Reklama

Robiłem wszystko, żeby uratować człowieka

09/03/2016 10:21

– Od osiemnastu lat pracuję w Straży Miejskiej w Przemyślu, obecnie w referacie ekologicznym. Brałem już udział w różnych interwencjach, ale tego, co zdarzyło się w czwartek, siedemnastego lutego, nigdy nie zapomnę – opowiada Jacek Kurasz.

– Tego dnia od rana pełniłem sam służbę w patrolu pieszym. Kiedy patrolowałem ulice Śnigurskiego i przyległe, zatrzymałem się, bo zauważyłem pojazd nieprawidłowo zaparkowany na skrzyżowaniu i gdyby nie to, pewnie poszedłbym dalej. Kiedy podchodziłem do pojazdu, z kamienicy wybiegł młody mężczyzna w krótkich spodenkach, podkoszulku i kapciach. Na mój widok zaczął krzyczeć: – Pomocy! Pomocy! Coś z wujkiem się dzieje. Momentalnie pobiegłem za tym mężczyzną krętymi schodami na drugie piętro. 

– W mieszkaniu zobaczyłem mężczyznę leżącego na wznak na podłodze. Miał pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt lat. Na lewej części twarzy widoczne były świeże obrażenia, a na podłodze była krew. Starsza kobieta, jak się później okazało jego matka, powiedziała, że upadł i uderzył się o kant ławy czy stolika i błagała, żeby go ratować[paywall]. Najpierw sprawdziłem puls. Był ledwo wyczuwalny i mężczyzna nie dawał znaku życia. Poinformowałem o wszystkim dyżurnego, zażądałem pilnego wezwania karetki i przystąpiłem do reanimacji. Każdy z nas, strażników, przeszedł kurs udzielania pierwszej pomocy, więc wiedziałem, jak należy robić masaż serca. Trzydzieści uciśnięć klatki piersiowej i dwa wdechy. Poleciłem młodemu mężczyźnie, żeby zszedł i poczekał na karetkę, by ratownicy nie błądzili po kamienicy i dotarli jak najszybciej, bo wiedziałem, że liczy się każda sekunda. Ani na moment nie przerwałem reanimacji. Byłem w pełnym umundurowaniu i już po kilku minutach poczułem, jak ścieka ze mnie pot. Nie wiem, jak długo to trwało, może dziesięć, a może piętnaście minut, nim przyjechała karetka i ratownicy mnie zastąpili. Zabrali mężczyznę do szpitala, ale później dowiedziałem się, że pomimo wysiłków lekarzy zmarł. Wydaje mi się, że zrobiłem to, co mogłem, choć przyznaję, że pierwszy raz byłem w takiej sytuacji i dopiero później to do mnie dotarło. Już po wszystkim pomyślałem – jak to dobrze, że zostaliśmy przeszkoleni i jak cenna jest wiedza z zakresu udzielania pierwszej pomocy. Uważam, że wszystkich od dziecka powinni tego uczyć, bo człowiek nigdy nie wie, w jakich okolicznościach się znajdzie i kiedy trzeba będzie ratować czyjeś życie – kończy strażnik.

To była profesjonalna pomoc

– Zwykle w takich przypadkach ludzie dzwonią po karetkę i czekają, aż przyjedziemy – mówi Artur Zając, ratownik medyczny, który był wtedy w załodze karetki. Strażnik, podejmując resuscytację, czyli masaż serca podtrzymujący czynności życiowe, zadziałał w pełni profesjonalnie i zrobił wszystko, co było można, biorąc pod uwagę bardzo ciężki stan pacjenta. Widać było dobre wyszkolenie.
JS
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości