Krzysztof Wałczyk z Łowiec może się pochwalić wielkim sukcesem. Spełniło się jego marzenie. 5 marca br. udało mu się przebiec 125 km w ultra biegu Trans Gran Canaria. Jak dokonał prawie niemożliwego?
20 godzin ciągłego biegu, przerwa jedynie w punkcie na nawodnienie i wzmocnienie. Wahania temperatury powietrza, różnorodne ukształtowanie terenu. Trasa, która nie należy do najłatwiejszych. Mimo to Krzysztof przełamał słabości i ukończył bieg, jednak – jak przyznaje – nie było łatwo.
– Po małym rekonesansie trasy nastawiałem się na trudny bieg, ale po pierwszych kilometrach musiałem wszystko zweryfikować, bo było ciężej niż przewidywałem. A kiedy myślałem, że wszystkie niespodzianki na tej trasie są już za mną, końcowe kilometry znowu weryfikowały moje wyobrażenia. Najtrudniejsze było pierwsze 40 km biegu – przyznaje Krzysztof[paywall].

Bieg rozpoczynał się o północy z molo nad morzem. Później trasa wiodła przez kamienną trasę, wzgórza, doliny, krzaczaste odcinki, aż po asfaltową drogę. Temperatura podczas biegu wahała się w granicach od 5 do 25 C. Na trasie co 10 km czekały punkty, w których biegacze mogli uzupełnić zapasy płynów i żywności. Piękne widoki hiszpańskiej natury, miast i oceanu dodawały Krzysztofowi sił do dalszej walki z własnymi słabościami. – Były momenty na trasie, kiedy nogi miałem jak z waty, nie byłem w stanie nawet iść. Zwalczyłem jednak kryzys i po chwili wróciła energia. To było wtedy, gdy zobaczyłem dopingujących Hiszpanów – relacjonuje Krzysztof.
Ostatnie 10 km również nie należało do najłatwiejszych odcinków, droga była pokryta dużymi kamieniami, po których trudno było iść, a co dopiero biec. Krzysztof zaczął odczuwać ból w stawie skokowym. Widok Polaków spotykanych na ostatnim rondzie, oferujących flagę z napisem „Dzień dobry Polsko”, podniósł go na duchu.
– Wyobrażałem sobie niejednokrotnie końcówkę. To, jak się będę czuł, jak zachowywał, w jakiej dyspozycji dobiegnę. Tymczasem było zupełnie inaczej niż myślałem. Była forma, radość, której nie planowałem i trudno mi ją nazwać. Brakuje słów, aby to opisać, takie rzeczy trzeba przeżyć. To dla mnie niesamowite, że po 2 latach trenowania biegów mogłem znaleźć się w takim miejscu i wystartować ze światową czołówką biegową – mówi dumny Krzysztof i zapewnia, że na pewno będzie chciał wrócić na wyspę, aby kolejny raz zmierzyć się z tą trasą.
W najbliższej przyszłości planuje kolejne biegi. W tym roku to przede wszystkim „Lavaredo ultra trial” (120 km ) i „Łemkowyna ultra trial” (150 km). Zamierza też wziąć udział w mniejszych biegach, m.in. Półmaratonie Pogórzańskim w Dubiecku, Ultramaratonie Podkarpackim (70 km) w Rzeszowie, a w sierpniu wybiera się na Ultramaraton (80 km ) Magurski w okolicach Dukli.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze