21 listopada br., o godzinie 9 miał się rozpocząć protest rolników w okolicach przejścia granicznego w Medyce, którzy tym samym – w ramach solidarności – mieli dołączyli do polskich transportowców od wielu dni blokujących przejścia graniczne z Ukrainą. Na razie nie dołączyli gremialnie, ale stanie się to prędzej czy później.
Od kilkunastu dni trwa protest polskich przewoźników przy trasach dojazdowych do głównych przejść granicznych z Ukrainą w: Korczowej, Dorohusku i Hrebennem.
W naszym regionie cały tranzyt skierowany był do tej pory na przejście graniczne w Medyce. A to sprawiło, że po raz kolejny ucierpiał na tym Przemyśl, w którym od wielu dni są potężne, liczące kilkaset TIR-ów kolejki. I najprawdopodobniej cierpieć będzie jeszcze bardziej, jeśli „stanie” i przejście graniczne w Medyce.
Polscy przewoźnicy, blokując ciężarówkami trzy przejścia graniczne, domagają się przywrócenia regulacji, które obowiązywały przed wybuchem wojny w Ukrainie. Przed rosyjską agresją ukraińskie ciężarówki mogły wjeżdżać do Polski tylko na podstawie specjalnego zezwolenia. Po 24 lutego 2022 r. ten wymóg zniesiono.
Firmy zza wschodniej granicy nie mogą jednak wozić towarów między państwami Unii Europejskiej. Polscy przewoźnicy twierdzą, że nikt tego nie kontroluje. Właściciele firm przekonują, że te samochody w większości przyjeżdżają puste, pobierają ładunki z Polski i wywożą je na całą Europę. Zabierają im po prostu ich pracę.
21 listopada br. przed przejściem w Medyce kolejka tirów ciągnęła się na długości ok. 25 km. Czas oczekiwania na przejazd wynosił 118 godzin, czyli prawie... 5 dni.
Choć trwały dysputy i spotkania, problemu do tej pory nie potrafił rozwiązać nikt. Kolejka z dnia na dzień rosła. Rosła, bo protestujący zdecydowali, że będą przepuszczać ledwie jeden samochód na godzinę. I tego cały czas się trzymają.
Odbyło się już kilka spotkań strony polskiej, ukraińskiej i unijnej. Protestujący nie otrzymali satysfakcjonujących propozycji ws. ich postulatów, w tym przywrócenia systemu zezwoleń dla kierowców ukraińskich czy udrożnienia granic. Według ukraińskiego wiceministra infrastruktury Serhija Derkacza i agencji Ukrinform, większości postulatów protestujących polskich przewoźników nie da się zrealizować.
Twierdzą, że strona polska już wcześniej przyznała, że spełnienie jednego z kluczowych żądań jest nierealne. Natomiast z informacji uzyskanych przez brukselską korespondentkę RMF FM wynika, że Komisji Europejskiej nie podoba się blokowanie polsko-ukraińskich przejść granicznych w ramach protestu polskich przewoźników. Oczekuje jego zakończenia.
Nieoficjalnie KE ostrzega, że jeżeli polskie władze nie rozwiążą kwestii blokad na przejściach granicznych z Ukrainą, to może uruchomić procedurę karną wobec Polski.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze