W poprzednim wydaniu ŻP zamieściliśmy materiał opisujący efekty kontroli NIK, przeprowadzonej w wybranych 5 szpitalach na Podkarpaciu. Jej wyniki wspomniana instytucja udostępniła w lipcu br., naświetlając tym samym sytuację, w której etatowi pracownicy szpitali świadczyli opiekę zdrowotną we własnym miejscu pracy, ale poza godzinami pracy etatowej – z tytułu kontraktów podpisywanych z podmiotami zewnętrznymi. Drugą medalu wspomnianego zjawiska naświetla dyrektor SP ZOZ w Przeworsku dr Robert Płaziak.
Został Pan wywołany do tablicy przy okazji opublikowania wyników kontroli NIK w losowo wybranych szpitalach na Podkarpaciu. Szpital przeworski był jednym z nich. Kontrola wykazała, że faktyczny czas pracy personelu medycznego przekraczał normy wynikające z przepisów (w Przeworsku w ciągu kwartału średnio o 43 godziny, a maksymalnie nawet 620 godzin). Pozwalało to na zlecanie określanych zadań pracownikom zatrudnianym przez zewnętrzne firmy, ale de facto byli to pracownicy szpitala, pracujący poza godzinami etatowymi na szpitalnym sprzęcie... W wyjaśnieniach pokontrolnych tłumaczył Pan tę sytuację brakami kadrowymi, na co zresztą powoływali się też inni dyrektorzy.
– W raporcie NIK jest pewna hipokryzja. W tym samym zakładzie ten sam pracownik medyczny nie może pracować po godzinach, wykonując obowiązki dla podmiotu zewnętrznego, z którym szpital podpisał umowę, ale w innym już tak. Czy w takim razie miałbym się wymienić pracownikami z innym szpitalem, a tym samym wziąć lekarzy, którzy nie znają naszego systemu funkcjonowania, co będzie naturalnie droższym rozwiązaniem? Poza tym wymagania i przepisy narzucane przez instytucje typu NFZ czy Ministerstwo Zdrowia są bardzo rygorystyczne. Obie instytucje artykułują jednak coraz częściej, że będą one liberalizowane. Zgodnie z wymaganiami musimy mieć na dyżurze odpowiednią liczbę pracowników. Niezabezpieczenie ich spowodowałoby sytuację, w której zmuszeni bylibyśmy zamknąć oddziały albo doprowadzić do tego, że nie byłyby zabezpieczone podstawowe świadczenia, do czego jesteśmy powołani. W takim razie co wybrać: brutalne zamknięcie oddziału czy coś, co jest sankcjonowane od 2007, czyli ten wspomniany już nadmiarowy czas pracy, realizowany przez pracowników, którzy znają zakład?
Jaki pomysł ma w takim razie resort zdrowia?
– Ministerstwo Zdrowia ma w swoich założeniach reformy polegające na zliberalizowaniu niektórych wymagań wobec oddziałów, co nie może oczywiście spowodować zmniejszenia bezpieczeństwa szpitala. Być może stanie się akceptowalna sytuacja, że dyżury będą mogły być łączone albo zabezpieczane przez mniejszą obsadę lekarską. Być może też liczebność personelu będzie dobierana do faktycznie świadczonej ilości usług. Jeśli, dajmy na to, na oddziale na weekend zostają tylko dwie czy trzy osoby, to nie ma potrzeby, by na dyżurze była taka sama liczba personelu, jak na oddziale, na którym leży 30 czy 40 osób. Tymczasem obecne przepisy nie robią takich rozróżnień.
NiK podzielił się wynikami kontroli w lipcu br., upubliczniając raport pokontrolny. Zaznaczył Pan jednak, że była ona realizowana dużo wcześniej?
– Owszem, proszę wziąć pod uwagę, że są to wyniki za okres 2019 – 2022 rok, a więc odzwierciedlają stan przeszły. Nie do końca oddają one obecną sytuację szpitali. Przez ostatnie 2 lata zatrudniłem w szpitalu kilkudziesięciu lekarzy, więc sytuacja co do liczebności personelu jest o niebo lepsza, niż była. Tym samym dyżurów świadczonych w formule outsourcingu (polegającej na zlecaniu określonych zadań zewnętrznym firmom – przyp. aut.) jest obecnie mniej. Sytuacja bardzo się zmieniła i jest to zmiana na korzyść pacjentów, celem zapewnienia im bezpieczeństwa i właściwej opieki. Choć przyznać trzeba, że z samym problemem opisanym w raporcie borykamy się od 2007 roku. I żadna z nadzorujących szpitale instytucji się z nim do tej pory nie uporała. Odpowiedzialność zrzucana jest na barki szpitala, ale nadrzędnym moim celem jest zabezpieczenie jego funkcjonowania, czyli de facto bezpieczeństwa pacjentów. W 2007 roku wytknięto nam umowy zlecenia zawierane z pracownikami etatowymi i wskazano, ze lepsze będą umowy outsourcingowe. Po czym po jakimś czasie skontrolowano je i tym razem wskazano, że i one nie są dobre...
Przeczytałeś tylko fragment tekstu. Chcesz przeczytać całość i inne artykuły premium? Nieograniczony dostęp do pełnych tekstów od 19 groszy dziennie! Masz już wykupiony dostęp? Zaloguj się
Pozostało 48% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze