Małżonkowie z Siedlisk byli przekonani, że w dniu urodzin jednego z nich spotkało ich niebywałe szczęście. Wylosowane w jednym z przemyskich hoteli sprzęty, które miały gwarantować polepszenie codziennego komfortu, okazały się jednak balastem, za który będą musieli słono zapłacić. W ratach łącznie ponad 20 tys. zł. Początkiem tej historii była... obiecana przez telefon medyczna konsultacja okulisty z bonusem w postaci okularów.
Piątek, 31 marca, dla małżonków z podprzemyskich Siedlisk był dniem szczególnym. Jak mówi ich córka – pani Klaudia – która zgłosiła się do redakcji, prosząc o nagłośnienie nieuczciwych praktyk ku przestrodze innych, tego dnia jej tata miał urodziny. Dzień wcześniej do małżonków zadzwoniono z zaproszeniem na darmowe badanie wzroku, które przeprowadzane jest dla osób powyżej 40 roku życia. Miejsce spotkania wyznaczono w jednym z przemyskich hoteli.
– Każdemu z uczestników spotkania, a z relacji rodziców wiem, że było to 15 osób, przyłożono do oczu jakiś przedmiot. Jestem więcej niż pewna, że badania nie przeprowadzał lekarz. Nie stwierdzono jaskry ani zaćmy i zaproponowano rodzicom okulary. By je otrzymać, należało zostać jeszcze na spotkaniu, które sprowadziło się do prezentacji bogatego asortymentu sprzętów.

fot.U.Gielo
Przedstawiony schemat działania firm prowadzących prezentacje jest bardzo dobrze znany miejskiemu rzecznikowi konsumentów Krzysztofowi Drabikowi, który tylko w ubiegłym roku prowadził kilkadziesiąt podobnych spraw, a w latach wcześniejszych nawet po kilkaset.
W ofercie był na przykład robot kuchenny, którego cenę określono na 7 tysięcy złotych, a po sprawdzeniu w internecie okazało się, że taki sam można nabyć na allegro za kilkadziesiąt złotych. Był też materac z drobinkami srebra, masująca mata, oczyszczacze powietrza, odkurzacze, ozonator i parę innych... – wylicza pani Klaudia.
Z jej przekazu wynika, że prezentacja zakończona została losowaniem kopert. Losować nie mogli wszyscy, a jedynie ci, którzy dzień wcześniej potwierdzili przybycie i mają w swoim dowodzie „jedynkę” albo „trójkę”. „Szczęśliwcy” w kopercie znajdowali nazwę produktów, które wygrali.
– Rodzice mieli ich najwięcej, więc byli naprawdę zadowoleni. Wszystkie miały być prezentem, prócz ozonatora w promocyjnej cenie 13 tys. 900 zł, za który mieli zapłacić w 60 ratach, 373,45 zł każda, co daje łącznie kwotę ponad 22 tysięcy. Na umowie sprzedaży, którą potem dano im do podpisania, prócz ozonatora, zaznaczone były jednak także 4 inne sprzęty: bezprzewodowy odkurzacz, myjka parowa, wełniany materac i multicooker – opisuje pani Klaudia.
– Pan Kamil, przedstawiciel firmy działającej w województwie podlaskim, organizującej rzeczone spotkanie, tuż po prezentacji zaproponował rodzicom podwózkę do domu i pomoc w zaniesieniu wszystkich „prezentów”, a już na miejscu podsunął im do podpisania wspomnianą umowę, na której widniał numer rachunku bankowego. Po sprawdzeniu w wykazie podatników VAT dowiedziałam się, że należy on do firmy handlowej organizującej prezentację – podkreśla nasza rozmówczyni.
Kiedy rodzice pokazali jej treść umowy i zrelacjonowali przebieg spotkania w hotelu, była już pewna, że zostali wprowadzeni w błąd. Podczas krótkiej rozmowy telefonicznej do pana Kamila, który uprzednio podpisywał z rodzicami umowę i poinformowaniu go o chęci odstąpienia od niej, padła odpowiedź, że nie jest to możliwe, z racji tego, że produkty są przecenione (co nie jest jednak prawdą, bo taką możliwość konsument posiada).
W dalszej rozmowie ze strony przedstawiciela firmy padła propozycja, by zatrzymać choć jeden sprzęt. Po kolejnych uzgodnieniach telefonicznych następnego dnia pani Kamila pojechała z ojcem i „wygranymi” produktami do Rzeszowa, gdzie tego dnia organizowana była prezentacja.
– Na miejscu rozmowa nie była miła. Oddaliśmy wszystkie sprzęty, prosząc o pisemne potwierdzenie, ale takowego nie otrzymaliśmy. Przekreślono jedynie wcześniej podpisaną umowę sprzedaży, dodając adnotację „anulowana”. Dla pewności pocztą, w imieniu rodziców, wysłałam pisemne odstąpienie od umowy za potwierdzeniem odbioru – relacjonuje pani Klaudia.
Dopiero wieczorem ci podzielili się z nią informacją, że otrzymali SMS-a z banku o treści wskazującej na to, że złożony wniosek o kredyt został zaakceptowany. Z bankiem udało się skontaktować telefonicznie.
– Poprosiłam o anulowanie wniosku kredytowego i wierzę, że żadne dokumenty na adres rodziców nie zostaną wysłane – kończy.
Przedstawiony wyżej schemat działania jest bardzo dobrze znany miejskiemu rzecznikowi konsumentów Krzysztofowi Drabikowi, który tylko w ubiegłym roku prowadził kilkadziesiąt podobnych spraw z Przemyśla, a w latach wcześniejszych nawet po kilkaset.
– Na tego typy prezentacjach firmy posługują się fikcyjnymi cenami. Realne ceny prezentowanych sprzętów są dużo niższe. Według obowiązujących od stycznia tego roku przepisów ustawy o prawach konsumenta na odstąpienie od umowy bez podania przyczyny mamy 30 dni, a nie – jak do tej pory – dwa tygodnie. Dotyczy to umów zawieranych w domu. Natomiast w przypadku tych podpisywanych bezpośrednio na prezentacji nadal jest to 14 dni – podkreśla.
Z jego relacji wynika, że mimo prowadzonej na szeroką skalę edukacji wciąż nie brakuje osób, które padają ofiarą manipulacji będącej elementem prezentacji.
– Najbezpieczniej jest na tego typu spotkania nie chodzić, a jeżeli już się tam znajdziemy, nie decydować się na podpisywanie czegokolwiek. Tego typu prezentacje prowadzone są przez osoby doskonale obeznane w kwestii socjotechniki. Obiecują pozorne prezenty, podając fikcyjne ceny. W taką pułapkę najłatwiej wpadają osoby starsze. Na szczęście przepisy się zmieniły w ten sposób, że firmy prowadzące takie pokazy nie mogą zawierać umów kredytowych przed upłynięciem terminu na odstąpienie od umowy. A trzeba wiedzieć, że w ślad za podpisaniem umów sprzedaży idą wnioski kredytowe. Ludzie często nie mają tej świadomości. Na szczęście samo złożenie do banku wniosku o kredyt jeszcze niczym nie skutkuje. Ten musi się z nami skontaktować, by potwierdzić fakt zawarcia umowy na kredyt konsumencki. Możemy się wycofać i ostatecznej umowy z bankiem nie podpisywać. Pamiętajmy też, że chcąc odstąpić od umowy sprzedaży, musimy się zmieścić w terminach. Należy w tym celu wysłać stosowne oświadczenie na adres firmy (najlepiej pocztą za potwierdzeniem odbioru – przyp.), samo przekreślenie dokumentu przez pracownika firmy nie wystarczy. Mamy też 14 dni na odesłanie produktów, przy czym koszty przesyłki leżą po naszej stronie. Po odstąpieniu od umowy sprzedający zobowiązany jest poinformować o tym kredytodawcę, czyli bank – wylicza złote zasady K. Drabik.
Dodaje też, że na rynku działa kilku właścicieli, którzy zmieniają jedynie nazwę firm. Wszystkie zajmują się tego typu działalnością. Warto mieć tego świadomość.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze