Reklama

Rafał Świderski przepłynął 2200 km kajakiem z Jarosławia do Bałtyku i z powrotem

29/07/2018 20:00

Rafał Świderski z Jarosławia dokonał czegoś, co do łatwych rzeczy nie należy, sam przepłynął ponad 2000 kilometrów kajakiem z Jarosławia do Bałtyku i z powrotem. Jego poczynania na portalu społecznościowym obserwowało mnóstwo osób i z podziwem śledzili każdy pokonany kilometr.

Kajakarz wypłynął 27 maja o 7.20 z Jarosławia i w ciągu ośmiu dni był nad Polskim morzem.

Trasa jego wyprawy widła od Jarosławia doBałtyku, do którego dotarł głównym ujściem Wisły, morzem 15 km do ujścia Wisły Śmiałej i Gdańska, następnie z Gdańska do początku szlaku żeglugowego Wisły w okolicach Oświęcimia przy ujściu[paywall] rzeki Przemszy, a potem już Wisłą za Sandomierz i Sanem do Jarosławia.

– Do wyprawy przygotowywałem się półtora roku.Najbardziej obawiałem się Wisły powyżej Sandomierza ze względu na śluzy, gdyż pod prąd nie  śluzują kajaka i istnieje możliwość przenoszenia go, brak wody w niektórych odcinkach. Optymizmem nie napaweł też  fakt, że to moim zdaniem najbrzydszy odcinek rzeki. W czasie całej mojej wyprawy miałem kilka bardzo niebezpiecznych momentów: wywrotkęa na morzu, szkwał, który zdarł mi zamknięcie luku bagażowego i omal mnie nie wywrócił. Następną wywrotkę zaliczyłem, kiedy mijałem ujście Wisły Śmiałej. Fartuch zapobiegający wlewaniu się wody do kajaka przeciekał i zebrało się około dwóch wiader wody w środku. Gdy mijałem wysepkę z jakąś minilatarnią, odbite fale stworzyły sporych rozmiarów kipiel, więc nie miałem szans i byłem do góry dnem. Próbowałem zrobić tzw. skimoskę, czyli przewrót, ale z bagażami i wodą w środku nie dałem rady mimo sporej adrenaliny.

Reklama

Wiatr i fale ściągnęły mnie na falochron, gdzie mocno mnie poobijało. Udało mi się jednak odpłynąć, wiosła i kajaka nie puściłem, ale fartuch ochronny musiałem zrzucić, żeby uwolnić nogi. Potem się okazało, że kajak w dwóch miejscach ma niegroźne pęknięcia, a ja obdarte nogi, ale mimo tego nie poddałem się – opowiada pan Rafał

Wstępniepan Rafał wyliczył, że pokonał ponad 2200 kilometrów na samym szlaku, bo rzeczywistych było trochę więcej. Jego wyprawa trwała 52 dni i zakończyła się ogromnym sukcesem, po dopłynięciu do Jarosławia czekało na niego wielu znajomych i przyjaciół, przywitali go symbolicznym chlebem i solą, były gratulacje i mnóstwo pytań

DLACZEGO SAMOTNA WYPRAWA

– Na to, że na wyprawę postanowiłem wypłynąć sam, złożyło się wiele przyczyn. Przede wszystkim potrzebny jest  długi urlop, nie każdy na taki może sobie pozwolić. Następnym ważnym czynnikiem jest wytrzymałość i podobny poziom siły, a jak wiadomo, każdy ma inną sprawność fizyczną, co mogło by opóźniać wyprawę. Plusów, by płynąć we dwóch nie widzę praktycznie żadnych, no chyba że turystycznie, ale to inna sprawa. Mimo tego nie obawiałem się samotnej podróży. Na razie nie zamierzam pobijać swojego rekordu, a wręcz przeciwnie, planuję spłynąć do Gdańska i na Hel, ale już powoli, by móc nacieszyć się widokami dookoła. Mam również ochotę na jakąś wyprawę rowerową, ale to wymaga czasu… To wszystko musi we mnie dojrzeć. Bardzo mnie cieszy, że wiele osób decyduje się na taką formę rekreacji, jaką jest pływanie.Po drodze spotykałem wielu kajakarzy, całe rodziny.To wspaniałe uczucie, widząc, że nie jestsię samym na rzece. Bardzo dziękuję mojej przyjaciółce Garbrysi, która zaraziła mnie tym wyjątkowym sportem i wszystkim, którzy mi pomogli w wyprawie oraz mnie wspierali – komentuje na koniec pan Rafał Świderski

Reklama

Niewątpliwe jego podróż można zaliczyć do wyjątkowych i nie zawsze bezpiecznych, na szczęście cała wyprawa zakończyła się ogromnym sukcesem i mamy nadzieję że o innych wyczynach pana Rafała jeszcze usłyszymy.


Ernest Kocan
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości