Zespół Szkół Technicznych i Ogólnokształcących im. Stefana Banacha oferuje wiele ścieżek rozwoju swoim uczniom. Kilka miesięcy temu w szkole powstała nowa pracownia. Stało się to za sprawą dyrekcji i całej kadry nauczycielskiej, czuwającej nad rozwojem talentów swoich podopiecznych. To właśnie ich sukcesy stały się katalizatorem powstania pracowni z drukarkami 3D w jarosławskim „Mechaniku”.
– Gdyby nie było pana w tej szkole, to w tej pracowni nie byłoby ani połowy tych projektów – mówi jeden z uczniów ZSTiO o nauczycielu Arturze Tutce, który stał się jej głównym opiekunem.
Młodzież zajmująca się wydrukami 3D jest podzielona na kilka sekcji, które zajmują się projektami związanymi z drukami przestrzennymi. Czym one w ogóle są?
– Druk 3D jest bardzo ciekawym tematem. W dużym skrócie, aby coś wydrukować, trzeba[paywall] to najpierw zaprojektować w specjalnym programie. To takie narzędzie, które pozwala nam obejrzeć wszystko, co robimy, niczym figurkę na obrotowym stole. W takiej trójwymiarowej perspektywie dodajemy nowe kształty, zmieniamy stare kontury i dodajemy precyzyjne wymiary docelowych wydruków. Kiedy nasze dzieło jest gotowe, ustawiamy dokładne parametry druku i zapisujemy je jako plik na komputerze. Następnie wrzucamy go na drukarkę naładowaną plastikiem. Jest on jej serwowany w postaci długiej nici nawiniętej na plastikową szpulę. Podpinamy jej końcówkę do głowicy, a reszta zasysana jest już sama. Można sobie to zwizualizować jak cegiełki, z których powstaje mur – tłumaczy Jakub Nowak.
Jakub to jeden z tegorocznych maturzystów, który razem z kolegami Filipem Kubeckim, Kamilem Badowiczem i Patrykiem Majem bierze udział (między innymi) w Olimpiadzie Innowacji Technicznych i Wynalazczości oraz projekcie „Zwolnieni z teorii”, w których walczą o indeksy uczelni wyższych.
Ich ekologiczno-technologiczny projekt „GreenWhale”, czyli po polsku „Zielony Wieloryb”, to zdalnie sterowana maszyna, która ma pływać po zbiornikach wodnych i oczyszczać je ze śmieci. Pierwszy projekt powstał z kawałków styropianu i rur PCV.
Trudno było sobie wyobrazić jego właściwe przeznaczenie, ale chłopaków z „Mechanika”, jak sami mówią, dzięki narzędziom takim jak drukarki przestrzenne ogranicza jedynie własna kreatywność, która i tak wydaje się być bezkresna.
Pracownia w szkole jest dla nich dostępna niemal bez limitu. Z nauczycielem wspominają sytuację, gdy podczas prac nad jednym z projektów zostali wieczorem zamknięci w szkole, ponieważ nikt z pracowników nie spodziewał się, że ktoś jeszcze jest w środku.
Dzięki drukowi 3D można tworzyć projekty w pełni spersonalizowane. Począwszy od elementów dekoracyjnych, części urządzeń, w przypadku których zakup zamiennika nie jest opłacalny, po… protezy kończyn. I tym także zajmuje się młodzież w szkolnej pracowni.
Rozpoczęło się od realizacji projektu ściągniętego z internetu. Jednak panowie na tym nie poprzestali. Ich opiekun nawiązał kontakt z fundacją e-Nable, światową organizacją wolontariuszy pracujących z drukarkami 3D, która od 2011 roku (w Polsce od 2016) zrzesza osoby drukujące protezy rąk.
Są to wyroby niemedyczne dedykowane potrzebującym. Ich fenomen polega między innymi na tym, że są to protezy ruchome, dopasowane do potrzeb użytkowników. Koszt materiałów potrzebnych do stworzenia takiej ręki to kilkadziesiąt złotych.
Dla porównania nieruchome protezy medyczne to wydatek z rzędu 10 tysięcy. Poza oczywistą personalizacją, jakimi są odpowiednie wymiary, liczy się także kolor i design. Jest to niezwykle istotne szczególnie dla małych dzieci, które muszą się oswoić z nowym atrybutem.
A. Tutka wspomina wyjątkową sytuację, kiedy przygotowywali protezę dla dziecka dotkniętego autyzmem, które było nieufne wobec „nowej ręki”. Jednak było ono fanem pączków, a raczej zapachu konfitury różanej, dlatego cały filament (materiał do druku 3D) został nasączony przez uczniów olejkiem zapachowym. Okazało się to strzałem w dziesiątkę.
W tej chwili młodzi konstruktorzy z ZSTiO pracują nad protezą dla pięciolatki, która marzy o tym, by jeździć na rowerze, a niepełnosprawność jej to utrudnia.
– Oni nie startują w żadnej olimpiadzie z tym projektem, jest to dla nich olimpiada życia – komentuje A. Tutka. Dzięki poznawaniu branży i technologii w młodzieży budzi się wyjątkowa ciekawość świata, nawiązują coraz to nowe kontakty, a przede wszystkim zyskują dodatkową wiedzę, dalece wykraczającą poza szkolny materiał.
[paywall]Ładowanie na granicy
W pracowni w piwnicach wciąż coś się drukuje. Często są to na pozór proste projekty zaliczeniowe, zawsze w jakiś sposób służące drukującemu lub pracowni, ale także te robione na zlecenie. Ostatnio zewnętrzna firma szukała wykonawcy do stworzenia dużej stacji ładującej telefony komórkowe na granicy polsko-ukraińskiej. ZSTiO od razu podjęło wyzwanie. Uczniowie opracowali innowacyjny projekt, aktualnie kończą go realizować. W zamian za stworzenie urządzenia do pracowni trafiły dodatkowe narzędzia, takie jak lutownice, które są niezbędne do dalszego tworzenia i rozwoju. Sam filament, z którego powstają wszystkie sprzęty, pochodzi od prywatnych darczyńców.
Pracownia 3D ich szkołą życia
Uczniowie, szczególnie kiedy widzą sukcesy swoich starszych kolegów, z chęcią przychodzą do pracowni. Chcą się rozwijać, a ich szkoła daje im do tego narzędzia. Zdają sobie sprawę, że ich dokonania będą inspirować i motywować do działania kolejnych uczniów. Współpracę ze swoim mentorem szczerze sobie chwalą i bardzo doceniają skromnego nauczyciela. –Te drukarki nie znalazły się w naszej szkole znikąd. Wszystko dzięki panu Arturowi Tutce, który od lat prowadzi nas w kierunku nauki przez praktykę. Jako pierwszy zainteresował się tematem. Jego bezpośrednia i pośrednia pomoc zawsze była i będzie nieoceniona. Gdybym miał to podsumować jednym zdaniem, powiedziałbym –„dzięki takim nauczycielom warto chodzić do szkoły” – podsumował jeden z tegorocznych maturzystów.

fot.arch. A. Tutki
Jeden z wydruków 3D uczniów ZSTiO, popiersie ich opiekuna, Artura Tutki
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze