Reklama

Pomagały ludziom walczącym o każdy oddech. Przez śluzę do strefy koronawirusa [ZDJĘCIA]

– Strach na początku był, ale szybko udało się go oswoić. Zanim po raz pierwszy przekroczyłyśmy strefę koronawirusa, nie zdawałyśmy sobie sprawy, jak bardzo pacjenci z COVID-19 czekają na kontakt z drugim człowiekiem. Najtrudniej było chyba patrzeć na tę bezradność osób, które walczyły o każdy oddech – mówią wolontariuszki oddziału covidowego przemyskiego szpitala, Iwona Bochnacka i Marzena Jodłowska, studentki drugiego roku kierunku pielęgniarstwa Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu, które dobrowolnie zdecydowały się pomagać medykom w pracy.

Do pracy na oddziale covidowym Wojewódzkiego Szpitala w Przemyślu zgłosiłyście się na ochotnika. Jak to się stało, że tam trafiłyście?

Marzena: – To była nasza dobrowolna decyzja. Pomagałyśmy personelowi oddziału covidowego na przełomie kwietnia i maja. Ja wchodziłam na oddział 6 razy. Każdy mój pobyt tam trwał około 3 godzin, musiałam pogodzić te obowiązki z normalnymi praktykami.

Iwona: – Ja byłam na oddziale 13 razy i każdy pobyt też trwał mniej więcej 3 godziny. Informacja o możliwości zgłoszenia się na ochotnika do pomocy na oddziale covidowym dotarła do nas na uczelni za sprawą dr Marty Jurkiewicz, która wykłada na naszym wydziale i jednocześnie jest pracownikiem szpitala. Wiedziała, że pracujące tam pielęgniarki są już mocno wyczerpane i z trudem radzą sobie z nawałem obowiązków. Zapytała, czy studenci mogą jakoś pomóc, a potem padła propozycja udziału w tego rodzaju wolontariacie.

Reklama

Nie każdy zdecydowałby się na tego rodzaju pomoc z obawy przed zakażeniem. Wy wchodziłyście dobrowolnie w samo epicentrum wirusa, mając świadomość ryzyka. Nie bałyście się stawić czoła wyzwaniu, nie miałyście obaw?

Iwona: – Kiedy dowiedziałam się, że przydałaby się w szpitalu nasza pomoc, nie wahałam się. To było dla mnie[paywall] zupełnie nowe doświadczenie, chciałam też zwyczajnie pomóc w tak skrajnie trudnej sytuacji, w jakiej wszyscy się znaleźliśmy.

Marzena: – Ja miałam moment zawahania. Mam trójkę dzieci, więc trochę obawiałam się o bezpieczeństwo najbliższych, ale pomyślałam, że za rok, kiedy trafię do pracy w służbie zdrowia i tak być może będę musiała się zmierzyć z takim wyzwaniem. To doświadczenie pozwoliło też mi niejako sprawdzić swoją psychikę. Zobaczyć, czy podołam, czy dam radę.

Reklama

Jakie były Wasze odczucia, gdy po raz pierwszy przeszłyście przez śluzę i przekroczyłyście próg oddziału?

Marzena: – Skłamałabym, gdybym powiedziała, że w ogóle nie czułam strachu. Była obawa przed tym, co zastaniemy, jak to wszystko wygląda. Czy będziemy umiały dobrze się zabezpieczyć i prawidłowo założyć kombinezony. No i oczywiście, czy po takim pobycie na oddziale nie przyniesiemy wirusa do domu. Bo przecież wiedziałyśmy, że wchodzimy do miejsca, gdzie ta ekspozycja wirusa jest duża, gdzie bezpośrednio się z nim zetkniemy. Ale też miałyśmy czas, by psychicznie przygotować się na tę pierwszą wizytę. A na miejscu wszystkie obawy znikły.

Reklama

Iwona: – Ja chyba miałam podobnie. Oczywiście czym innym jest śledzić doniesienia telewizyjne na temat pandemii, a czym innym dotknąć tematu bezpośrednio. Ale chyba jakoś szczególnie się nie bałam.

Kombinezon, rękawice, przyłbica, maska, gogle... to wszystko dawało Wam poczucie bezpieczeństwa?

Marzena: – Zdecydowanie tak. Byłyśmy zabezpieczone od stóp do głów, pacjenci widzieli jedynie nasze oczy. Wszystkie elementy zabezpieczenia trzeba wkładać w ściśle określonej kolejności, a jeszcze większego skupienia wymaga ściąganie kombinezonu. Trzeba to robić krok po kroku, co chwilę decynfekując ręce i uważając, by nie dotknąć niczego zanieczyszczoną powierzchnią materiału czy częścią dłoni. Po zdjęciu należy wejść pod prysznic.

Reklama

Iwona: – Tak, zabezpieczenie było bardzo ważne. Najpierw musiałyśmy przejść odpowiednie przeszkolenie, by umieć poprawnie założyć, a potem zdjąć kombinezon i wszystkie inne środki ochrony osobistej. Miałyśmy na nim wypisane flamastrem nasze imiona. Po nich i po głosie pacjenci nas poznawali. Schodząc z oddziału, przed wejściem do śluzy zawsze dezynfekowało się też cały kombinezon, a dopiero potem przechodziło dalej.

Co należało do Waszych obowiązków na oddziale?

Marzena: – Oczywiście pomoc personelowi oddziału, na przykład podłączanie czy zmienianie kropówek, zmiany opatrunków, toaleta, zmiana pampersów, asekuracja i pomoc pacjentom w dojściu do toalety, karmienie, mierzenie poziomu cukru, ciśnienia, saturacji czy temperatury, podawanie insuliny, pilnowanie parametrów, bo pod respiratorem często spadały i trzeba na bieżąco monitorować stan pacjenta i inne tego typu rzeczy. Wykorzystywaliśmy tę wiedzę i umiejętności, które już posiadamy. Same obowiązki nie sprawiały trudności, ale praca w kombinezonie. Kiedy była kumulacja spraw do załatwienia i trzeba było zadziałać szybciej, czułam, że leje się po mnie pot.

Reklama

Iwona: – Nie ma też możliwości skorzystania z toalety, więc trzeba to zrobić tuż przed założeniem zabezpieczenia i wcześniej zmniejszyć ilość przyjmowanych płynów.

Zderzyłyście się też ze śmiercią podczas Waszego pobytu na oddziale?

Iwona: – Pamiętam jedną pacjentkę, która leżała 3 tygodnie pod respiratorem. Podczas którejś z kolejnych wizyt na oddziale dowiedziałam się, że zmarła. To było przykre.

Marzena: – Tak, zdarzało się, że na wcześniejszym dyżurze miałyśmy kontakt z jakimś pacjentem, a podczas następnej naszej wizyty tej osoby już nie było, bo przegrała walkę z COVID-19. Obcowanie ze śmiercią w zasadzie już jest częścią naszych obowiązków, bo od dawna mamy praktyki na zwykłych oddziałach czy w zakładzie opiekuńczo-leczniczym.

Reklama

Jak na Waszą obecność reagowali pacjenci oddziału? I co było najtrudniejszym doświadczeniem podczas wolontariatu?

Marzena: – Widać było, że pacjenci czują się bardzo osamotnieni. Byli odizolowani od najbliższych, pewnie też odczuwali strach. Byli tacy, którzy bali się, że już nie wyjdą ze szpitala, ale większość miała pozytywne nastawienie. Nie wszyscy oczywiście byli w stanie ten kontakt z nami nawiązać. Część osób była w śpiączce farmakologicznej, część pod respiratorami, i były w tej grupie osoby nawet w wieku pięćdziesięciu paru lat. Niektórzy byli wspomagani tlenem. Najtrudniej było chyba patrzeć na te osoby, które walczyły o każdy oddech. I na tę bezradność, bo nie byli w stanie go złapać. Uderzający był ten brak kontaktu części pacjentów ze światem zewnętrznym. Nie mieli przy sobie rodziny w momencie, kiedy bardzo tego potrzebowali. Ci, którzy lepiej się czuli, mieli chociaż kontakt telefoniczny z bliskimi, ale pacjenci w gorszym stanie nie mieli go wcale.

Reklama

Iwona: – Pacjenci bardzo łaknęli tego kontaktu z personelem. Czasem prosili jedynie o podanie wody, o pobycie obok choć na chwilę, o krótką rozmowę. Zdarzyło mi się spotkać niedawno jedną z pacjentek oddziału na zakupach. Zamieniłyśmy kilka zdań i muszę przyznać, że to było niezwykle pozytywne uczucie, dowiedzieć się, że u niej już wszystko w porządku. Również kiedy, będąc na oddziale, widziałyśmy, że pacjent, który był bardzo osłabiony walką z chorobą, stopniowo zaczyna odzyskiwać siły, to było niezwykle budujące.

Czy gdyby znowu, choćby podczas prognozowanej kolejnej fali epidemii, była potrzeba wsparcia personelu oddziału covidowego, zdecydowałybyście się na to po raz kolejny?

Reklama

Iwona: – Na pewno. Zresztą już o tym zapewniłyśmy dyrekcję szpitala.

Marzena: – Zdecydowanie tak. Wspaniale było usłyszeć z podziękowania z ust pacjentów, którymi się zajmowałyśmy.

Dziękuję za rozmowę.
ug
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Mała Mi - niezalogowany 2021-06-03 19:55:48

    Bardzo fajny artykuł, brawo dziewczyny :) Niestety szpitalna rzeczywistość jest bardzo smutna.. Wybierajcie większe miasta lub pracę za granicą. W Przemyślu czekają was tylko śmieciowe umowy, zatrudnianie na zastępstwa i wielka niepewność... 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Heniek - niezalogowany 2021-06-03 20:58:51

    W podziękowaniu za ciężką prace  hymn zwycięski nad pandemią   https://www.youtube.com/watch?v=f69CdLgGlYE&ab_channel=AlfredalfredAlfredalfred 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama