Aia bierze z półki złożoną w kostkę kamizelkę kuloodporną i niesie ją na wyciągniętych dłoniach – tak jak żołnierz niesie złożony sztandar. Dla niej ta kamizelka ma wartość sztandaru.

Zaczęło się nietypowo. Na wernisażu wystawy fotografii kijowskiego fotoreportera podeszła do mnie młoda, ładna kobieta i powiedziała, że ma do opowiedzenia historię kamizelki kuloodpornej, którą po długich perypetiach udało się jej kupić dla kogoś bliskiego.
Nie znałem jej. Mówiła nieźle po polsku, ale z wyraźnym ukraińskim akcentem. Jasne, że zainteresowała mnie historia z kamizelką, ale to nie był czas ani miejsce na opowiadanie, więc umówiliśmy się na spotkanie za kilka dni.
Aia – tak mi się przedstawiła – ma trzydzieści lat i kiedy zaczęła się wojna, z trójką dzieci wyjechała z Czerkasów do Polski. Kolejny raz w jej życiu coś się zawaliło. Najmłodsze lata przypadły na niedobry, trudny czas. Ukraina dopiero powstawała. Prawo zastępowała pięść, liczyły się tylko pieniądze. Rodził się dziki kapitalizm w jeszcze brutalniejszej formie, niż to było u nas. Powstawały ogromne fortuny, a jednocześnie tysiące ludzi popadało w nędzę.
Mama Aii pojechała za chlebem do Warszawy i zabrała ją ze sobą. W stolicy Aia nauczyła się na podwórku języka polskiego. Trzy lata chodziła do rosyjskiej szkoły dla dzieci dyplomatów, bo tak zdecydowała mama. Potem partner mamy ściągnął je z powrotem do Ukrainy, do małej wioski, w której ludzie zainteresowani ezoteryką żyli jak w sekcie. To miejsce i środowisko Aii zupełnie nie odpowiadało. Dorastając, coraz częściej uciekała w swój świat, dużo czytała. Któregoś dnia opuściła dom i związała się z mężczyzną, późniejszym mężem i ojcem jej dzieci. Też się nie udało. Rozwód i została sama z trójką dzieci. Nie poddała się i podjęła walkę z przeciwnościami.
Rok dwa tysiące dziewiętnasty. Aia z dziećmi przeprowadza się do Czerkasów. Znowu trafia w zły czas, bo zaczyna się pandemia. Kwarantanna. Niczego nie załatwisz. Jakoś udaje jej się wynająć zdezelowane mieszkanie w bloku. Nowe środowisko, nikogo nie zna. Któregoś dnia, stojąc przed drzwiami do klatki, długo grzebała w torebce, szukając klucza. Widząc to, sąsiadka z tej samej klatki otworzyła jej drzwi, zagadnęła i zaprosiła na kawę, bo tak między sąsiadkami wypada.
Wtedy Aia poznała męża sąsiadki, Saszę, który na początku znajomości powiedział, że mu się nie podoba, ale już kilka dni później pomógł jej skręcać łóżeczka dla dzieci. Poznała też kolegów Saszy: Michała i Witalija, którzy mieszkali po sąsiedzku. Szybko się polubili i tworzyli zgraną paczkę przyjaciół, prawie jak rodzina. Pomagali sobie nawzajem w codziennych problemach, których nie brakowało. Dzwonił Sasza i mówił tylko: – Mam rybę. Wystarczyło. Wszyscy wiedzieli, że mają co jeść.
Sasza, pięć lat starszy do Aii, nie miał konkretnego zawodu. Trochę pracował jako sanitariusz, potem dorywczo przy budowach i wykańczaniu mieszkań, ale nie mogąc się pogodzić ze złodziejstwem, często zmieniał miejsca pracy. Miał ambicję, żeby utrzymać rodzinę i jeszcze pomóc przyjaciołom. Podobnie jak Aia nie miał łatwego dzieciństwa. Dysfunkcyjna rodzina, ucieczki z domu, podejrzane towarzystwo. Momentami był na dnie. Jednak mocna osobowość i charakter pozwoliły mu się z tego wyrwać. Lekko nie było. Rodzina, dzieci, codzienna walka o byt.
Zaczęły się konflikty z żoną, która miała zupełnie inne podejście do świata, a do tego problemy z alkoholem. W takich sytuacjach Aia była ich rodzinną psychoterapeutką. Gasiła waśnie, rozmawiała, tłumaczyła, używała różnych argumentów i rodzina się nie rozpadła. Takie momenty sprawiły, że przyjaźń między nią a Saszą pogłębiła się. Doskonale się rozumieli.
Dwudziestego czwartego lutego 2022 roku na Ukrainę spadły rosyjskie rakiety. Wybuchła wojna. Do Czerkasów jeszcze nie dotarły rosyjskie czołgi, ale docierały wieści o tym, co działo się w Buczy, Hostomelu, Irpieniu i innych miejscowościach. Nie było na co czekać. Lada moment wojna w najokrutniejszej odsłonie mogła dotrzeć do Czerkasów. Aja spakowała się, zabrała dzieci i dwudziestego trzeciego marca wyjechała.
Dwudziestego czwartego przekroczyła granicę w Korczowej i razem z dziećmi wylądowała w hali kijowskiej, gdzie koczowało już ponad tysiąc uchodźców. Aia poprosiła poznaną kobietę, żeby zaopiekowała się jej dziećmi, a sama, jako wolontariuszka, rzuciła się w wir pracy. Następnym etapem był ośrodek dla uchodźców w Radymnie. Tu również pracowała w wolontariacie. Potem w Przemyślu znalazła mieszkanie i pracę w „Caritasie”.

Kamizelka Saszy z ledwo widoczną dedykacją. / fot. Jacek Szwic
Жилет Саші з ледь помітною присвятою / фото Яцек Швіц
Sasza często dzwonił. Opowiadał, co u nich i o tym, że chce iść na wojnę, walczyć. Zgłosił się do komisji, ale go nie przyjęli z powodu jakiejś wady kręgosłupa. Poszedł do samoobrony i znowu próbował na komisji poborowej. Za trzecim razem się udało i został przyjęty do armii jako dobrowolec (ochotnik).
Aia, wiedząc, czym jest wojna, nie pochwalała tego, ale rozumiała i szanowała jego decyzję. Wiedziała, że z wyposażeniem w armii jest bardzo niedobrze i chciała kupić dla Saszy kamizelkę kuloodporną i hełm. Wtedy w Polsce legalne kupienie sprzętu militarnego i wysłanie go do Ukrainy graniczyło z cudem. Wprawdzie działał czarny rynek, ale ceny były horrendalne. Aia przeznaczyła na ten cel własne oszczędności i zaczęła obdzwaniać znajomych po całej Ukrainie. Wreszcie się udało w jednym miejscu kupić kamizelkę, a w innym kevlarowy hełm.
Kolejnym problemem było to, jak dostarczyć to Saszy. Znajomego, który się tego podjął, poprosiła, żeby na kamizelce napisał „ja z toboj”, by Sasza wiedział, że nie jest sam, że ktoś o nim myśli. Ktoś może ocenić to jako romantyczny odruch, ale takie rzeczy w okopach, na froncie, są żołnierzom potrzebne.
W lutym tego roku Aia dostała wiadomość. Sasza zginął pod Bachmatem. W takich momentach świat się wali i tak było z Aią, ale nie mogła sobie pozwolić, żeby ból po stracie najlepszego przyjaciela wyłączył ją z życia. Miała dzieci, różne obowiązki. Była twarda. Nie wiadomo było, kiedy będzie pogrzeb, bo armia o tym nie informowała. Wreszcie ustalono datę i Aia pojechała do Czerkasów. Na cmentarzu nie uroniła ani jednej łzy i uspokajała rozpaczającą żonę Saszy. Obok w tym samym czasie chowali innego żołnierza.
Do Przemyśla wróciła z kamizelką Saszy, którą przekazali jego koledzy. Minęło ponad dziewięć miesięcy. Dzieci chodzą do przemyskich szkół. Aia pracuje przy projektach, które pomagają uchodźcom zaadaptować się w nowych warunkach i udziela się w wolontariacie. Często zdejmuje z półki kamizelkę Saszy, rozkłada, patrzy na napis wyblakły trochę od częstego prania, po czym pieczołowicie składa ją w kostkę i odkłada na półkę jak coś bardzo cennego.
Jacek Szwic

Aia / fot. Jacek Szwic
Айя / фото Яцек Швіц
ЧЕРКАСИ, ПЕРЕМИШЛЬ
Айя бере з полиці складений бронежилет і несе його на витягнутих руках - так, як солдат тримає згорнутий прапор. Для неї цей бронежилет має цінність знамена.
Почалося усе нетипово. На відкритті фотовиставки київського фоторепортера до мене підійшла симпатична молода жінка і сказала, що хоче розповісти історію бронежилету, який їй після довгих перипетій вдалося купити для когось із своїх близьких.
Я її не знав. Вона досить добре володіла польською мовою, але з виразним українським акцентом. Звісно, мене зацікавила історія з бронежилетом, але це був не той час і не те місце, щоб її розповідати, тож ми домовились зустрітися через кілька днів.
Айї, - так вона мені представилась - тридцять років. Коли почалась війна, вона з трьома дітьми виїхала з Черкас до Польщі. Вкотре в її житті щось зламалося. Дитячі роки припали на поганий, важкий час. Україна тільки повстала. Закон замінювали кулаки, а гроші були єдиним, що мало значення. Зароджувався дикий капіталізм у ще більш грубій формі, ніж була в нас в країні. Наживалися величезні статки, а в той же час тисячі людей опинялися у злиднях.
Мати Айї поїхала до Варшави заробити на хліб і забрала її з собою. У столиці, в своєму дворі, дівчина вивчила польську мову. Три роки ходила до російської школи для дітей дипломатів, бо так вирішила її мама. Потім мамин партнер забрав їх знову до України, в маленьке село в якому люди, які цікавилися езотерикою, жили як секта. Це місце і середовище зовсім не влаштовували Айю. Дорослішаючи, вона все більше втікала у свій світ, багато читала. Одного дня пішла з дому і зійшлась з мужчиною, який згодом став її чоловіком та батьком її дітей. Проте стосунки не склалися. Розлучення і залишилася сама з трьома дітьми. Не опустила руки та почала боротьбу з негараздами.
Дві тисячі дев'ятнадцятий рік. Айя з дітьми переїжджає до Черкас. Вона знову потрапляє не в той час, бо починається пандемія. Карантин. Нічого не залагодиш. Якимось чином вдається винайняти занедбану квартиру в багатоповерхівці. Нове середовище, нікого не знаєш. Якось біля дверей під'їзду довго рилась в сумочці, шукаючи ключ. Побачивши це, сусідка з того ж під'їзду відчинила двері, заговорила з нею і запросила на каву, як це прийнято між сусідами.
Саме тоді Айя познайомилася з чоловіком сусідки Сашею, котрий на початку знайомства заявив, що вона йому не подобається, але через кілька днів допоміг скрутити ліжечка для дітей. Познайомилася також з друзями Сашка - Михайлом і Віталієм, які жили по сусідству. Вони швидко полюбили одні одних і утворили згуртовану компанію друзів, практично родину. Допомагали одне одному з побутовими проблемами, яких не бракувало. Сашко дзвонив і тільки казав: - Маю рибу. Цього було достатньо. Всі знали, що мають що їсти.
Саша, старший за Айю на п'ять років, не мав певної професії. Трохи працював фельдшером, потім часом підробляв на будівництві та ремонті квартир, але, не в змозі змиритися зі зловживаннями, часто змінював місця роботи. Його прагненням було утримувати сім'ю та допомагати друзям. Як і в Айї, у нього було нелегке дитинство. Неблагополучна сім'я, втечі з дому, сумнівні компанії. Подеколи був на самому дні. Однак сильна особистість і характер дозволили йому вирватися з цього. Легко не було. Сім'я, діти, щоденна боротьба за існування.
Почалися конфлікти з дружиною, яка мала зовсім інший погляд на світ, а також проблеми з алкоголем. У таких ситуаціях Айя була їхнім сімейним психотерапевтом. Гасила ворожнечу, розмовляла, пояснювала, використовувала різні аргументи і сім'я не розпадалась. У такі моменти дружба між нею та Сашком поглиблювалася. Розуміли один одного досконало.

Sasza | Саша
Двадцять четвертого лютого 2022 року російські ракети вдарили по Україні. Спалахнула війна. Російські танки ще не дійшли до Черкас, але новини про те, що відбувається в Бучі, Гостомелі, Ірпені та інших містах надходили. Чекати не було чого. Щохвилини війна у своїй найжорстокішій формі могла дійти до Черкас. Айя зібрала речі, забрала дітей і виїхала двадцять третього березня.
Двадцять четвертого перетнула кордон у Корчовій і разом з дітьми опинилася в київському павільйоні, де вже мешкали понад тисячу біженців. Айя попросила жінку, з якою познайомилася, доглянути за її дітьми, а сама як волонтер з головою поринула в роботу. Наступним етапом був центр для біженців у Радимно. Тут також займалась волонтерською роботою. Потім у Перемишлі отримала помешкання і роботу в "Карітасі".
Саша часто телефонував. Розповідав як у них справи і що хоче піти на війну, воювати. Звернувся до військкомату, але його не взяли через якусь ваду хребта. Він пішов у самооборону і знову намагався потрапити до військкомату. За третім разом вдалося і його взяли в армію як добровольця.
Айя, знаючи чим є війна, не схвалювала цього, проте розуміла і поважала його рішення. Знала, що спорядження в армії дуже неякісне, хотіла купити для Саші бронежилет і каску. Тоді, в Польщі, легально купити військове спорядження і відправити його в Україну було практично нереальним завданням. Щоправда працював і чорний ринок, але ціни були шалені. Айя вклала власні заощадження і почала обдзвонювати друзів по всій Україні. Врешті-решт їй вдалося купити бронежилет в одному місці а кевларову каску в іншому.
Наступною проблемою було те, як доставити все це Саші. Знайомого, котрий взявся за це, попросила написати на жилеті "Я з тобою", щоб Сашко знав, що він не один, що хтось про нього думає. Хтось може розцінити це як романтичний імпульс, але такі речі в окопах, на фронті, необхідні солдатам.
У лютому цього року Айя отримала звістку. Саша загинув під Бахматом. У такі моменти світ руйнується. Так було і з Айєю, але вона не могла собі дозволити, щоб біль від втрати найкращого друга викреслив її з життя. У неї були діти, інші обов'язки. Була дуже сильною. Не відомо було, коли буде похорон, оскільки армія не повідомляла цього. Нарешті призначили дату і Айя поїхала до Черкас. На кладовищі не зронила жодної сльози і заспокоювала згорьовану дружину Саші. Поруч у той самий час ховали ще одного воїна.
До Перемишля повернулась з бронежилетом Саші, який передали його товариші по службі. Минуло більше дев'яти місяців. Діти ходять до перемишльських шкіл. Айя працює над проектами, які допомагають біженцям адаптуватися до нових умов і займається волонтерством. Вона часто бере з полиці бронежилет Саші, розгортає його, дивиться на трохи вицвілий від частого прання напис, потім старанно складає його і знову кладе на полицю, як щось надзвичайно цінне.
Яцек Швіц
ZAPRASZAMY DO OPOWIADANIA SWOICH HISTORII, podsuwania ciekawych tematów, zaangażowania w problemy polsko-ukraińskie, konstruktywnej dyskusji.
Napisz do nas: redakcja@zycie.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze