Podopieczni Warsztatów Terapii Zajęciowej (WTZ) w ostatnim czasie zdają najważniejszy egzamin z terapii społecznej. – Osoby niepełnosprawne są w pełni pełnosprawne. Angażują się w pomoc uchodźcom. W pomoc Ukrainie. Chcą być częścią tego, co widzą w telewizji, co słyszą w radiu – można usłyszeć od prezesa WTZ Andrzeja Beresteckiego.
Punkt przy Sobótki 23 jest obecnie nie tylko miejscem, gdzie niepełnosprawni mają możliwość uczestniczenia w warsztatach ułatwiających im poruszanie się w świecie, ale i minimagazynem, bazą przeładunkową i sortownią, która pozwala na rozdysponowanie środków zgromadzonych przez ludzi dobrej woli dzięki pomocy podopiecznych WTZ.
Stamtąd wsparcie jedzie dalej – na przejście graniczne w Medyce, Korczowej oraz dystrybuowane jest na miejscu, w Przemyślu.
– To, że mamy dostęp do wielu ludzi, powoduje, że[paywall] działamy błyskawicznie – podkreśla zarząd WTZ.
– Jeśli odbieramy telefon z informacją, że brakuje wody na PKP, od razu jedziemy na zakupy i zapakowanym po dach samochodem udajemy się na dworzec. Wiedząc, że noce dalej są zimne, już w 3. dzień inwazji na Ukrainę na granicę zawieźliśmy transport koców – słyszymy..
Słowa wypowiedziane przez kierownika zaprzyjaźnionej z przemyskim WTZ placówki w Rzeszowie podkreślają, jak wiele można zrobić, gdy tylko się to dobrze zorganizuje. 43 tysiące kanapek, 400 litrów zupy, 10 tysięcy złotych od banku w Dynowie, ponad 20 busów z transportem darów.
Liczby są imponujące. I co najważniejsze – realne.
– Od samego początku nasi uczestnicy czynnie zaangażowali się w pomoc. Codziennie czekają, pytają, ile busów dziś przyjedzie. Bardzo przeżywają całą akcję. Cieszą się, że mogą pomóc. Cieszą się, że są częścią tego, co dzieje się na świecie. Że niosą dobro, gdy tak mocno go dziś potrzeba –mówi, nie kryjąc wzruszenia i dumy, Aneta Błońska – kierowniczka placówki przy Sobótki 23. Terapeuci również wykonują ogromną pracę, za którą należy im się chapeau bas.
– Nie tylko rozmawiają i uspokajają podopiecznych, ale poświęcają swój wolny czas, popołudnia, weekendy, by zrobić jak najwięcej dla tych, którzy obecnie pomocy potrzebują jak powietrza. W pierwszym tygodniu po wybuchu wojny nawet noce spędzali w ośrodku, tak wiele było pracy – dodaje A. Błońska.
– Podczas gdy wszystkie podkarpackie WTZ włączyły się w pomoc i transportowały do nas zebrane środki, nasi podopieczni stwierdzili, że nie sposób ich odpowiednio nie ugościć. Poprzez prowadzone warsztaty są oni doskonale przygotowani do różnych aktywności. Kilkadziesiąt litrów zupy dziennie i ciastko do kawy stały się już normą. Ci, którzy nie mogą pomóc w przenoszeniu i sortowaniu darów, chętnie udają się do pracowni gospodarstwa domowego, gdzie swoją pracą mogą sprawić, że wolontariusze nabiorą sił i złapią oddech przed dalszą drogą. Cieszą się, że mogą wywołać uśmiech na twarzach naszych gości i sytość w ich żołądkach – opowiada z uśmiechem pani kierownik.
Nie potrzeba wiele. Liczy się każdy, nawet najdrobniejszy gest.
Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Wspierania Warsztatów Terapii Zajęciowej (MOST) podjął już uchwałę, by składka członkowska za rok bieżący została przekazana na pomoc uchodźcom wojennym z Ukrainy, lecz – jak podkreśla Barbara Święch-Bober – kierownik WTZ w Wielopolu Skrzyńskim, prezes MOST i członkini krajowej rady ds. osób niepełnosprawnych – nie tylko członkowie zarządu, ale i podopieczni, widząc ogromne potrzeby, wielokrotnie dzielili się, bądź całkowicie oddawali swoje symboliczne kieszonkowe, co dla nich jest sporą kwotą, bo chcieli się jeszcze mocniej włączyć w pomoc Ukrainie.
Pakują i opisują paczki, starają się to zrobić również w języku ukraińskim. Oni doskonale wiedzą, komu pomagają – dodaje pani Barbara.
Profesor Stanisław Stępień, również angażujący się w pomoc naszym wschodnim sąsiadom, podkreśla, że ważne jest to, by nieść pomoc na każdej płaszczyźnie.
– Również tym, którzy zostali w Ukrainie. Również tym, którzy za nią walczą i tym, którzy tam się kształcą. Pomoc WTZ i innych stowarzyszeń uzupełnia akcje rządowe i samorządowe, wypełnia luki. Konsoliduje ze sobą różne organizacje, które zazwyczaj są od siebie odrębne – dodaje prof. Stępień.
– Przewozimy nie tylko żywność, środki higieniczne czy środki czystości. Przez nasze ręce przewinęły się również koce termiczne, kamizelki kuloodporne, nakolanniki, antybiotyki i kroplówki. To, co przyda się nie tylko uchodźcom, lecz co śmiało może zostać przetransportowane na Ukrainę – podkreśla prezes A. Berestecki.
– To również jest możliwe dzięki pomocy naszych wolontariuszy i zaprzyjaźnionego Ukraińca, który dostarczone na pas graniczny produkty zobowiązał się przewozić tam, gdzie jest to obecnie najbardziej potrzebne.
Pozostaje życzyć, by zapał nie mijał, niespokojny czas chylił się ku końcowi, a ludzi dobrej woli faktycznie było jeszcze więcej – jak śpiewał nieodżałowany Czesław Niemen.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze