Już wcześniej były zastrzeżenia do zachowania lekarza, który pełnił dyżur pod wpływem alkoholu. Tym razem doszło do tragedii. Zamiast zająć się chorym, lekarz miał palić papierosy i powiedzieć, że na ból brzucha jeszcze nikt nie umarł. Pacjent jednak zmarł. Sprawą zajęła się prokuratura.
Za wcześnie w tym momencie wyrokować, czy inna postawa lekarza uratowałaby życie pana Grzegorza, ale już sam fakt, że pracownik szpitala był pod wpływem alkoholu, jest karygodny. Na krytykę zasługuje też jego zachowanie.
Dramatyczne sceny miały miejsce[paywall] 19 stycznia w Starych Oleszycach. Rodzina wezwała pogotowie do 65-letniego pana Grzegorza, który źle się poczuł. Jak opisuje dziennik Fakt, bolał go brzuch, cierpły ręce i z trudem łapał powietrze. Dyspozytor wysłał karetkę z dwoma ratownikami i lekarzem. Z tym że na miejscu pacjentem zajęli się tylko ratownicy. Z relacji wynika, że lekarz został w karetce i... palił papierosy.
– Dwa razy do niego wychodziłam. Prosiłam, aby się pospieszył. W końcu wszedł do pokoju i stanął pod ścianą. Nawet nie pochylił się nad pacjentem, nie osłuchał go ani nie dotknął palcem. Zapytał tylko, co mu dolega? Jak usłyszał, że brzuch, stwierdził, że na to jeszcze nikt nie umarł... – powiedziała wdowa na łamach Faktu.
Stan pacjenta się pogarszał, usta zrobiły się sine, ale na lekarzu nie robiło to wrażenia. Nie zmienił swojego nastawienia i nie kwapił się z wyjazdem. W końcu 65-latek znalazł się w lubaczowskim szpitalu. Jego życia lekarze jednak nie uratowali.
Rodzina wezwała policję, aby sprawdzić stan trzeźwości lekarza. – Pierwsze badanie w późnych godzinach popołudniowych wykazało 1,23 promila, a po godzinie 1,05 promila alkoholu we krwi – mówi Marta Pętkowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.
W momencie badania lekarz pełnił jeszcze dyżur. Wszystko wskazuje również na to, że już podczas wizyty w Starych Oleszycach był pijany. Świadczą o tym choćby dwie przesłanki. Po pierwsze, nie miał aż tyle czasu, żeby wypić tak dużo. Po drugie, z faktu, że stężenie alkoholu spadało, wynika, że musiał pić dużo wcześniej.
Prokuratura Okręgowa w Przemyślu wszczęła śledztwo dotyczące nieumyślnego spowodowania śmierci pacjenta wskutek błędu medycznego. – Na razie postępowanie toczy się w sprawie, gromadzimy materiał dowodowy. Będziemy przesłuchiwać świadków, między innymi innych pacjentów, do których w czasie dyżuru wyjeżdżał. Nikomu jeszcze nie postawiliśmy zarzutów – informuje M. Pętkowska.
Pierwsze kroki wobec lekarza wyciągnęła już dyrekcja Szpitala Powiatowego w Lubaczowie. – Odsunąłem pana doktora od ratownictwa medycznego, a on od razu poszedł na zwolnienie chorobowe. Obecnie przebywa w szpitalu poza Lubaczowem – powiedział w rozmowie z naszym tygodnikiem dyrektor Stanisław Bury.
Dyrektor wystąpił pisemnie do prokuratury o przekazanie mu wyników badań krwi na zawartość alkoholu. – Do dzisiaj ich nie mam – powiedział nam w poniedziałek. – Dopiero, gdy je otrzymam, będę podejmował decyzje związane z zatrudnieniem pana doktora. Na razie nie mogę podjąć żadnych kroków dyscyplinarnych wynikających z kodeksu pracy – wyjaśnia S. Bury.
Lekarz, którego dotyczy sprawa, ma wieloletni staż pracy. – Z wykonywania przez niego pracy w ratownictwie medycznym nie dotarły do mnie żadne skargi. Wcześniej pracował na szpitalnym oddziale ratunkowym w pionie internistycznym i wtedy były skargi na brak empatii w stosunku do chorych, niewłaściwe odpowiedzi z jego strony – przyznaje dyrektor.
Ponieważ jest on specjalistą neurologiem, został wtedy przeniesiony na rehabilitację neurologiczną. Poza tym podjął specjalizację z medycyny ratunkowej, dlatego mógł jeździć w karetce.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Szczylu niech ktoś ci zmieni pampersa bo uwiera cię zbyt mocno. Uważaj też abyś nie musiał zbyt wcześnie poznać co znaczy słowo odpowiedzialność.
Pije alkohol no bo przecież zarabia najniższą krajowa 20,000zl
Szmata nie człowiek.
No ładnie się przedstawiłeś.
Wieszałbym dla przykładu na rynku miejskim