Reklama

Przygoda dziennikarza, który został reżyserem i zaglądał do orlego gniazda

04/09/2016 15:30

Wieloletni dziennikarz Nowin, Życia Przemyskiego i Polskiej Agencji Prasowej – Jan Miszczak od kilku lat zajmuje się filmem. Zrealizował już siedemnaście filmów o naszych miastach, gminach i instytucjach kultury. Niedawno, na zlecenie Ministerstwa Rozwoju, reżyserował cyklu filmów dokumentalnych, pod hasłem „Partnerstwo dla rozwoju”, które emitują stacje: Polsat i Polsat News oraz TV6.

Brzmi to trochę sztywno i urzędniczo, a Ty musiałeś z tego zrobić jak najciekawszy materiał?

– W Bieszczadach znaleźliśmy Mariana Stuja, który jest absolutnym pasjonatem orłów i pokazał nam orle gniazdo, niedostępne dla przeciętnego człowieka. Patrzyliśmy przez lornetkę na gniazdo i zastanawialiśmy się, jak pokazać to kamerą. Tu w sukurs przyszła technika. Użyliśmy specjalnego drona. Wiedzieliśmy, że  nie spłoszy orłów. W ten sposób, stojąc po szyję w trawie, mogłem zaglądać do orlego gniazda i widzieć pisklę, a potem dużego orła. To naprawdę fascynujące przeżycie.

Reklama

 

Pierwszy raz pracowałeś z profesjonalnym, filmowym zespołem?

– Wcześniej też robiłem filmy ze wspaniałymi kolegami z Rzeszowa, ale tym razem pracowałem z ekipą składającą się z całego sztabu ludzi ze znanej wytwórni filmowej, z którymi świetnie się pracuje i od których mogłem się wiele nauczyć. Przy filmie fabularnym reżyser ma większą swobodę i może sobie pozwolić na pewne odstępstwa. Ja dostałem scenariusz, którego musiałem się trzymać, choć w przypadku pewnych scen do mnie należała decyzja, jak je rozegrać. Z której strony ma na plan wejść aktor, jaki plener będzie bardziej odpowiedni, tak by obrazowi nadać jak największą naturalność. Na przykład zgodnie ze scenariuszem scena miała się rozgrywać w jakimś obiekcie, a tymczasem już na miejscu się okazywało, że obok jest piękna góra z widokiem na ten obiekt, z Zalewem Solińskim w tle i stamtąd kręciliśmy. Wszystko musiało wyglądać tak, jakby nie aktor, ale normalny człowiek przypadkiem trafił w to miejsce i zainteresował się nim. Metoda, którą przyjąłem, była zgodna z odczuciami całej ekipy, bo powstał prawdziwy dokument., a nie jakiś sfabularyzowany sztuczny film. Tu przyznaję, że bardzo pomogło mi doświadczenie dziennikarskie.

Reklama

 

W poszczególnych odcinkach grali znani aktorzy?

– Była to dla mnie wielka frajda i satysfakcja, iż mogłem pracować z Kingą Preis, Katarzyną Skrzynecką, Joanną Orleańską, Markiem Siudymem, Rafałem Cieszyńskim, Mariuszem Węgłowskim, czyli sympatycznym policjantem z serialu Policjantki i policjanci, czy Łukaszem Płoszajskim, znanym między innymi z Pierwszej miłości. W jednym z odcinków wystąpiła także Ewa Wachowicz, jak zwykle pełna uroku. Muszę powiedzieć, że podziwiałem ich rzetelność. Na tym polega profesjonalizm. Świetnie się dogadywaliśmy, omawialiśmy poszczególne sceny i pomimo że byli to znani aktorzy, w pracy chętnie słuchali moich sugestii i rozwiązań.

Reklama


Dziękuję i gratuluję wspaniałej przygody, no i czekamy na Twoje następne filmy.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości