Reklama

Pielęgniarka zwolniona za zwolnienia chorobowe

25/01/2018 19:00

„Proszę mnie nie przekreślać tylko dlatego, że podupadłam na zdrowiu. Chcę udowodnić, że jestem wartościowym pracownikiem, na którym można polegać” – apelowała Aldona Walczuk do dyrektora Wojewódzkiego Szpitala im. św. o. Pio w Przemyślu. Kobieta została zwolniona z pracy ze względu na długie, kilkukrotne absencje chorobowe.

Problemy zdrowotne pani Aldony pojawiły się w 2014 r. – Zaczęły się trudności z chodzeniem, z kręgosłupem i bólami. Okazało się, że mam przepuklinę krzyżowo-lędźwiową[paywall] i trzeba ją usunąć – opowiada. Zabieg przeprowadzono w 2015 r. Jeszcze przed nim kobieta poszła na zwolnienie chorobowe. Trwało 182 dni. Potem przez trzy miesiące była na świadczeniu rehabilitacyjnym. W tym samym roku przeszła też operację usunięcia zakrzepicy w lewej nodze. Do pracy wróciła w 2016 r.

 

Trzy kolejne operacje

W 2017 r. problemy zdrowotne wróciły. Konieczne były trzy kolejne operacje. Do tego wszystkiego doszła bardzo ciężka sytuacja rodzinna. Z poważnymi chorobami zmaga się matka pani Aldony i jej ojczym. – Do tego doszły potężne problemy z synem – mówi. – Cały czas byłam w stresie – dodaje. To wszystko przyczyniło się do depresji. W sumie w minionym roku A. Walczuk była na zwolnieniu przez 185 dni. W końcu w sierpniu mogła wrócić do pracy. – Miałam zaświadczenie od swojej pani doktor, że mogę pracować, miałam też zaświadczenie od orzecznika – mówi.

Reklama

Po dwóch tygodniach od powrotu – 12 września ub.r. – otrzymała na piśmie wypowiedzenie umowy o pracę. W uzasadnieniu napisano, że jest ono spowodowane długotrwałymi i powtarzającymi się nieobecnościami w pracy, wynikającymi z absencji chorobowej. Dyrekcja stwierdziła, że w ten sposób pani Aldona dezorganizuje pracę swojego oddziału, a taka sytuacja wymusza powierzenie jej obowiązków innym pracownikom, co z kolei wpływa na koszty ponoszone przez pracodawcę.

– To wszystko nieprawda, bo pracodawca nikogo w moje miejsce nie zatrudnił – podkreśla A. Walczuk. – W czasie, gdy w 2017 roku byłam na chorobowym, miałam trzy razy kontrole z zakładu pracy i jedną w ZUS-ie na polecenie pracodawcy. Nie wykazały niczego nieprawidłowego – zaznacza.

Reklama

Kobieta tłumaczy, że otrzymała stopień niepełnosprawności i z tego względu miała nieco inny system pracy – chodziła tylko na dniówki i pracowała 7 godzin dziennie. Tym samym – jak twierdzi – nie było konieczności organizowania w jej miejsce zamiany i jej grafik nie kolidował z pracą, bądź urlopami innych pracowników.

 

Byłam dobrym pracownikiem

2 października złożyła odwołanie do sądu pracy. Natomiast tuż po otrzymaniu wypowiedzenia skierowała do dyrektora pisemną prośbę do dyrektora szpitala o pozostawienie jej w pracy. Powtórzyła ją w listopadzie. Oba pisma – jak twierdzi – pozostały bez żadnej odpowiedzi. 

Reklama

– Jestem jedynym żywicielem rodziny. Mam córkę na studiach i syna w szkole. Prosiłam, żeby dać mi szansę i nie wyrzucać mnie tylko dlatego, że się pochorowałam – mówi A. Walczuk.

Pani Aldona w szpitalu pracowała od 2003 r. Pierwsze 6 lat spędziła na oddziale pulmonologicznym, a kolejne na neonatologii. – Nigdy nie było zastrzeżeń do mojej pracy, nie miałam nagan albo upomnień. Moje karty opinii pracy są dobre i bardzo dobre. Nie miałam większych problemów. Zawsze starałam się współpracować w zespole najlepiej, jak tylko potrafiłam – mówi.

Reklama

– Wiem, że ze względu na depresję mogę być wytykana, ale nie zależy mi na opinii. Wiem, że zostałam skrzywdzona – dodaje.

W grudniu odbyła się pierwsza rozprawa. Wtedy ze strony pełnomocnika szpitala miała paść propozycja ugodowego rozwiązania sprawy. Prosił, żeby dać mu 7 dni. – Nic się jednak w tym czasie nie wydarzyło. Od razu chcę zdementować plotki, które się pojawiły, że odmówiłam pracy w przychodni kolejowej. Takiej propozycji nigdy nie było – zaznacza. Kolejna rozprawa zaplanowana jest na luty.

Reklama

 

Szpital: Postąpiliśmy zgodnie z prawem

Szpital tłumaczy, że przyczyną wypowiedzenia umowy były częste i długotrwałe nieobecności w pracy, wynikające z kolejnych zwolnień lekarskich, które były też na tyle częste i długotrwałe, iż dezorganizowały pracę w szpitalu.

„Obowiązujące przepisy Kodeksu Pracy oraz utrwalone orzecznictwo sądowe dopuszcza możliwość wypowiedzenia pracownikowi umowy o pracę także wówczas, kiedy pracownik nie wykonuje swoich obowiązków pracowniczych bez swojej winy. Taką okolicznością są właśnie częste i długotrwałe nieobecności w pracy spowodowane korzystaniem przez pracownika z kolejnych zwolnień lekarskich, jeżeli tylko dezorganizuje to pracę u pracodawcy. Przesłanki te zostały spełnione w niniejszym przypadku, stąd pracodawca zdecydował się na złożenie pracownikowi wypowiedzenia umowy o pracę” – czytamy w e-mailu z placówki.
pb
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gefson - niezalogowany 2018-01-26 03:48:49

    Ludzie nie dostrzegają problemów dopóki dopóty sami ich nie mają. Powrotu do zdrowia i wszystkiego dobrego.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    viktorino_383 2018-01-26 08:50:41

    Akurat te panią znam wiec warto sprawdzić jej historie chorobowego cofając się 20 lat do tyłu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    w - niezalogowany 2018-01-26 10:03:49

    artykuł do gazety, żałosne

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości