczu Sosnowskiego przy Obozowej jest mu dobrze znana. – Teren, o którym mowa, jest terenem prywatnym, należącym do spółki, która siedzibę ma w Rzeszowie. Już kilkukrotnie wobec właściciela tego terenu kierowaliśmy sprawę do sądu. Kilka spraw zostało zakończonych wyrokami, a nadal jest, jak jest. Ażeby dzikie wysypisko śmieci mogło być zutylizowane przez miasto, musiałoby zagrażać w jakiś sposób środowisku. Wówczas można by próbować je usunąć na koszt właściciela terenu. Jednak w przypadku tego wysypiska, o którym mowa, do tej pory nie zachodziła taka możliwość. Jako straż miejska możemy jedynie wymuszać na właścicielu jakąś reakcję, kierując sprawy do sądu – wyjaśnia J. Geneja. – Jest to teren ogólnodostępny. Tak naprawdę podrzucanie śmieci na teren prywatny może być ścigane z powództwa cywilnego przez tę osobę, która jest jego właścicielem. To ona powinna pilnować, żeby jej gruntu nie zaśmiecać. Jako organ miejski nie możemy tego ścigać z urzędu. Tu mamy patową sytuację, bo wspomniana firma była parę razy w upadłości. Prowadziliśmy korespondencję z syndykiem, ale nikt nie jest zainteresowany, by swój teren nadzorować – dodaje.

– Jeśli chodzi o barszcz Sosnowskiego, także rosnący na terenie wspomnianej firmy, powinien być zutylizowany, choć oczywiście będzie się odradzał. Sam barszcz jest niebezpieczny w czasie kwitnienia, na przełomie czerwca i lipca. Wiele razy ogradzaliśmy tamten teren, wywieszając informację, że jest to obszar niebezpieczny, ale jest to jedynie półśrodek – odnosi się do drugiego problemu komendant Straży Miejskiej w Przemyślu.

Reklama

Działania w związku z barszczem Sosnowskiego, mające na celu zobligowanie właściciela terenu do usunięcia go, były podejmowane przez Wydział Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska. – Próbowaliśmy wzywać stronę do usunięcia rośliny, wysłaliśmy też zawiadomienie na policję o możliwości popełnienia wykroczenia z Ustawy o ochronie przyrody. Nie dopatrzono się jednak znamion wykroczenia. W związku z tym nie możemy wejść na prywatny teren, o czym przez wspomnianą firmę, która nie widzi problemu, zostaliśmy zresztą poinformowani. Jeśli chodzi o wysypisko śmieci, wspomniana firma również otrzymała ileś już mandatów w wyniku wniosków kierowanych do sądu. Kary finansowe nie zobligowały jednak właściciela do reakcji – informuje naczelnik wspomnianej jednostki UM w Przemyślu Karol Wilk.

Pat w sprawie Obozowej nadal trwa. Pytanie, jak długo mieszkańcom wystarczy jeszcze cierpliwości?
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości