– Od osiemnastu lat pracuję w Straży Miejskiej w Przemyślu, obecnie w referacie ekologicznym. Brałem już udział w różnych interwencjach, ale tego, co zdarzyło się w czwartek, siedemnastego lutego, nigdy nie zapomnę – opowiada Jacek Kurasz.
– Tego dnia od rana pełniłem sam służbę w patrolu pieszym. Kiedy patrolowałem ulice Śnigurskiego i przyległe, zatrzymałem się, bo zauważyłem pojazd nieprawidłowo zaparkowany na skrzyżowaniu i gdyby nie to, pewnie poszedłbym dalej. Kiedy podchodziłem do pojazdu, z kamienicy wybiegł młody mężczyzna w krótkich spodenkach, podkoszulku i kapciach. Na mój widok zaczął krzyczeć: – Pomocy! Pomocy! Coś z wujkiem się dzieje. Momentalnie pobiegłem za tym mężczyzną krętymi schodami na drugie piętro.
– W mieszkaniu zobaczyłem mężczyznę leżącego na wznak na podłodze. Miał pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt lat. Na lewej części twarzy widoczne były świeże obrażenia, a na podłodze była krew. Starsza kobieta, jak się później okazało jego matka, powiedziała, że upadł i uderzył się o kant ławy czy stolika i błagała, żeby go ratować[paywall]. Najpierw sprawdziłem puls. Był ledwo wyczuwalny i mężczyzna nie dawał znaku życia. Poinformowałem o wszystkim dyżurnego, zażądałem pilnego wezwania karetki i przystąpiłem do reanimacji. Każdy z nas, strażników, przeszedł kurs udzielania pierwszej pomocy, więc wiedziałem, jak należy robić masaż serca. Trzydzieści uciśnięć klatki piersiowej i dwa wdechy. Poleciłem młodemu mężczyźnie, żeby zszedł i poczekał na karetkę, by ratownicy nie błądzili po kamienicy i dotarli jak najszybciej, bo wiedziałem, że liczy się każda sekunda. Ani na moment nie przerwałem reanimacji. Byłem w pełnym umundurowaniu i już po kilku minutach poczułem, jak ścieka ze mnie pot. Nie wiem, jak długo to trwało, może dziesięć, a może piętnaście minut, nim przyjechała karetka i ratownicy mnie zastąpili. Zabrali mężczyznę do szpitala, ale później dowiedziałem się, że pomimo wysiłków lekarzy zmarł. Wydaje mi się, że zrobiłem to, co mogłem, choć przyznaję, że pierwszy raz byłem w takiej sytuacji i dopiero później to do mnie dotarło. Już po wszystkim pomyślałem – jak to dobrze, że zostaliśmy przeszkoleni i jak cenna jest wiedza z zakresu udzielania pierwszej pomocy. Uważam, że wszystkich od dziecka powinni tego uczyć, bo człowiek nigdy nie wie, w jakich okolicznościach się znajdzie i kiedy trzeba będzie ratować czyjeś życie – kończy strażnik.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze opinie