Niespełna 2-miesięczna niedźwiedzica trafiła do Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu. Prawdopodobnie pozostawionego na pastwę losu przez matkę drapieżnika znaleźli leśnicy w Bieszczadach.
– Już od kilku dni docierały do nas niepokojące sygnały o kilkukrotnym zaobserwowaniu samotnego, małego niedźwiadka błąkającego się w pobliżu drogi na Komańczę – piszą leśnicy z Cisnej. – Niestety, mimo wzmożonych obserwacji, nie udało nam się spotkać nic, co potwierdziłoby te sygnały. Aż do[paywall] dzisiaj (1 bm. – przyp. red.), kiedy około 15 dostaliśmy telefon od zaprzyjaźnionego GOPR-owca Janka Kozy, że właśnie mały miś wyskoczył mu na drogę. Natychmiast ruszyliśmy na miejsce zdarzenia, gdzie ujrzeliśmy smutny widok: malutki, wychudzony niedźwiadek, który nie uciekał na widok ludzi i trzęsąc się leżał na trawie. Gorąca linia z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska w Rzeszowie oraz Ośrodkiem Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu utwierdziła nas w przekonaniu, że maluch nie poradzi sobie bez naszej pomocy. Bez najmniejszego problemu złapaliśmy niedźwiadka i przetransportowaliśmy go do specjalistów w Przemyślu. Okazało się, że to mała, dwumiesięczna niedźwiedzica, ważąca nieco ponad 3 kg, bardzo osłabiona i wychudzona. Na szczęście natychmiast otrzymała profesjonalną opiekę i pod kroplówkami odzyskuje siły. Lekarze potwierdzili, że bez naszej pomocy, niedługo padłaby z głodu i zmęczenia. Nie wiemy, dlaczego mały miś błąkał się samotnie przy drodze i gdzie jest jego mama, ale mamy nadzieję, że wkrótce odzyska siły i będzie mógł zostać zwrócony bieszczadzkiej kniei, gdzie jest jego miejsce – mają nadzieję wybawiciele drapieżnika.
Specjaliści z przemyskiej placówki, którzy udzielali już pomocy niedźwiedziom, ale zawsze dorosłym, dokładają starań, aby mała pacjentka wróciła do formy.
– Prawdopodobnie została porzucona przez matkę – mówi lek. wet. Andrzej Fedaczyński z Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu. – Leśnicy bardzo dokładnie spenetrowali rejon jej znalezienia i nigdzie nie natrafili na ślady dorosłego osobnika – dodaje.
Puchatka – bo takie właśnie imię nadali podopiecznej weterynarze – najgorsze ma już za sobą. Ma wprost wilczy apetyt.
– Trudno wypowiadać się odnośnie przyszłości zwierzęcia – zastrzega Jakub Kotowicz, menager ośrodka. – O tej zadecyduje Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska w Rzeszowie – wyjaśnia.
Po intensywnym dniu badań pora na długi odpoczynek i karmienie w odizolowanej od ludzi części ośrodka. Ma apety, to...
Opublikowany przez Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu na 4 kwietnia 2016Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Takiego to mogę adoptować :)