„Katastrofa budowlana na hali sportowej w Birczy. Mnóstwo dziur w dachu. Woda strumieniami wlewa się do środka, niszcząc parkiet, ściany oraz ogromne ilości zgromadzonych materiałów i urządzeń. Majątek gminny, czyli nas wszystkich, niszczeje za przyzwoleniem wójta Gągoli (...)” – takie dramatyczne w odbiorze informacje napłynęły niedawno od mieszkańców Birczy. Faktem jest, że stary obiekt niszczeje, ale jest plan, aby pożytecznie go zagospodarować.
„Pamiętam jak dziś, gdy przywożono i skręcano ten obiekt. Pamiętam, jak wszyscy się w Birczy cieszyli i byli dumni z tej pięknej hali sportowej. Pamiętam również pierwsze obietnice wyborcze kandydata na wójta, młodziutkiego Grzegorza Gągoli w sprawie tej hali. Dziś dawna sportowa duma Birczy nadaje się jedynie do całkowitej rozbiórki. A wystarczyło trzy, cztery lata temu wymienić popękany eternit na tanią blachę i hala sportowa byłaby uratowana. Ale nie dało rady (...)” – można wyczytać na jednym z portali społecznościowych.
Budynek hali sportowej pod wdzięczną nazwą „Pilawa” z zapleczem magazynowym i sanitarnym wybudowany został ok. 1978 r. Obiekt o[paywall] drewnianej konstrukcji z drewna litego, podwójnych płyt pilśniowych, desek, łat i połówek okrąglaka z młodnika, pochodzącego z cięć sanitarnych, stanowiących okładzinę elewacyjną.
Ówczesny PRL, będący „za żelazną kurtyną”, odcięty był od technologii zachodnich. W drugiej połowie lat 70. minionego stulecia wznowiono na skalę przemysłową technologie tworzenia tzw. szkieletowych konstrukcji nośnych, łączonych w elementy kratowe z użyciem gwoździ.
Konstrukcje w podobnym stylu z łącznikami na kołki drewniane znane były już w XVIII w.
Takie konstrukcje były jednak niebezpieczne. Z prostej przyczyny: możliwość pożaru. Więc po roku 80. XX wieku i kilku pożarach takich obiektów budowy obiektów biurowych i socjalnych o szkieletowej drewnianej konstrukcji całkowicie zaniechano.
Niektóre z nich trwają... Jak choćby budynek biurowy PGK sp. z o.o. w Przemyślu przy ul. Słowackiego 104 czy właśnie wspomniana birczańska „Pilawa”.
W trosce o dobro uczniów ówczesny birczański samorząd (wójtem był wówczas Jerzy Góralewicz) na początku milenium rozpoczął budowę nowej hali sportowej przy ulicy Parkowej. Było ciężko, bo nie było pieniędzy. Budowa trwała bardzo długo, bo obiekt został oddany do użytku w 2012 r., za kadencji wójta Józefa Żydownika.
Skoro nie było pieniędzy na nowoczesny obiekt, skąd miały być, aby „Pilawę” utrzymywać w nienagannym stanie? Niszczała, nie była ogrzewana, swoje robiły powodzie. Woda „wysadziła” stary parkiet. Ówczesne władze starały się dokonywać drobnych napraw, ale to nic nie dawało.
Hala wraz ze stadionem została przekazana w użyczenie Birczańskiemu Klubowi Sportowemu „Leśnik” (wcześniej Mechanizator). W 2018 r., w tzw. segmencie A (od rzeki Stupnica) doszło do remontu m.in. dachu, powstały nowe łazienki, odnowione zostały szatnie dla piłkarzy, wykonano przyłącze wodno-kanalizacyjne, którego przez lata tam nie było.
– Będąc jeszcze uczniem szkoły podstawowej, sam ćwiczyłem w tej hali. Do tej pory pamiętam wszechobecne zimno, ciągłe dojazdy ze szkoły na lekcje wuefu. Zimno doskwierało tak bardzo, że spodnie pozostawione wówczas w szatni często stawały się sztywne, zwyczajnie zamarzały. Ciekawe, jaki rodzic dziś wyraziłby zgodę, aby jego dziecko ćwiczyło w takich warunkach? – zastanawia się wójt gminy Bircza Grzegorz Gągola.
W dzisiejszych czasach pytanie to jest jak najbardziej zasadne. Birczy zdecydowanie wystarczy jedna, nowoczesna hala, na którą trzeba łożyć spore pieniądze. Na utrzymanie dwóch hal sportowych samorządu najzwyklej na świecie nie byłoby stać.
Wyjścia były dwa: rozbiórka „Pilawy” lub poszukanie pomysłu, aby ten obiekt zagospodarować inaczej.
– Jeszcze w 2018 roku starałem się o dofinansowanie remontu tego obiektu z programu Sportowa Polska. Zrobiliśmy projekt wraz z kosztorysem, jednak wniosek nie zyskał akceptacji. Pomyślałem o zmianie jego sposobu użytkowania. Wykonaliśmy ekspertyzę techniczną obiektu wraz z koncepcją jego modernizacji, by wspomnieć o wzmocnieniu drewnianych elementów nośnych przez odpowiednie dźwigary stalowe, które zapewniłyby wymaganą stateczność budynku – powiedział wójt G. Gągola, który z wykształcenia jest inżynierem budownictwa, posiada dyplom MBA (Master of Business Administration).
To jednak nie miało prawa się udać. Według przedłożonej ekspertyzy technologia wykonania ścian fundamentowych za czasów PRL nie zakładała odpowiednich utwierdzeń. „Pilawa” była projektowana jako obiekt tymczasowy, będący odpowiedzią na potrzebę chwili. Jej przebudowa wiązałaby się z ogromnymi kosztami. Pytanie: po co ją remontować, skoro jest druga?
– Nieprawdą są stwierdzenia pseudoekspertów, że wystarczyło „wymienić eternit na blachę i by było”. Po pierwsze na budynku tym nigdy nie było eternitu, a lekkie pokrycie z płyt falistych typu onduline miało za zadanie nie dociążać wytężonej konstrukcji. Ówczesna technologia i projekt „Pilawy” zakładały jej chwilowe użytkowanie. Nikt nie przewidywał wówczas, że będzie ona stała do dzisiaj – dodał G. Gągola.
Swego czasu wójt gminy Bircza przedstawił radnym pomysł, aby konstrukcję „Pilawy” wykorzystać jako potężną wiatę. Halę targową, a także miejsce, gdzie będzie można organizować imprezy plenerowe, takie jak Dni Birczy, dożynki czy festyny.
Obecnie pracownia projektowa Construction Project z Przemyśla tworzy koncepcję technologiczną wraz z symulacją kosztów inwestycyjnych. Oczywiście wszystkiego nie da zrobić się od razu. Trzeba uzyskać odpowiednie zgody, pozwolenia i co najważniejsze zdobyć środki na inwestycję.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Przecież Bircza będzie budować super basen za 30 lub 60 mln.zł a może i więcej. Ten czerep,relikt komunistyczny jest zupełnie zbędny.
Przecież Bircza będzie budować super basen za 30 lub 60 mln.zł a może i więcej. Ten czerep,relikt komunistyczny jest zupełnie zbędny.